Rząd wydaje – obywatele oszczędzają

Wyrok w sprawie wyborów kopertowych! "Decyzja zlecająca Poczcie Polskiej przygotowanie wyborów była nieważna"!

To genialne decyzje PiS właśnie, a nie praca Polaków i dobra koniunktura w światowej gospodarce, zaowocowały wzrostem PKB

Jest taki stary dowcip: ulice miasteczka przemierza obładowana furmanka, której woźnica pokrzykuje co chwilę: „Węgiel, węgiel przywiozłem!”. W pewnej chwili umordowany koń odwraca się do niego i mówi z wyrzutem: „Ty przywiozłeś, tak?”. Przypomina mi się ten żart, gdy premier nadmuchuje balon sukcesów swojego rządu. Okazuje się nagle, że to genialne decyzje PiS właśnie, a nie praca Polaków i dobra koniunktura w światowej gospodarce, zaowocowały wzrostem PKB. To profesjonalne zabiegi rządu Morawieckiego, a nie rynkowa hossa spowodowały, że bezrobocie znacznie zmalało w porównaniu z okresem rządów PO-PSL, kiedy gospodarka światowa najpierw dołowała, a potem powoli wygrzebywała się z kryzysu. Mądrym posunięciom rządu, a nie samoograniczeniom i rozsądkowi Polaków oraz słabym testowaniu zawdzięczamy stosunkowo niewielki zasięg epidemii w jej początkowej fazie. Oczywiście to rząd, a nie tysiące chałupniczych manufaktur, od razu zaopatrzył personel szpitali w ochronne maseczki.  I rzecz jasna świadczenia socjalne, rozdawane i obiecywane przed wyborami, pochodzą z jakichś zasobów PiS, a nie z naszych podatków.

 

W „przekazach dnia” partii sprawującej kierowniczą rolę w państwie karierę robią dwa hasła: „przez cztery lata nie da się zrobić wszystkiego” oraz „finanse państwa byłyby nadal w świetnym stanie, gdyby nie konieczne wydatki na walkę z COVID”. Nie spodziewam się, by te argumenty spotkały się z masowym zrozumieniem. Również do wyborców PiS dociera, że przez cztery lata można było zrobić znacznie więcej i znacznie mniej zepsuć. Nawet żarliwi słuchacze TV Trwam i TVPiS już wiedzą, że rząd wydał sporo pieniędzy na niepotrzebne lub nieprzydatne środki ochrony i że grube miliony zagarnęły rozmaite hieny związane z władzą, żerujące na ludzkim nieszczęściu.

Nie ma wątpliwości, że przed nami czas zaciskania pasa. Rząd jeszcze nam tego wprost nie ogłosił, jeszcze nie wezwał narodu do ratowania budżetu, ale wygląda na to, że pan premier zajrzał w końcu do kasy państwa. Zajrzał, zdziwił się, zafrasował, podrapał się w głowę i doszedł do wniosku, że nie tylko nie jest w stanie obiecać nowych bonusów, ale nawet zrealizować zobowiązań zaległych oraz tych nowych, obiecanych w kampanii. Kto wie, czy przy okazji nie zawstydził się wspominając swoją całkiem niedawną erupcję entuzjazmu na Facebooku: „Mam dla wszystkich wspaniałe wieści. Pierwszy w historii budżet bez deficytu staje się faktem!”. Może pojął, jak bardzo skompromitowało go radosne oświadczenie: „Co istotne, to nie jest budżet, który wprowadza oszczędności w najważniejszych obszarach dla obywateli. Zakłada bardzo wysokie nakłady na polityki społeczne…”. Minęło ledwie kilka miesięcy i rządzący deliberują teraz w wielkiej tajemnicy, jak wygrać kolejne wybory z pustą kasą i z realną perspektywą obcięcia sutych dotacji z Unii, która słyszeć nie chce o tak zwanej praworządności PiS, ani o „zdrowym podejściu” do mniejszości seksualnych, które Europa, nie wiedzieć czemu, nazywa homofobią.

