Senat ważny jak w 1989 roku, więc nie ryzykujmy przegranej

Prezes Kaczyński ma coraz więcej problemów z zapanowaniem nad swoimi ludźmi

Opozycja idzie do Sejmu w trzech blokach, aby zmaksymalizować łączny wynik, a tym samym zmniejszyć liczbę głosów oddanych na PiS i zabrać mu szansę zbudowania samodzielnej większości. Opozycja idzie do Senatu w formule paktu senackiego, aby w jednomandatowych okręgach nie konkurować ze sobą. Obie taktyki dają szansę na powodzenie.

 

Marcin Palade, analityk związany z PiS, podał 15 września na Twitterze symulację wyników senackich. Według niego PiS ma znaczącą przewagę w 39 okręgach, pakt senacki w 38, a rywalizacja w 23 okręgach jest nierozstrzygnięta – każdy wynik jest tu jeszcze możliwy.

Istnienie paktu senackiego widać w statystykach. W 2015 roku o mandat senatora ubiegały się 423 osoby, w tym roku tylko 280. W 42 okręgach odbędą się pojedynki „jeden na jeden”. Trzech konkurentów jest w 40 okręgach, czterech w 14, a pięciu tylko w 4. Wpłynęło na to nie tylko porozumienie Schetyny, Czarzastego i Kosiniaka-Kamysza, ale także krótki czas zbierania podpisów i skupienie się mniejszych partii na wynikach sejmowych. Popularni kandydaci stali się „lokomotywami” na sejmowych listach SLD-Lewicy czy PSL-Koalicji Polskiej. Waldemar Pawlak startujący z Płocka jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Ciężar walki z PiS w senackiej konkurencji wzięła na siebie Koalicja Obywatelska, wystawiając 73 kandydatów.

Pakt senacki działa w 98 okręgach. W Piotrkowie Trybunalskim stanęli przeciwko sobie kandydaci SLD i PSL. W Nowym Sączu pakt nie zgłosił kandydata, uznając, że szanse są tam niewielkie, a prawdopodobny sukces charakterystycznego senatora Koguta w pojedynku z kandydatem z PiS będzie dotkliwą porażką partii Kaczyńskiego. W Nowym Targu groził bratobójczy pojedynek pisarki Marty Nurowskiej z kandydatem PSL Bronisławem Dutką, ale tylko on zdołał zebrać wymaganą liczbę podpisów.

Pakt senacki obejmuje kandydatów Koalicji Obywatelskiej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Obecni w nim są także przedstawiciele samorządów i ruchów obywatelskich, takich jak Komitet Obrony Demokracji (m.in. Krzysztof Kamiński w okręgu Kraśnik-Świdnik czy Jarosław Słoma w Olsztynie).

Prawdopodobny sukces opozycji w 38-40 okręgach oznacza, że o zdobyciu Senatu przesądzą okręgi o większości labilnej, czyli jak określają to Amerykanie, „swing state” – okręgi wahające się, niezdecydowane. Wyniki w nich zależą nie tylko od kampanii i popularności kandydatów, ale też od rozkładu czy raczej rozbicia głosów wyborców po jednej czy drugiej stronie wyborczej barykady.

Prawicowe komitety zabierają głosy PiS-owi

Powołanie paktu senackiego sprawiło, że kłopoty z rozbiciem głosów ma głównie strona PiS-owska. Siedmiu kandydatów Konfederacji, siedmiu z komitetu Przywrócić Prawo, dwóch z Jedności Narodu, trzech z Samoobrony będzie raczej odbierało głosy partii rządzącej. 14 kandydatów Bezpartyjnych Samorządowców startuje w znaczącej części w okręgach, w których przewaga opozycji jest wyraźna, jak np. w województwie dolnośląskim. Pojedynczy kandydaci związani z ojcem Rydzykiem startujący w Lublinie, Chełmie, we Włocławku czy w Grudziądzu również mogą odebrać głosy PiS i przyczynić się do zwycięstwa opozycji. Będzie można wtedy powiedzieć, że opozycja wygrała tam z mimowolną pomocą Radia Maryja.

W kilku okręgach rozbicie głosów może jednak wspierać PiS. W okręgu obejmującym Piłę i okolice opozycję reprezentuje popularny polityk PO Adam Szejnfeld. Przeciwko niemu z obozu władzy startuje warszawska adwokatka Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, znana z obrony pilskiego biznesmena Henryka Stokłosy i występowania przeciwko „Gazecie Wyborczej” w imieniu prezesa NBP Adama Glapińskiego. Do wyborów zgłosił się też jednak ponad 80-letni Jan Augustyn, noszący to samo nazwisko, co popularny senator z PO – Mieczysław Augustyn, który po dwóch kadencjach nie zdecydował się na udział w kolejnych wyborach. Jan Augustyn startuje w Pile po raz drugi. W 2015 roku zdobył prawie 10 tys. głosów. Podzielenie głosów na prawdziwego i fałszywego przedstawiciela opozycji stwarza szansę dla partii rządzącej.

