Rozmówka polsko-polska Polski z posłem

Rozmówka polsko-polska Polski z posłem

OSOBY:

Polska – Ona (na szczęście)
Poseł – On (niestety)

MIEJSCE: w Polsce, czyli u Niej

CZAS: obecny, czyli Jego.

– Dzień dobry, Pan mnie wzywał?
– Oj tam, wzywał od razu, prosiłem, zabiegałem, nawet Pani nie wie, jaki jestem zaszczycony, jak mi przyjemnie. Pozwoli Pani, że w dłoń ucałuję.

On wyciąga rękę jak po swoje.

– Nie ma powodu.

Ona cofa rękę, bo nie jego.

– W czym mogę pomóc Panu posłowi?
– Mnie pomóc? Ależ w niczym. To ja chcę Pani pomóc, chcę Panią zbawić, bo już jestem na emeryturze prawie.
– Ale ja nie potrzebuję zbawienia.
– Jak to tak, a Pani niewierząca?
– Ja taka, jak moi rodacy, trochę wierząca, trochę niewierząca, a trochę wierząca, ale w co innego.
– To niemożliwe.
– Co niemożliwe?
– No niemożliwe, żeby Pani tak trochę tak, a trochę siak.
– A czemuż to niemożliwe niby?
– Bo Pani jest spadkobierczynią historii naszej katolickiej ojczyzny, Pani musi…
– Ja nic nie muszę, Panie pośle. Musiałam jak byłam pod zaborami, pod okupacją, pod Sowietami, teraz nie muszę i lubię to, że nie muszę.
– Myślę, że powinna Pani to przemyśleć, w wolnej chwili.
– Wolnych chwil ubywa mi z każdym dniem, odkąd zaczął mnie Pan zbawiać. Jaki jest cel naszego spotkania, Panie pośle?
– Przyjemność wspólnego przebywania… no i chciałbym Panią zapoznać z moim planem zbawczo-naprawczym dla Pani.
– Który Pan zastosuje bez względu na to, czy mi potrzebny czy nie, czy go chcę czy nie?
– No, tego nie powiedziałem, będziemy konsultować z kolegami, koleżankami…
– Koledzy i koleżanki to ci państwo, którzy potakują, jak trzeba i kręcą głowami, gdy Pan poseł tego wymaga?
– Skądże znowu, to są niezależne gremia, mamy prezydenta, mamy marszałka sejmu, mamy panią premier, oni wszyscy mają swoje zdanie.
– Oczywiście.

Ona się uśmiecha z żalem raczej.