Z tych narad wychodzi władzy, że trzeba oszczędzać. Na początek Morawiecki zamroził płace w budżetówce, informując zainteresowanych, że „w administracji publicznej przede wszystkim staramy się również o to, żeby zaszczepić gen oszczędności. To nie jest dzisiaj czas na nagrody, na premie, na bonusy, na podwyżki. Szef OPZZ Andrzej Radzikowski obstawia, że zdesperowana władza pójdzie dalej, obcinając pensje lub wręcz redukując etaty urzędników. Taką możliwość rząd zapisał sobie w Tarczy 2.0, wprowadzając przy okazji prawo do zbiorowych zwolnień pracowników ZUS i NFZ, a nawet sądów i trybunałów! Oczywiście oszczędności nie dotyczą funkcjonariuszy partyjno-rządowych oraz ich krewnych i znajomych. „Wyborcza” obliczyła właśnie, że 84 przedstawicieli władzy, zatrudnionych w 14 spółkach skarbu państwa, zarobiło 162,4 mln zł, czyli średnio po 2 miliony. Na przykład przyjaciel rodziny Ziobrów i kolega Morawieckiego zainkasowali po 10,7 mln, druh Kaczyńskiego – ponad 5,4 mln, żona doradcy Dudy – prawie 5 mln zł, dwoje znajomych Szydłów – po 427 tys. zł., itd.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Same oszczędności, nawet najbardziej sensowne, nie postawią jednak budżetu na nogi. Trzeba też zarabiać, zwiększać dochody. Kłopot w tym, że nie bardzo jest komu. PiS nie dysponuje wysokokwalifikowaną kadrą menedżerską ani zapleczem doświadczonych urzędników.  Owszem dysponował, ale się ich pozbył. Teraz jest tak, że ani wybitni fachowcy nie garną się do współpracy z tą władzą, ani władza nie tęskni za profesjonalistami. Bo przeszkadzają rządzić, bo nie znają się na polityce, bo sabotują polecenia, bo nie akceptują przekształcania budżetu państwa w partyjną kasę, finansującą działania zmierzające do utrzymania, utrwalenia i poszerzenia zakresu władzy. I żaden prawdziwy menedżer nie zgodziłby się finansować niewybory, łożyć na promocję partyjnego kandydata na prezydenta, ani uczestniczyć w obowiązkowych zrzutkach na fundusze, które nazywają się „Narodowe”, a w rzeczywistości są partyjne, pisowskie. Nie mówiąc już o tym, który prawdziwy ekonomista czy wysokiej klasy menedżer zgodzi się pracować pod rządami Jacka Sasina?

Od chwili powołania Ministerstwa Aktywów Państwowych, w ciągu 4 miesięcy od dnia ogłoszenia nominacji ministra Sasina, giełdowe spółki skarbu państwa straciły na wartości prawie jedną czwartą. Polskie „na-rodowe srebra” warte są dziś o 57 mld zł mniej niż w chwili, gdy PiS przejmował władzę. Dla porównania – w tegorocznym budżecie na całą służbę zdrowia przewidziano 109 mld. Proces obumierania aktywów państwowych prześledzić można na przykładzie sztandarowej polskiej spółki PKN Orlen, której kapitalizacja od listopada ub.r. zmniejszyła się o ponad 35 %. Firmą kieruje Daniel Obajtek, były wójt gminy Pcim, u którego – zdaniem Beaty Szydło, boleśnie doświadczonej w zarządzaniu miasteczkiem Brzeszcze – gwałtownie objawił się niebywały talent menedżerski. Prezes Obajtek, znany z tego, że zarabia około 20 średnich krajowych miesięcznie, postanowił ostatnio przejąć konkurencyjną firmę LOTOS. Wcześniej spowodował tam zmiany kadrowe, na miarę swego wyobrażenia o kierowaniu wielkim biznesem. Odwołany został wiceprezes ds. produkcji i handlu Jarosław Kawula, ostatni w Lotosie fachowiec z branży paliwowej. Prezesem Lotosu jest dziś Paweł Majewski, hutnik, specjalista w branży energetycznej i ciepłowniczej. Wiceprezesem ds. inwestycji i innowacji został doradca zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju. Wice ds. korporacyjnych jest znajomy Obajtka były dyrektor oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, natomiast szefem finansów mianowano podwładną prezesa Orlenu z czasów, gdy rządził w firmie ENERGA.

