Samobójczy gen prezesa

PiS wycofuje się z wstCzy Kaczyński zrezygnuje z naczelnika, aby zostać premierem?

Czy Kaczyńskiemu naprawdę wydaje się, że może wygrać w wojnie przeciw całemu światu?

Jest w PiS-ie czy osobiście w Jarosławie Kaczyńskim jakiś samobójczy gen politycznej autodestrukcji. W niespełna dwa lata po zwycięskich wyborach parlamentarnych, które dały mu możliwość samodzielnego sprawowania władzy, Prezes Tysiąclecia zmierza wprost ku upadkowi. Wiele osób jeszcze tego nie dostrzega, biorąc za oznaki siły to, co w istocie jest symptomem słabości PiS-u. Zawłaszczanie kolejnych sfer życia i budowa swoistego imperium bynajmniej nie wzmacnia partii rządzącej. Jedynie przysparza jej wrogów i konsoliduje opór. Doświadczenia historyczne dowodzą, że wypowiadanie wojny całemu światu i otwieranie wielu frontów naraz prowadzi do klęski.

PiS zwyciężył w demokratycznych wyborach i spokojnie mógłby sprawować normalne rządy, stopniowo wcielając w życie swoje wizje Polski, uwzględniając przy tym ograniczenia wynikające z konstytucji i z faktu, że jednak większość obywateli Polski ani do PiS-u nie należy, ani nań nie głosowała.

To normalny los każdego demokratycznego rządu – musi lawirować pomiędzy sprzecznymi oczekiwaniami społecznymi, musi zatrzymywać się przed czerwoną linią wyznaczoną przez prawo, musi uwzględniać opór różnych środowisk i grup interesu. Z postulatów zapisanych w programie i haseł głoszonych w kampanii wyborczej na ogół udaje się zrealizować 50 procent, albo i mniej. Wyborcy to wiedzą i w gruncie rzeczy akceptują, choć psioczą na rządzących i wytykają im niespełnianie obietnic lub małą skuteczność. Zdają sobie jednak sprawę, że w demokracji stuprocentowa skuteczność jest niemożliwa.

Jednak Kaczyńskiemu to nie wystarcza. On nie chce sprawować demokratycznych rządów w państwie prawa, chociaż mógłby to robić, bo wyborcy dali mu do tego mandat. On chce panować w sposób absolutny. Sprawować władzę nieskrępowaną więzami prawa i nieuwzględniającą oczekiwań tych, którzy myślą inaczej niż on. Chce, by rzeczywistość społeczna i polityczna w pełni poddała się jego woli.

To oczywiście oczekiwanie nierealistyczne, naiwne i dziecinne. W Europie zachodniej w epoce internetu tylko polityczny samobójca może myśleć, że zdoła sięgnąć po władzę absolutną.

A jednak Prawo i Sprawiedliwość najwyraźniej tego nie rozumie. Po opanowaniu mediów państwowych, prokuratury i po zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego podjęło próbę przejęcia całego wymiaru sprawiedliwości z Sądem Najwyższym i Krajową Radą Sądownictwa. Na razie mu się to nie udało, ale na pewno podejmie kolejne próby. Teraz zaś szykuje się do ataku na prywatne media i przygotowuje posunięcia mające podporządkować władzy państwowej sektor obywatelskich organizacji pozarządowych. Cała władza musi należeć do mnie – mówi Kaczyński.

Już raz się na tym przejechał – w 2007 roku stracił władzę właśnie dlatego, że nie chciał się pogodzić z ograniczeniami rządów koalicyjnych. Rozpętał więc aferę gruntową (wiele wskazuje, że była to policyjna prowokacja) mającą wyeliminować jego koalicyjnego partnera – Andrzeja Leppera – i w efekcie doprowadził do przyspieszonych wyborów, które przegrał. Mając władzę podlegającą demokratycznym ograniczeniom, chciał sięgnąć po władzę nieograniczoną – i w efekcie stracił władzę całkowicie.

Teraz też tak będzie. Oczywiście nie wiem, jak konkretnie dokona się upadek awanturniczych rządów Jarosława Kaczyńskiego, ale co do tego, że się dokona, nie mam najmniejszych wątpliwości. Trzaski w obozie władzy i stopniowa emancypacja prezydenta już wskazują, że przynajmniej w części obozu rządzącego dojrzewa myśl, że tzw. dobra zmiana znalazła się w ślepym zaułku i zaraz walnie głową w mur.

