Rozmówka polsko-polska pomiędzy Potrzebą Wolności a Poczuciem Bezpieczeństwa

Rozmówka polsko-polska pomiędzy Potrzebą Wolności a Poczuciem Bezpieczeństwa

Osoby:

Potrzeba Wolności – urodziwa, uśmiechnięta kobieta ubrana luźno, z rozpuszczonymi włosami o dużych uśmiechniętych oczach, które pozostają szeroko otwarte

Poczucie Bezpieczeństwa – jej brat bliźniak, mężczyzna lekko siwiejący, ostrzyżony krótko po wojskowemu, barczysty, niski, ubrany w strój przypominający mundur z guzikami zapiętymi pod szyję, oczy wąskie w zapadniętych oczodołach, cały czas czujnie rozbiegane

Miejsce: Polska

Czas: A.D. 2018, czyli zawsze i w kółko

– No i co? Gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała – Poczucie Bezpieczeństwa przeczesał krótkie na centymetr włosy grzebieniem, na jego twarzy pojawił się delikatnie szyderczy uśmiech.

– Wolność kocham i rozumiem, wolności… – zaczęła nucić.

– Przestań mi już z tą mantrą. Co im po Twojej wolności, jak nie ma co do gara włożyć, Arabowie u granic, wojna w każdej chwili? – on wcina się brutalnie.

– Jaka wojna, jacy Arabowie? Przecież Ty to wszystko sam wymyśliłeś, żeby być potrzebnym. Tak to pałętałeś się w tej swojej kamizelce kuloodpornej, nie wiadomo po co – teraz to ona uśmiechnęła się mało sympatycznie i zerknęła na swoje odbicie w lustrze.

– Nic nie wymyślałem, ludzie sami do mnie przyszli – Poczucie wciągnął powietrze w płuca dla dodania sobie animuszu.

– Przyszli, jak się zaczęli bać, a zaczęli się bać, bo Ty i Tobie podobni dmuchaliście im do głowy w kółko, że niebezpiecznie jest, że zderzenie cywilizacji i te inne bzdety. A do gara, że nie ma co włożyć? Ty akurat na to cokolwiek zaradzisz – Wolność zaśmiała się krótko, acz treściwie. – Im bardziej wszystko ludziom ograniczysz dla ich bezpieczeństwa, tym gorzej będzie im się wiodło. Tylko znowu o tym zapomnieli, dowiedzą się poniewczasie.

– Lepiej będzie im się wiodło, bo się zrobi redystrybucję dóbr i przede wszystkim godności. Ty myślisz, że jak tak sobie siedzisz na tych swoich snobistycznych przyjęciach, to że to już cały świat jest, co? A tam ludzie w biedzie i upokorzeniu po wsiach i miasteczkach – Bezpieczeństwo lekko zaczął się zacietrzewiać.

– No, za komuny też szalałeś, bezpiecznie było, milicjant na milicjancie, władza pilnowała, żeby nikt nigdzie nie odstawał. I co – lepiej było wtedy ludziom po wsiach i miasteczkach? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Ty im tę sklerozę do głowy lejesz, któryś raz z rzędu wmawiasz im tę samą bzdurę i oni w to wierzą, bo nie pamiętają, a potem się obudzą z ręką w nocniku znowu – Wolność zaczęła się malować.

– Najbardziej mnie denerwuje ten Twój protekcjonalny ton i poczucie wyższości, wszystkie rozumy zjadłaś, co? Tylko, że ludzie mają Cię gdzieś, ćwierć wieku ich mamiłaś, aż w końcu się wściekli i znów chcą ze mną… – Bezpieczeństwo z trudem panował nad sobą. Siostra Wolność już od najmłodszych lat potrafiła go doprowadzać do szewskiej pasji.

– I znów chcą z Tobą, co? Przecież Ty, żeby istnieć, musisz im cały czas adrenalinę podnosić, więc będziesz ich tak w kółko straszył, żeby być im potrzebny, aż w końcu stanie się to, co zawsze – teraz i ona zaczęła się denerwować.

– Czyli?

