Rozmówka polsko-polska między dziadkiem a wnuczkiem na Święta Bożego Narodzenia anno domini 2045

Rozmówka polsko-polska między dziadkiem a wnuczkiem na Święta Bożego Narodzenia anno domini 2045

Osoby:

Dziadek – schetany życiem, 60-letni staruszek
Wnuczek – pełen nadziei, wygłodzony troszkę chłopiec, lat osiem

Miejsce: Polska, która powróciła na łono słowiańszczyzny wschodniej.

– Dziadku? – wnuczek siedzi na kolanach u dziadka, przed nimi na stole jedna pomarańczka, którą dziadkowi udało się wystać w kolejce po cokolwiek, w tle telewizor, a w nim przemawia smutny pan. – A dlaczego my obchodzimy święta kiedy indziej niż ci państwo na filmie?

– Bo tamci państwo obchodzą w Europie, a my nie jesteśmy w Europie – dziadek zaczyna obierać pomarańczkę, na którą ma ogromną ochotę, ale którą zaraz odda wnuczkowi.

– A opowiesz mi, jak kiedyś byliśmy w Europie, dziadku?

– Znowu? Przecież opowiadałem Ci ostatnio.

– Ale to moja ulubiona bajka, dziadku – malec nalega.

– No dobra – dziadek daje się przekonać, bo bardzo lubi tak naprawdę opowiadać tę bajkę; wspomnienia – to wszystko, co mu zostało. – Kiedy miałem tyle lat, co ty teraz, Polsce udało się wyzwolić z jarzma Rosji i wyjść do świata, to było w 89 roku, wielki czas dla kraju – dziadek zapada się w odmętach pamięci, na jego twarzy pojawia się delikatny uśmiech.

– Dziadku, a co to jest jarzmo?

– Jarzmo to takie coś, co zakłada się koniom, żeby można było prowadzić je tam, gdzie się chce.

– Biedne konie. A teraz też jesteśmy pod jarzmem Rosji?

– Tak, ale nigdzie i nikomu nie wolno Ci tego głośno powiedzieć. Rosja to nasz największy przyjaciel, któremu zawdzięczamy to, że mamy tę jedną pomarańczkę.

– Wiem dziadku, nic nikomu nie powiem. I co było dalej?

– Dalej przez dwadzieścia sześć lat Polska kwitła, szła do przodu, była już coraz bliżej tych krajów, w których wszyscy mają tyle pomarańczy, ile dusza zapragnie.

– Nie wierzę, że są takie kraje.

– Są, wszystkie te, w których święta obchodzi się wcześniej, a dzień zwycięstwa później.

– I co jeszcze było, dziadku? Co jeszcze?

– I można było w szkole mówić, co się chce o Rosji i o wszystkim.

– Na pewno tak nie było, nigdy – wnuczek trochę się rozsierdził. – Miałeś mi opowiadać prawdziwą bajkę, a nie zmyśloną.

– Ale co poradzę, skoro tak było i były gazety, które pisały, co chciały i o kim chciały oczywiście, jeśli nie kłamały. I mogliśmy jeździć tam, gdzie są pomarańcze, kiedy tylko mieliśmy ochotę.

– Czyli gdzie, do babci Janki?

– Babcia Janka nie ma zawsze pomarańczy, ale wtedy miała.

– Czyli dokąd po te pomarańcze?

– Do wszystkich tych krajów, które teraz znasz tylko z mapy, mogliśmy jeździć, gdzie chcieliśmy i kiedy chcieliśmy. Po prostu szło się na lotnisko i… Ech, co Ci będę mówił.

– I tak Ci nie wierzę w to jeżdżenie, zmyślasz.

– Może.

– No właśnie i co jeszcze było dziadku, co jeszcze?

– No i wszyscy mieli takie kolorowe ubrania i w ogóle dużo było wtedy kolorów. Nawet zimą, jak nachodziła szaruga, to świat był kolorowy, przyjeżdżali do nas wtedy też ludzie o innym kolorze skóry.