– To może przejdźmy do planu.
– A wuzetki by Pani nie zjadła?
– Wolałabym baklawę, ma Pan poseł może?
– Ja nie jadam takich rzeczy, droga Pani, mamy nasze polskie nie po to, żeby cudze jeść, arabskie jakieś, chorobami się pozarażać.
– Jasne. To jaki ten plan?
– Plan, plan? A no tak, oczywiście. Plan przede wszystkim na razie taki, żebyśmy my pozostali u władzy, bo to będzie dla Pani najbezpieczniejsze.
– Nie czułam się zagrożona, raczej jeśli już, to teraz się czuję.
– Była Pani być może nieświadoma, zagrożenia czyhały cały czas, imperializm, komunizm, germanizacja, rusyfikacja…
– Przepraszam, że wchodzę w słowo, ale właśnie dokładnie tym samym – oprócz rusyfikacji rzecz jasna – swoim obywatelom grozi w kółko prezydent Putin, którego rusyfikacji się Pan obawia.
– To zupełnie co innego… Musimy wzmocnić organy władzy centralnej, władzę skupić w jednym ręku.
– Znów Putin. A w czyim ręku, jeśli mogę zapytać?
– No cóż, w ręku osoby kompetentnej i patriotycznie nastawionej… Mógłby to być właściwie ktokolwiek z takimi kwalifikacjami, ale na razie roboczo będę to Ja.
– A czemu Ja z dużej litery, przepraszam, że przerywam?
– Tak mi się powiedziało, może być z małej, przecież to nie o to chodzi.
– Oczywiście, podobnie jak u Putina. Co dalej Panie pośle… z tą Polską.
– Tak, dalej… cóż dalej? Dalej musimy się wyzwolić z okowów Unii Europejskiej, która nam zagraża.
– Chyba się Panu kierunki pomyliły. W czym mianowicie Unia nam zagraża? Wolnością, kulturą, cywilizacją i nieprawdopodobną ilością pieniędzy, które na nas, na mnie łoży?
– Zagraża nam, a właściwie głównie Pani zagraża tym, że będzie mniej Polski w Polsce.
– Ale ja mam, szczerze mówiąc, dosyć duży zapas siebie w sobie, chętnie zaznałabym też czegoś innego, tam są naprawdę ciekawe i piękne rzeczy, ciekawi, kolorowi i piękni ludzie… Myślę, że gdyby Pan poseł nauczył się kilku słów w jakimkolwiek języku, gdyby pojechał na wycieczkę, gdyby zobaczył uśmiechnięte twarze…
– Nie znoszę uśmiechniętych twarzy. Szyderczo się śmiejące, wykrzywione w sarkazmie i ironii to rozumiem, ale uśmiechnięte to głupota, jak się człowiek uśmiecha, to traci czujność.
– A po co Pan poseł taki czujny cały czas musi chodzić, a właściwie nie tyle po co, co dlaczego?
– Bo człowiek nigdy nie wie, co mu zagraża.
– Ze strony?
– Ze strony wrogów ojczyzny, rzecz jasna.
– Myślę, że bardziej z własnej mu zagraża niż ze strony wrogów, myślę, że siebie się boi najbardziej, tych wszystkich rzeczy, które tak naprawdę dawno mógł już z siebie uwolnić, ale tak się zasupłał w środku, że na samą myśl przerażenie zdejmuje. Jaki dalej ten plan Panie pośle odnośnie mojego zbawienia?
– Dalej muszę ograniczyć tą gadaninę całą, to wolne słowo. Ono jest dobre, ale wtedy jak dobrze o mnie mówi i o Pani, a nie jak źle. Poza tym te sądy, one nie mogą sądzić tego, co sądzą, że jest dobre, tylko to, co Ja sądzę, że jest dobre. Kilku z tej całej opozycji pewnie trzeba będzie zamknąć do więzień.
– Ale za co, Panie pośle?
– Jest obywatel, paragraf się znajdzie, musi Pani pamiętać tę jakże przydatną maksymę z kiedyś.
– Pamiętam, niestety.
– Potem, żeby zagwarantować Pani pełnię bezpieczeństwa, jak już mówiłem, muszę tu zostać na długo, więc trzeba będzie zasady wybierania zmienić.
– Na jakie?
– Na takie, żeby naród mógł dla Pani dobra demokratycznie zawsze już wybierać Mnie. Dodatkowo, żeby zapewnić pełnię bezpieczeństwa muszę przejąć kontrolę nad wszystkimi służbami…
– Jak byłam PRL-em, to się nazywało resorty siłowe, zdaje się.
– Tak właśnie się nazywało, to jest bardzo dobra nazwa i w ogóle, jak Pani była PRL-em, to w moim odczuciu była Pani znacznie bezpieczniejsza niż teraz. Jedyny mankament tej sytuacji był taki, że to nie Ja rządziłem wtedy, ale to już jest nareperowane.
– Czyli z Unii mnie Pan zabierze raczej.
– Myślę, że tak dla Pani dobra, rzecz jasna.
– Panie pośle…
– Słucham Panią?
– Wolałabym, żeby dał mi Pan spokój.
– Tak, oczywiście tego się obawiałem, jest już Pani spaczona bakcylem tej fatalnej wolności za bardzo. Niestety nie mogę, bo czuje się z Panią bezpieczny tylko wtedy, gdy to Ja tu rządzę. Poza tym to dla Pani dobra, rzecz jasna.
– Ale ja sobie sama swoje dobro wolę wybierać.
– To nie będzie możliwe. W tej sytuacji dla Pani bezpieczeństwa będę zmuszony zamknąć Panią w mrocznych kazamatach zacofania, ksenofobii, ciemnogrodu i głupoty. Tylko tak uda mi się Panią ocalić.
– Raczej tylko tak uda się Panu ocalić stołek pod rzycią.
– To to samo droga Pani… dla Mnie.

Igor Brejdygant

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "Rozmówka polsko-polska Polski z posłem"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Stary

Dobry tekst. Klarowna wykładnia intencji „zbawiciela z bożej łaski”

wpDiscuz