Skandaliczny lot polskiej delegacji z Londynu

Skandaliczny lot polskiej delegacji z Londynu

Jeżeli ktokolwiek myśli, że polskich rządzących czegokolwiek nauczył tragiczny lot Tupolewa do Smoleńska – to jest w grubym błędzie. Zaświadczają to najlepiej okoliczności towarzyszące ubiegłotygodniowemu wylotowi polskiej delegacji rządowej z Londynu do Warszawy. Zacznijmy od początku – do Londynu przyleciały dwa samoloty: Embraer 175 z członkami rządu i Casa z dziennikarzami. Z powrotem miało być tak samo, ale ze względu na to, że rządowy samolot leci niemal dwa razy krócej podjęto decyzję o wspólnym locie, czyli pasażerów z dwóch samolotów zapakowano do jednego – tego szybszego, rządowego.

Od razu okazało się, że to decyzja nie tylko głupia, ale i w skutkach niebezpieczna. Dla wielu osób zabrakło miejsc siedzących. Zaczęły się nerwowe negocjacje: kto leci, kto zostaje w Casie, która wystartuje za sześć godzin. Pozbycie się „nadbagażu” w postaci osób stojących nie rozwiązywało problemu. Po krótkiej analizie okazało się, że samolot jest źle wyważony, bo większość siedzi z tyłu, podczas gdy z przodu jest salonka z mniejszą liczbą osób. Trzeba więc było zwolnić dwa tylne rzędy. W sumie osiem miejsc. Rozpoczęły się targi i przepychanki. Chodziło o to, kto ma opuścić pokład.

Stewardessy, zamiast przeprowadzić standardowe procedury bezpieczeństwa, stały się – chcąc nie chcąc – stroną absurdalnej wymiany zdań. W końcu ktoś komuś ustąpił miejsca, ktoś wysiadł, by zostać mógł inny itd. itp. To wszystko jednak było wciąż mało. Polowanie na zbędne kilogramy przeciągało się. Obsługa naziemna była coraz bardziej nerwowa. Nie zgadzała się na wylot źle wyważonego samolotu.

Na pokładzie zbyt ciężkiej maszyny byli szefowa rządu Beata Szydło, wicepremier Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz, szef MSZ Witold Waszczykowski, szef MSW Mariusz Błaszczak i jeden z najważniejszych oficerów w polskiej armii generał Marek Tomaszycki i jeszcze kilkoro VIP-ów. „Nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę” – pisze w swej relacji uczestnik niefortunnej podróży Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Gazety Prawnej.

Kapitan od godziny gotowego do lotu Embraera też nie mógł uwierzyć. Zirytowany wyszedł z kabiny i poinformował, że nie poleci, dopóki problem nie zostanie rozwiązany. Nie było jednak osoby, która mogłaby to zrobić. Ktoś podjął decyzję o połączeniu dwóch transportów w jeden, nikt jednak nie chciał podjąć decyzji o ich rozłączeniu. Dopiero po kilkudziesięciu minutach negocjacji, samolot opuściła grupa ochotników i tych, którzy zostali nakłonieni do wyjścia przez swoich szefów. Z niemal godzinnym opóźnieniem samolot, w końcu prawidłowo wyważony, odleciał do Polski.

„Ostatecznie nic się nie stało, wszystko skończyło się dobrze” – pisze dziennikarz GP, ale stawia kilka kluczowych pytań. „Dlaczego na pokładzie tego samolotu znaleźli się jednocześnie: premier, wicepremier, szefowie MSZ, MON, MSW i dowódca operacyjny sił zbrojnych? Kto podjął decyzję o połączeniu pasażerów obu samolotów? Jak obliczył, że pasażerów dwóch samolotów można zmieścić w jednym? Dlaczego nie było nikogo, kto mógłby jedną decyzją to wszystko odwrócić? Dlaczego pasażerowie najważniejszego w tym dniu samolotu państwa polskiego nie mieli przypisanych miejsc, numerowanych, jak w rejsowym samolocie? (Oznaczone miejsca mają nawet afgańskie linie Kam Air, którymi w przeszłości podróżowałem.) Jak doszło do rozpisania listy pasażerów? I czy osoba ją rozpisująca znała zasady wyważenia rządowego Embraera? Dlaczego pilota sprowokowano do zainterweniowania w tej absurdalnej sprawie? Na jakiej zasadzie wyproszono z maszyny osoby pracujące dla rządu, które Embraerem przyleciały do Londynu?”

