Śladami Smarzowskiego, czyli „Cicha noc”

Śladami Smarzowskiego, czyli „Cicha noc”

Od czasów swego pacholęctwa, kiedy to po raz pierwszy zobaczyłem „Kanał” Andrzeja Wajdy, a potem poprawiłem „Rękopisem znalezionym w Saragossie” oraz „Zezowatym szczęściem” Munka i „Nożem w wodzie” Polańskiego, szczerze i żarliwie kocham polskie kino! W związku z tym, że jest to wprawdzie miłość bezwarunkowa, ale w żadnym razie ślepa i bezkrytyczna, zdarza mi się czasem wytknąć to i owo rodzimym twórcom. Dziś wytknę Piotrowi Domalewskiemu, twórcy „Cichej nocy”, którą od piątku zobaczyć już można w naszych kinach.

Adam (Dawid Ogrodnik), na co dzień pracujący w Holandii, przyjeżdża do domu rodzinnego na święta. Dom jest na brudnej i biednej prowincji, a i rodzina daleka od ideału. Adam ukrywa powód swej niezapowiedzianej wizyty, powoli zdradzając nielicznym swoje plany. Szczególną rolę do odegrania w tej intrydze mieć będzie jego ojciec (Arkadiusz Jakubik), brat (Tomasz Ziętek), z którym Adam jest w konflikcie oraz siostra (Maria Dębska) z mężem (Tomasz Schuchardt). Sytuacja zagęści się jeszcze bardziej, gdy świąteczny gość oznajmi wszystkim, że zostanie ojcem. Alkohol, buzujące podskórnie uprzedzenia, kompleksy i animozje zmienią tę wigilię, ale też poszczególnych członków familii raz na zawsze…

Debiut reżyserski Domalewskiego na pewno nie jest filmem złym lub słabym. Nie uniknął jednak kilku błędów, które w moim odczuciu, właśnie debiutancką tremą zalatują. Historia jedynego sprawiedliwego, który jest sam przeciw wszystkim trąci banałem w ujęciu pokazanej stereotypowo rodziny. Dziadek to rubaszny alkoholik, jego żona naiwna, zacofana babcia, głowa rodziny to facet po przejściach. Matka jest nieszczęśliwą kurą domową, a jej siostra – stłamszoną i głupiutką ciotką-klotką, zamężną z nieudacznikiem. W galerii są jeszcze: rozwydrzone bachory, córka kasjerka z Biedronki (!!!) i jej mąż, który okazuje się damskim bokserem. Rozumiem zamysł i schemat, ale do pełnej palety brakuje tu jedynie przekupnego lekarza, kastowego sędziego i… seryjnego mordercy. Nie brak natomiast wszechogarniającej beznadziei, poczucia klęski i fatalizmu „obrzuconych” błotem. Na pewno są w Polsce takie miejsca i tacy ludzie, ale…

Domalewski chce być oryginalny, a jest jak słabszy Smarzowski. W sposobie ujęcia całej historii, klimacie i rozważaniach ostatecznych.

Powie ktoś, może i tak, ale finał historii naprawdę zaskakuje. Otóż nie! Jeśli obejrzało się w życiu sporo innych filmów, przeczytało kilka książek i zobaczyło trochę w teatrze, powód konfliktu między braćmi można rozszyfrować bardzo szybko. A wtedy zawieszona gdzieś na ścianie strzelba wybucha w finale nie głośnym hukiem, a trzaskiem kapiszona, któremu towarzyszy tuba konfetti.
Najmocniejszym punktem obrazu jest niewątpliwie Arkadiusz Jakubik. Jego kreacja, ale też sama postać kogoś, kto w pogoni za chlebem stracił nie tylko zdrowie i poczucie godności, ale przede wszystkim kontakt z bliskimi, są prawdziwą ozdobą opowieści. Jakubik gra jak z nut, ale kroku dotrzymują mu też Ogrodnik, Ziętek, Agnieszka Suchora i fenomenalna jak zwykle Jowita Budnik. Świetne, choć także nasycone manierą Smarzewskiego, zdjęcia zrobił tu Piotr Sobociński Jr, a sugestywną muzykę napisał Wacław Zimpel.

„Cichą noc” niewątpliwie warto obejrzeć. Bo w zalewie głupiutkich „listów pisanych do M.” i innych banałów jest to wciąż ciekawa opowieść, w której można się przejrzeć i… zobaczyć. Osobiście czuję jednak niedosyt niewykorzystanego potencjału. Oraz tego, że konwenanse, stereotypy oraz chodzenie na skróty… dały mi pretekst do krytyki.

Tomasz Moskal

„Cicha noc”, reż. Piotr Domalewski, Forum Film Poland

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Śladami Smarzowskiego, czyli „Cicha noc”"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek123454321
Otóż, co do „Listów do M.3” niezupełnie się zgadzam z Autorem. W zalewie filmów o poważnej tematyce, jakie obejrzałem ostatnio („Ida”, „Wołyń” – oczywiście jakiś czas temu, a ostatnio „Ach śpij kochanie” oraz „Pewnego dnia w listopadzie”) taki oddech przedświąteczny w stylu amerykańskim pomieszanym z „Nie lubię poniedziałku” był bardzo potrzebny. „Cicha noc” przewidziana jest do obejrzenia niebawem. Pozdrawiam forumowiczów. PS. Dla zainteresowanych kinem słów parę na temat filmu „HHhH”. To skrót od „Himmlers Hirn heisst Heydrich” (mózg Himmlera nazywa się Heydrich) czego autorzy filmu niestety nie objaśnili. Spodziewałem się jakiegoś pogłębionego studium psychologicznego Reinharda Heydricha – jednego z najbardziej… Czytaj więcej »
Anna777
Jedyne podobieństwo do Smarzowskiego to takie, że jest błoto, a przecież takie teraz mamy święta. Nic innego w tym filmie nie można do Smarzowskiego porównywać. Porównując jednak do „Pewnego razu w listopadzie” Jakimowskiego, w „Cichej nocy”, filmie debiutanta, jest wszystko to, co powinno być. Jest dramaturgia, jest wierność miejsca i akcji, a przede wszystkim wiarygodność – czego o filmie Jakimowskiego powiedzieć nie można.. To nie jest film o świętach, ani o alkoholizmie. To współczesne kino o dramatach, które dzieją się na prowincji, o tym, że dla takich ludzi „życie zawsze jest gówniane” i 500+ tego nie zmieni. Nie ma tu… Czytaj więcej »