Znacznie ważniejsze jest jednak to, co widać na zewnątrz obozu władzy – wielotysięczne demonstracje w obronie niezależności sądów, które w lipcu rozlały się po kraju, wskazują, że Kaczyński przekroczył czerwoną linię, za którą obywatele powiedzieli: Dość tego! Nie zamierzamy dłużej tolerować budowania rządów absolutnych.

By odzyskać kontrolę nad sytuacją prezes PiS zarządził więc przyspieszenie: zaraz po wakacjach trzeba przejąć media prywatne i zadusić społeczeństwo obywatelskie, pozbawiając je dopływu środków finansowych z zagranicy.

Czy naprawdę wierzy, że przebudzeni i zaktywizowani obywatele podporządkują się temu i nie będą bronić swoich konstytucyjnych praw i swobód? Że zagraniczni partnerzy Polski zaakceptują bolszewickie praktyki i potulnie się zgodzą na sprzeczne ze standardami cywilizowanego świata eliminowanie ich przedsiębiorców z rynku medialnego w Polsce? Że społeczność międzynarodowa bez szemrania podporządkuje się zakazowi wspierania polskiego społeczeństwa obywatelskiego? Że Unia Europejska będzie bezczynnie się przyglądać, jak rząd PiS-u ignoruje wyroki Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu?

Dziś PiS ma przeciw sobie potężną koalicję polskiego społeczeństwa, instytucji Unii Europejskiej i międzynarodowej opinii publicznej. W przypadku uchwalenia ustawy o „dekoncentracji” mediów do tego sojuszu dołączy też rząd USA. Nie ma najmniejszych szans, by w tym starciu Kaczyński odniósł zwycięstwo.

Ale walka będzie zacięta. Wypocznijmy w sierpniu, bo czeka nas naprawdę gorąca jesień.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

12 komentarzy do "Samobójczy gen prezesa"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Zbyszek

Ja stanę do walki

Mariola

Ja też. Dość tych rządów dyplomatołków.

Ted

Przejmie pełną władzę, gdy wyłączy internet, ale tego chyba nie zrobi. …… CHYBA

gboor

Internet to bardzo pomocne narzędzie (o tyle, o ile pomaga w działaniach „w realu”), ale nie fetyszyzujmy. Komunę udało się obalić bez Internetu. Nie trzeba go też wyłączać, wystarczy jego skuteczna kontrola, możliwa w państwach totalnych jak Chiny czy Rosja.

Janka

Internetu nie było, Wolna Europa dała radę i teraz poradzimy!

Magda

Niech to zrobi! Wyobrażacie sobie reakcję ludzi, zwłaszcza młodych? Mniammmm…

Janka

Młodzi poszli na pielgrzymkę, na Jasnej Górze zrobią im pranie mózgu.

Magda

Poszli, ale nie wszyscy, Janko, nie wszyscy. Poza tym śmiem twierdzić, że spora część tych z wypranymi mózgami też by się zbuntowała…

magdalena

Ja też

Marek Trybut

Jakkolwiek tekst bardzo ciekawy, to jednak brakuje mi tu powiązań Kaczyńskiego, PiS z Kościołem.
Bez poparcia z ambon, z Torunia Kaczyński nie mógłby robić takich wolt.

Ted

W czasach rodzącej się pierwszej Solidarności nie było internetu, nie było komórek, zwyczajny telefon nie wszyscy mieli w domu. Wszyscy nauczyli się kombinować, by przeżyć – wieczne wymiany kartkowe, przysłowiowa cielęcina od baby itp. Społeczeństwo było przygotowane, jak po dobrym obozie harcerskim.
Teraz, obawiam się, że po wyłączeniu sieci komórkowych, ograniczeniu/cenzurowaniu internetu długo trzeba by czekać, by młodzi przyzwyczaili się do nowej rzeczywistości.

Johanka

Za komuny padła gospodarka i to było widać gołym okiem. Teraz pis się chwali, że dzięki niemu gospodarka kwitnie – „i co mi pan zrobisz”. Nie jest tak, jak z propagandą komunistyczną, że wizja nie zgadzała się z fonią. Teraz jest trudniej obalić totalitarne państwo,