– No co ty dziadku, na pewno nie, nikt do nas nie przyjeżdżał, bo my nikogo nie lubimy.

– Oj nie, wtedy nawet zaczęliśmy już trochę lubić innych ludzi. No i były te wszystkie ogromne sklepy, do których chodziliśmy i w których wydawało nam się, że to już tak będzie zawsze pięknie.

– Ogromne sklepy pełne pomarańczy?

– Pomarańczy i w ogóle wszystkiego tego, co teraz widzisz na tych filmach, co to nie możesz mówić w szkole, że je oglądałeś. Nie mówisz, mam nadzieję?

– Pewno, że nie mówię, nikt nie mówi, pomyśleliby, że jestem nienormalny.

– No i można było śpiewać różne piosenki, a nie tylko religijne i o ojczyźnie.

– Czyli o czym śpiewaliście?

– O wszystkim, o czym tylko chcieliśmy. Były zespoły też takie kolorowe i wszędzie były restauracje i było sushi.

– Co to jest sushi?

– Takie japońskie jedzenie z ryżu i surowej ryby.

– Ryż to mamy przecież.

– Mamy – dziadek znów posmutniał.

– A opowiedz mi o tych pudełkach, do których wrzucało się karteczki…

– Karteczki? A tak to były wybory, na które szliśmy, a w każdym razie mogliśmy chodzić i tam wrzucaliśmy karteczki i wtedy zmieniał się rząd, który nam się nie podobał.

– Jak to się zmieniał, przecież rząd jest jeden? – zdziwił się mały. – To na co właściwie miał się zmieniać?

– Na inny, czasem na trochę inny, czasem na zupełnie inny, wszystko zależało od tych karteczek. No i jeszcze, jak ktoś mówił o Tobie coś złego albo coś ci zrobił, to szło się w takie miejsce, w którym pan w długiej sukmanie decydował, czy ten ktoś ma rację, czy może jednak Ty masz rację.

– Teraz zawsze ten ktoś ma rację – zauważył malec.

– No właśnie – dziadek wyglądał jakby w ciągu tej rozmowy posunął się o kolejne kilka lat. – I do pracy szło się takiej albo innej, to Ty decydowałeś, a nie ktoś za ciebie, co masz robić, gdzie i jak.

Przez chwilę siedzieli, mały trawił informację, dziadek trawił wspomnienia.

– I co było potem, co się stało dziadku, że teraz nie ma już tych pomarańczy, że nie mogę jeździć, gdzie chcę i mówić, co chcę w szkole i że nie ma już tych karteczek?

– Tego właśnie nie wiem zbyt dokładnie – dziadek się zamyślił. – Zdaje się, że przyszli jacyś ludzie, którzy wmówili tym, którym się nie podobało, jak jest, że będzie lepiej, okłamali ich i oni uwierzyli i wrzucili te karteczki ostatni raz i wybrali ich, żeby rządzili…

– A potem? – niecierpliwił się wnuczek.

– A potem Ci, dla których kopiemy teraz ten węgiel, budujemy te statki, dla których uczymy się tego języka, co ma inne literki, pomogli tamtym, żeby zostali tu już na zawsze i tylko… – dziadek na chwilę się zaciął.

– I tylko co, dziadku?

– I tylko wciąż nie wiem, dlaczego wtedy im na to pozwoliłem?

– Ty, dziadku?

– Ja i trzydzieści milionów takich ludzi jak ja – dziadek sprawiał wrażenie jakby utknął na dobre. – Dlaczego im pozwoliliśmy, żeby zmarnowali życie naszym wnukom?

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
bartandyopoleZbyszek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zbyszek
Zbyszek

Bo to Suweren jest?

andyopole
andyopole

Skóra mi ścierpła…

bart
bart

No cóż, tak było. A będzie pewnie gorzej, na razie okazuje się, że najczarniejsze prognozy nie nadążają za rzeczywistością.