– Czyli robiąc im to bezpieczeństwo, te całe Wasze masówki, co to oni się czują lepiej, bo w tłumie, to napuszczanie jednych na drugich, w końcu wymknie Ci się to wszystko spod kontroli i szlag trafi Twoje bezpieczeństwo. Będzie wojna albo inny shit – skwitowała.

– I te Twoje anglojęzyczne wstawki ciągle, że niby jesteś taka kosmopolityczna, taka otwarta, międzynarodowa, a ludzie tego nie chcą, bo chcą się wreszcie dobrze poczuć u siebie i żeby to Anglicy robili polskie wstawki do języka, a nie tylko to ciągłe upokorzenie – Bezpieczeństwo starał się zmienić temat.

– Nie zmieniaj tematu. Zawsze jak Ci brakuje argumentów, to wyjeżdżasz z tą swoją demagogią. Ludzie rozumieją piąte przez dziesiąte, cały ten Twój proces myślowy funta kłaków nie jest wart, ale czują się lepiej, wydaje im się, że się czują lepiej, bo mają wspólnego wroga i to ciepełko, że razem i ku wspólnym wydumanym celom. Czołgami się to zawsze kończy i tyle – Wolność wróciła do malowania ust.

– Jakoś komuna się czołgami nie skończyła – on wydobył swój koronny argument w dyskusji.

– Bo farta miałeś, gdyby się skończyła, to dłużej ludzie by Cię unikali, a tak dwadzieścia pięć lat upłynęło i z powrotem do tej samej rzeki. Policjant za każdym rogiem, podsłuchy, prokurator rządzi, wyroki wydaje pierwszy sekretarz, wolne media próbują zdeptać, przecież to to samo jest, co wtedy.

– Sama do tego doprowadziłaś. Jesteś samolubna i skupiona wyłącznie na sobie, nic Cię nie obchodzi los innych, tych, którzy mają gorzej, ważne, żebyś Ty rządziła ze swoim poczuciem wyższości i spełnienia – Bezpieczeństwo zaczął zawiązywać krawat.

– A Ty niby inny jesteś? Że taki przejęty ich losem? Masz gdzieś ich los, chcesz ich wszystkich tylko złapać swoim wielkim łapskiem za gardło i żeby chodzili jak w zegareczku. Jakiś czas będzie im się wydawało, że fajnie, że maszerują, bo chcą, że jątrzą, bo im to przynosi ulgę. Będą się tym żywić, ale jak im się znudzi, a znudzi im się na pewno, to już nic się nie da zrobić, mój miły. Wiesz, jaka jest podstawowa różnica między nami?

– Jest cały tłum podstawowych różnic między nami.

– Ale ta najważniejsza z punktu widzenia tych, którym dajesz to swoje złudne poczucie bezpieczeństwa i ten swój pozór polepszania im samopoczucia?

– No, pewno mi zaraz przywalisz jakąś z tych swoich akademickich mądrości, która ich wszystkich guzik obchodzi.

– Różnica jest taka mój drogi, że mnie mogą zawsze wywalić za drzwi, a Ty jak już wleziesz i się rozsiądziesz z tym swoim poczuciem całym, to potem nikt cię nie ruszy, chyba że za cenę krwi. Potem znów przyjdą do mnie stłamszeni Tobą, żeby złapać oddech, żeby trochę pożyć szczęśliwie i tak jak będą chcieli, ale kiedy to będzie, jeden Pan Bóg raczy wiedzieć – zasmuciła się Wolność.

– A jak przyjdą, to Ty znów nie dasz im nic, oprócz samej siebie, a to za mało, żeby żyć moja droga, za mało – uśmiechnął się znów protekcjonalnie w swoim poczuciu bezpieczeństwa.

– Chyba że ktoś w końcu zbierze w sobie siły i da radę trochę dłużej ponosić mnie na plecach, zamiast wsiadać na plecy Tobie. Idziemy, zaraz zaczynają? – zapytała.

On pokiwał głową, chwilę później wyszli na bal z okazji obchodów stulecia niepodległości.

Igor Brejdygant
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o