I jeszcze na koniec autor w dramatycznym tonie zwraca się do szefowej polskiego rządu: „Pani premier, czterdziestomilionowy naród nie zasługuje na to, by jego liderzy podróżowali w takich warunkach. Sam do dziś nie przepracowałem traumy 10 kwietnia. Jednego jednak jestem pewien: po raz drugi nie byłbym w stanie wyjaśnić swoim synom, dlaczego przez Warszawę, zadrzewioną ulicą Żwirki i Wigury, która kojarzy im się z wylotami na wakacje, suną dziesiątki trumien zawinięte w biało-czerwone flagi”.
(Źródło: Gazeta Prawna)

opr. Jolanta Pędziwiatr
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

20
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
8 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
IlonaadamaZwinkawiesławMaciek123454321 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iwona
Iwona

Jesli to prawda, ze rzad przylecial do Londynu embraerem a dziennikarze casa, to juz wtedy zlamano instrukcje HEAD! Premier i I wicepremier lecieli razem? To jest zabronione.

Zgredzinka
Zgredzinka

A kto możnowładztwu zabroni?
Przynajmniej w razie katastrofy, nie byłoby już komu robić polowania na czarownice.
A poza tym, takiego rządu niespecjalnie byłoby szkoda, bo więcej robi złego niż dobrego.

Joanna
Joanna

Mogli wystartować i później wyrzucić nadbagaż. Przecież wszyscy się spieszyli.

Andrzej
Andrzej

Tak to jest, jak obowiązki przerastają kompetencje

dobrozmianowiec
dobrozmianowiec

Zgraja dziennikarzy chciała za darmo lecieć i trzeba było ich wyprosić z samolotu. A to się poprawi jak w końcu zostaną dostarczone nowe zamówione samoloty.

Zwinka
Zwinka

Tiaaaaa….byle tylko „małpek” na pokładzie nigdy nie zabrakło …

Maciek123454321
Maciek123454321

Jesteś wyjątkowym kretynem, skoro wymyślasz takie bzdury na kompletną nieodpowiedzialność buraków z PiS-u, którzy to zarządzili. Jeśli tak by było, jak napisałeś, głupi trollu, to gdzie był BOR??????

Misio
Misio

Pani Pedziwiatr zapedzila sie w interpretacji doniesien z GP. Warto skonfrontowac doniesienia zapedzonej pani z naocznym swiadkiem wydarzenia, chocby panem Karnowskim. Mam wrazenie, ze czytam opisy dwoch zupelnie innych zdarzen, przy czym nietety ta obecna sie kupy nie trzyma….

Mr Ed
Mr Ed

Poniżej fragmenty rzeczowej i „zgoła odmiennej” relacji naocznego świadka – Michała Karnowskiego zaczerpnięte z wPolityce.pl 1. Nie wiem kto podjął decyzję 2. Na pokładzie embraera szybko okazało się, że delegacja rządowa i korpus prasowy nie zmieszczą się jednocześnie. 3. Nie zaobserwowałem, nie usłyszałem, nie byłem świadkiem 4. Nie słyszałem i nie widziałem żadnej rzekomej reakcji załogi samolotu 5. Formalnie zgromadzenie na jednym pokładzie premiera, wicepremiera, ministra obrony, ministra spraw wewnętrznych i jeszcze kilku innych ministrów nie jest złamaniem procedury przewozu najważniejszych osób w państwie. Wydaje się jednak posunięciem nierozsądnym. Uważam to za błąd. 6. Ten brak rozsądku ma oczywiście przyczynę… Czytaj więcej »