Niemal każdego dnia potknąć się można o skutki nieprofesjonalnych, nieodpowiedzialnych, albo zwyczajnie głupich decyzji rządzących. Ograniczenia wprowadzone w okresie, gdy epidemia ledwo się tliła, odwołuje się w momencie, gdy liczba zachorowań zatrważająco rośnie. Miliony rodziców zwolna odchodzą od zmysłów, bo nie wiadomo, czy ich dzieci pójdą do szkoły we wrześniu, czy trzeba je będzie uczyć w domu z pomocą równie zdesperowanych nauczycieli. Z pandemicznej ostrożności rząd zakazał lotów do Szwecji, ale promy kursują tam każdego dnia bez przeszkód. Ustawa „Apteka dla aptekarza” w ciągu ostatniego roku spowodowała zamknięcie ponad tysiąca aptek oraz znaczny wzrost cen leków, natomiast nie ukróciła wywozu leków z Polski, nie zlikwidowała mafii lekowych i nie odebrała aptek „obcemu kapitałowi”. Rządowe „tarcze” miały wspomagać również handlowców, a tymczasem ubywa sklepów zarówno małych osiedlowych, jak i wielkopowierzchniowych, Tesco i Auchan zamykają hipermarkety, a ceny w pozostałych placówkach rosną. I tak dalej, a nawet jeszcze dalej.

Gdy premier rozgląda się po resortach w poszukiwaniu oszczędności, to z pewnością omija wzrokiem Ministerstwo Zdrowia. Nie jest to źródło dochodów. Przeciwnie. Powszechnie znany jest beztroski stosunek ministra Szumowskiego do pieniędzy, o ile nie są to jego pieniądze, jego brata albo licznych znajomych na Podhalu. Ostatni spośród wielu przykładów niefrasobliwości zmęczonego życiem ministra dotyczy polskich testów do badania obecności koronawirusa. Poznański Instytut Chemii Bioorganicznej PAN wyprodukował pierwszy w kraju test – szybki, prawie bezbłędny i wielokrotnie tańszy od importowanych. Na wdrożenie go do produkcji ministerstwo wydało miliony. Dzisiaj w kolejce po nasze testy ustawiają się Niemcy, Rosjanie, są nawet chętni z RPA – wszyscy, tylko nie Polacy. Dlaczego? Bo nasze magazyny są już zapchane testami zagranicznymi, wielokrotnie droższymi, w tym także tymi o bardzo wątpliwej jakości. Jednak nie można powiedzieć, że resort pana Szumowskiego tak całkiem nie liczy się z groszem.  Ministerstwo oszczędza zabierając ryczałt szpitalom wyznaczonym do leczenia wyłącznie pacjentów zakażonych koronawirusem. Znienacka rozwiązywane są umowy na różne rodzaje leczenia. Niektóre oddziały Funduszu zwlekają z płatnością za programy lekowe i chemioterapię. Nadwykonania, czyli pieniądze za leczenie chorych ponad limit przewidziany w kontrakcie ze szpitalem czy przychodnią, nie stanowią już zobowiązania NFZ i nie wiadomo kto teraz będzie za nie płacił. Jeszcze nowość: jeśli jakiś lek nie będzie miał przedłużonej decyzji refundacyjnej – a ważność bardzo wielu drogich preparatów refundowanych w ramach programów lekowych wygaśnie z końcem sierpnia – to po 1 września z leczenia w ramach tych programów będą mogli korzystać tylko ci pacjenci, którzy rozpoczęli je wcześniej.

Oszczędności władzy sprowadzają się na ogół do odmowy finansowania swoich zobowiązań.

Mimo kolejnej spodziewanej suszy rząd drastycznie obciął budżet na dopłaty do ubezpieczeń upraw rolnych – z 918 mln w 2017 r, poprzez 650 mln zł w ubiegłym roku, do prawdopodobnie 350 mln z obecnego budżetu. Nakłady na edukację, wychowanie i opiekę, które w 2015 stanowiły 15,3 proc. wydatków budżetu państwa i budżetu środków europejskich, w 2018 r. zmniejszyły się do 14,3 proc., a w minionym roku niewiele przekroczyły 10 proc. A równocześnie z akcją poszukiwania oszczędności w rządzie Centrum Usług Wspólnych ogłosiło właśnie przetarg na zakup 35 limuzyn, wstępnie przeznaczając na ten cel 5,5 mln zł.