Kwiatkowski, Mazguła, Kasprzak zabierają głosy KO

W okręgu obejmującym wschodnią część Łodzi i okolic startują przeciwko sobie Małgorzata Niewiadomska-Cudak, reprezentująca SLD oraz Krzysztof Kwiatkowski, reprezentujący własny komitet, choć sam jest związany z Platformą Obywatelską. Mimo że okręg należy do bardzo korzystnych dla opozycji (w 2015 roku kandydat PO dostał tam ponad 50 proc. głosów, konkurując z byłym prezydentem miasta Jerzym Kropiwnickim), to rozbicie głosów może przesądzić o przegranej.

Niewielkie zagrożenie stanowi natomiast kandydowanie Moniki Jaruzelskiej wysuniętej przez komitet Polska Lewica (Warszawa-Mokotów, Ursynów, Wilanów, Wawer). Dotychczasowe wyniki w tym okręgu, należącym do najbardziej opozycyjnych i związanych z Platformą Obywatelską, nie dają jej większej szansy.

 

Znaczący kłopot może natomiast przynieść kandydowanie działacza opozycji ulicznej Adama Mazguły w Nysie. Były pułkownik LWP, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi („stan wojenny to była elegancka interwencja”), próbował dostać się na listy KO i SLD, a gdy to się nie udało, wystartował samodzielnie. W 2015 roku wygrał tam z 30-procentowym wynikiem kandydat PiS. Pięciu kandydatów opozycji zdobyło łącznie prawie 60 proc., ale przegrało. Historia może się powtórzyć.

Równie groźny jest pojedynek w okręgu Warszawa-Śródmieście, Żoliborz, Bielany, Białołęka i zagranica. To jedyny przypadek, gdy znaczący wpływ na wynik mają głosujący za granicą. W 2015 roku oddano w tym okręgu 380 tys. głosów, z czego 174 tys. poza krajem. Cztery lata temu Barbara Borys-Damięcka z PO wygrała z Anną Anders z PiS różnicą jedynie 2,5 pkt. proc., czyli ok. 10 tys. głosów. W tym roku PiS zdecydował się wystawić popularnego lekarza z Chicago Marka Rudnickiego, który po przeniesieniu się do Katowic ma reprezentować głosy Polonii. Przeciwko kandydatowi paktu senackiego Kazimierzowi Ujazdowskiemu wystąpił tu działacz opozycji ulicznej Paweł Kasprzak. Taki podział też może spowodować utratę ważnego mandatu dla opozycji.

Senacki bezpiecznik nie pozwoli zmienić Konstytucji

Wypadałoby sobie życzyć, aby kandydaci rozbijający głosy wycofali się z wyborów i nie zwiększali szans wygranej PiS.

Senat jest zbyt poważną sprawą, aby wygrywały osobiste emocje, sympatie ideologiczne czy interesy i ambicje – skądinąd zrozumiałe i uprawnione – poszczególnych środowisk. Senat to nie tylko czynnik opóźniający ewentualne szkodliwe działania izby niższej. Bez zgody Senatu nie jest możliwa zmiana Konstytucji. Senat razem z prezydentem mogą też zadecydować o przeprowadzeniu referendum.

Taki bezpiecznik, zwłaszcza gdy nadchodzące czasy mogą okazać się bardzo ciężkie i niebezpieczne, jest więcej niż ważny. Tak jak w 1989 roku.

Krzysztof Król

Autor jest analitykiem społeczeństwa informacyjnego. Był działaczem opozycji antykomunistycznej (KPN), więźniem politycznym PRL, posłem na Sejm RP, doradcą prezydenta Komorowskiego. W 1991/92 roku przewodniczył sejmowej komisji ds. ordynacji wyborczej oraz był jej sprawozdawcą.

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
hh89
hh89
1 października 2019 12:56

Kłopot z kandydatem paktu senackiego Kazimierzem Ujazdowskim polega na tym że przez szerokie kręgi wyborców nie jest uznawany za kandydata opzycji lecz partii rządzącej. Proponowane przez p. Kasprzaka rozwiazanie w formie debaty przedwyborczej było od poczatku konsekwentnie odrzucane przez KO. i przez Ujazdowskiego. W świetle powyższego. całkowita odpowiedzialność za wynik głosowania i ewentualną utratę mandatu z tego okregu spada wylacznie na KO.

BGmble
BGmble
1 października 2019 13:23

„Senat to nie tylko czynnik opóźniający ewentualne szkodliwe działania izby niższej. Bez zgody Senatu nie jest możliwa zmiana Konstytucji. Senat razem z prezydentem mogą też zadecydować o przeprowadzeniu referendum.”

Niestety do wyprowadzenia Polski z Unii wystarczy zwykla wiekszosc z sejmie i podpis prezydenta. Potem PiS moze spokojnie rozwiazac senat pod byle pretekstem, „bo tak”.

Julka Przybledska przyklepie wszystko jako „konstytucyjne”.

Jantar
Jantar
1 października 2019 16:50

A jasnowidz Jackowski przewiduje wygraną PiS-u na poziomie 56% i to bez żadnego problemu! Jeśli to się potwierdzi to Kaczyński zmieni konstytucję i zlikwiduje Senat, a Przyłębska wszystko przyklepie. I Kaczyński nie będzie pytał suwerena w referendum o zmianę Konstytucji, tylko uchwali to, co zechce.