Misio
Misio

Drogi Mr ED, warto jesdnak przeczytac ze zrozumieniem cale wypowiedzi w podpunktach a nie tylko pierwsze zdanie… 1. Warto bylo doczytac, do konca ten punkt: wskutek splotu okoliczności technicznych i prawnych załoga wojskowej CASY, którymi wcześniej przylecieli dziennikarze, musiała odpoczywać aż do godziny 3 w nocy. Tego zapewne chciano dziennikarzom oszczędzić. Ważna uwaga: nikt nie próbował nawet myśleć by czas odpoczynku załogi skrócić. 2. Ważna uwaga: nigdy nie było mowy by samolot wyleciał przeciążony bądź niedoważony. Odwrotnie – zamieszanie wzięło się z niechęci do łamania procedur i konieczności dopasowania liczby pasażerów do liczby miejsc. 3. dziennikarze byli na lotnisku cały… Czytaj więcej »

Mr Ed
Mr Ed

1. Drogi Panie. To są kretyńskie argumenty. Zabrali na pokład ponadnormatywnych pasażerów bo im się zrobiło przykro?. Normalnie łzy mi się cisną do oczu ze wzruszenia. Faktycznie to wielki akt łaskawości, że nie próbowali skrócić czasu odpoczynku. 2. Na pokładzie Embraera okazało się, że „się nie zmieszczą”. Wie Pan istnieje taka prosta umiejętność, którą posiadają już dzieci w szkole podstawowej a nazywa się dodawanie. No ale po dobrej zmianie w sferach rządowych gdzie zasiadają nowe elity ta umiejętność jest w zaniku. A Pan Karnowski nich się zdecyduje czy nie wie i nie pamięta czy też jest dobrze poinformowany. Skąd szeregowy… Czytaj więcej »

Zgredzinka
Zgredzinka

Widać nic się nie zmieniło w naszych przymiotach narodowych, skoro wciąż aktualne są słowa mistrza Jana Kochanowskiego, który pisał:
“Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.”

Zwinka
Zwinka

I tak to właśnie było, tylko jeszcze gorzej, bo za sterami musiał usiąść młody, zestresowany, wojskowy pilot, któremu w dodatku w plecy wionął Narodowy Chuch. Pilot Embraera miał ten luksus, że mógł każdemu powiedzieć NIE , koniec kropka, ale z jakiej racji musiał przystępować do bardzo odpowiedzialnej pracy w stanie zdenerwowania ? Pracę, w której najważniejszy jest spokój i PROCEDURY, PROCEDURY, proszę pisowskiej wycieczki turystyczno – krajoznawczej !!!
Jeszcze jakieś pytania ???

Zwinka
Zwinka

A co na to Pan Macierewicz ? Wyrzuci lękliwego pilota z roboty ?

Mariola
Mariola

Tym razem może na Saską paść, bo ukradła Antoniemu wojskowe procedury HEAD i próbowała nimi cywilny lot tłumaczyć. :)))

Maciek123454321
Maciek123454321

Czy pilotowi Embraera nie było przykro, że kazano mu wozić buraki?

wiesław
wiesław

Zdaje się że pilot tym razem udaremnił zamach.

Zwinka
Zwinka

Przykro mi to pisać , ale już po gruzińskiej szarży pomyślałam (głośno ! ) ze TO się kiedyś źle skończy…
Czy ktoś jeszcze pamięta, jak uzasadniał swoją decyzję o rezygnacji z pracy w kancelarii Piotr Kownacki ?

adama
adama

Wiadomo żeby z idiotą nie wsiadać do samochodu. To samo dotyczy samolotów.

Ilona
Ilona

Kto, w razie katastrofy, byłby winny? Donald Tusk? Putin? Brzoza? Kogo pisowcy by oskarżali? Mamy powtórkę z rozrywki (smutnej), tyle że tu pilot był rzeczywiście dowódcą samolotu, a w przypadku Tupolewa był nim podpity Błasik i skutki były jakie były… Jestem wdzięczna pilotowi, że nie pozwolił na start, bo następnych lat rozliczeń, nagonki i ekshumacji bym już nie wytrzymała.