 

Premier Morawiecki świadomy już, że wokół siebie niewiele pieniędzy znajdzie, postanowił szukać ich u innych. „Oszczędzać muszą przede wszystkim samorządy!” – ogłosił, apelując o wprowadzanie oszczędności w obszarze administracji samorządowej. Tyle tylko, że z winy rządu, który nakłada nowe obowiązki nie rekompensując ich kosztów, sytuacja finansowa samorządów jest już bardzo zła, a może być tragiczna. „Tylko w dwunastu największych polskich miastach zadłużenie rok do roku ma wzrosnąć o 3,6 mld zł” – ocenił Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku.

Rząd sięga po nieswoje. Budżet samorządowy, to nasze pieniądze, przeznaczone na nasze lokalne najżywotniejsze, codzienne potrzeby. Ciekawe, kiedy premier ogłosi obywatelską zrzutkę, takie współczesne pogłówne, pod hasłem: „Ratujmy budżet rządu PiS”.

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
3 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
JohnSmith5* 3*andrzejHalinaNutka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zwinka
Zwinka

„Nawet żarliwi słuchacze TV Trwam i TVPiS już wiedzą, że rząd wydał sporo pieniędzy na niepotrzebne lub nieprzydatne środki ochrony i że grube miliony zagarnęły rozmaite hieny związane z władzą, żerujące na ludzkim nieszczęściu”. Naprawdę Pan tak myśli, Panie Andrzeju ? Nie można oczywiście wykluczyć, że jakimś cudem ( bo TVP o tym nie informowała ) o tym usłyszeli, ale usłyszeć to jedno, przyjąć do wiadomości to drugie, a wyciągnąć z takiej wiedzy konkretne wnioski, to trzecie. Sadząc po wynikach wyborów prezydenckich ( pomińmy w tej chwili ich „uczciwość” ) proces poznawczy zakończył się na etapie pierwszym. Serdecznie pozdrawiam.

Nutka
Nutka

„Może i kradną, ale się dzielą.” :((((

andrzej
andrzej

Mieszkam na takiej wsi, gdzie stoi tablica z napisem: KONIEC ŚWIATA – OBJAZD. Jak okiem sięgnąć – wyborcy PiS. Oglądają TVP, ale i Polsat, a czasem nawet TVN. Młodzi siedzą w Internecie i dzielą się informacjami w rodzinach.. Tak więc ludzie wiedzą na ogół co się dzieje. Tyle, że dla nich wszyscy na świeczniku to złodzieje i kombinatorzy. Dlatego jak już, to głosują na tych, od których coś dostali. Kiedy przestana dostawać, albo odczują podwyżki i bryndzę na rynku, to pewnie nie pójdą na kolejne wybory. Bo i po co?

Zwinka
Zwinka

A to będą jeszcze jakieś wybory ? A po co ? Przecież każdy wynik da się już skręcić. No, chyba że dla picu, jak to było w PRLu, z hasłem „głosujemy bez skreślania”, a praktycznie „wrzucamy bez zaglądania”.
Brawo PiS. Udało się cofnąć do przodu.

Halina
Halina

Miód na moje serce. Bo jednak Obajtek nie jest samorodnym menadżerem, bo jednak do zarządzania potrzebna jest wiedza i doświadczenie. Po różnych zadziwiających nominacjach PiS w sferze biznesu zaczęłam myśleć, że jednak Lenin miał rację i kucharka może rządzić państwem. Jak widać z pana artykułu nie jest tak różowo. Problemy dopiero nas czekają. Być może to przyczyni się do dekompozycji obozu PiS i czekają nas przedterminowe wybory.

5* 3*
5* 3*

Przerażająca prawda o tym państwie już nawet nie z papieru, ale z papieru toaletowego. Tylko takie pisuarskie orły potrafią w tak krótkim czasie doprowadzić państwo do niemal całkowitego rozkładu i wkrótce pewnie zapaści!

JohnSmith
JohnSmith

Kukwa, nie mogę już patrzeć na jego facjatę. Zdjęcie u góry: normalny pokemon