Sprawmy sobie i Europie cud nad Wisłą AD 2019

Sprawmy sobie i Europie cud nad Wisłą AD 2019

Stawką tegorocznych wyborów jest nie tylko ocalenie polskiej demokracji i państwa prawa, lecz także samej Unii Europejskiej.

Zjednoczona Europa się chwieje. Konstrukcja wznoszona przez kilka pokoleń obywateli po II wojnie światowej okazuje się mniej odporna na zagrożenia niż myśleliśmy. Jeszcze dziesięć lat temu wydawało się, że integracja jest procesem jednokierunkowym, który stopniowo doprowadzi do zrośnięcia się państw narodowych w spójny organizm polityczny. Że siły nacjonalistyczne i „eurosceptyczne”, czy mówiąc wprost – antyeuropejskie, to tylko margines i folklor polityczny, który nigdy nie umocni się na tyle, by mieć wpływ na kształt Europy.

Integracja europejska to nie droga jednokierunkowa

Brexit pokazał, że to przekonanie było błędne. Integracja to nie droga jednokierunkowa – można nią iść także w przeciwnym kierunku, przywracając architekturę polityczną sprzed II wojny światowej, czyli odtwarzając warunki, które do tej wojny doprowadziły. Integracja europejska miała być właśnie receptą zabezpieczającą nas przed powtórką.

Brexit nie byłby tak niepokojący, gdyby pozostawał odosobnionym incydentem. Niestety jednak nie jest jedynym symptomem dezintegracji. Towarzyszą mu przesunięcia elektoratów w wielu państwach UE, gdzie w wyborach umacniają się partie populistyczne i mniej lub bardziej antyeuropejskie. Alternatywa dla Niemiec, Front Narodowy we Francji, Ruch Pięciu Gwiazd i Liga Północna we Włoszech, Fidesz na Węgrzech, PiS w Polsce – te ugrupowania albo już zdobyły władzę w swoich państwach, albo osiągnęły pozycję pozwalającą myśleć o zdobyciu jej w nieodległej przyszłości.

Unia Europejska nas obroni. Czyżby?

Broniąc w Polsce demokracji i państwa prawa przed PiS-em budującym autorytaryzm, odwołujemy się do wspólnych europejskich wartości i liczymy na wsparcie instytucji unijnych. Pomoc ta rzeczywiście nadchodzi. Trybunał Sprawiedliwości zmusił PiS do cofnięcia się w sprawie Sądu Najwyższego, a w rozprawie wyznaczonej na marzec być może zmusi też do cofnięcia się w innych obszarach, np. w kwestii obsady KRS. Na początku stycznia Parlament Europejski uchwalił, że część funduszy dla organizacji pozarządowych będzie trafiać do beneficjentów z pominięciem rządów krajowych, dzięki czemu PiS czy Fidesz Viktora Orbána nie będą już mogły morzyć głodem inicjatyw, które się im nie podobają.

Te posunięcia UE przynoszą otuchę i dają zwolennikom demokracji poczucie względnego bezpieczeństwa: jak by co, zawsze można liczyć na to, że Unia nam pomoże. Ejże, rzeczywiście zawsze?

Unia może stać się wydmuszką

Niestety, to poczucie bezpieczeństwa może okazać się złudne. Słabnąca, ulegająca dezintegracji Unia Europejska będzie wywierać coraz mniejszy wpływ na swoich członków, którzy coraz mniej będą się przejmować upomnieniami i pouczeniami płynącymi z Brukseli. Już dziś widać to w postawie Viktora Orbána, który zhardział i nabrał butnej pewności siebie. Jeszcze kilka lat temu cieszył się w UE opinią sprytnego i elastycznego gracza, który na użytek wewnętrzny posługuje się populistycznym nacjonalizmem, lecz na europejskich salonach stara się przestrzegać obowiązujących reguł i idzie na kompromis –  np. gdy w 2011 r. Trybunał Sprawiedliwości UE zakwestionował obniżenie wieku emerytalnego węgierskich sędziów do 62 lat, Orbán wycofał się z tego.

Ostatnio jednak węgierski przywódca wyraźnie prowokuje Brukselę i idzie w zaparte. Mimo nacisków i upomnień twardo obstaje przy jawnie zamordystycznych decyzjach, jak usunięcie z Węgier Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego czy przyjęcie wymierzonej w sektor pozarządowy ustawy „Zatrzymać Sorosa”, która pozwala represjonować organizacje pomagające uchodźcom.

Z komentarzy i przecieków wynika, że Orbán przestał przejmować się stanowiskiem Brukseli, bo liczy na to, iż po wiosennych wyborach europejskich zmieni się konstelacja w europarlamencie i dotychczasowe elity przestaną być elitami – stracą swą pozycję, a ich miejsce zajmą przedstawiciele środowisk „eurosceptycznych”. Władza w UE dostanie się w ręce obozu antydemokratycznego i antyeuropejskiego. To będzie koniec Unii Europejskiej, jaką znamy. Jeśli nawet przetrwa, to tylko jako wydmuszka – instytucjonalna skorupa pozbawiona rzeczywistej treści.

Wiktoria wiedeńska, cud nad Wisłą i…

W polskiej publicystyce i wystąpieniach polityków wielokrotnie padała teza, że tegoroczne wybory parlamentarne będą najważniejsze od demokratycznego przełomu 1989 r., bo zadecydują o przyszłości Polski – czy pozostanie państwem demokratycznym, czy ostatecznie stoczy się w mroczną otchłań autorytaryzmu.

Nikt chyba jednak nie zwrócił uwagi, że wybory 2019 r. – i europejskie, i krajowe – będą miały jeszcze jeden historyczny wymiar: europejski. Polscy wyborcy, dwukrotnie idąc do urn, będą współdecydować o kierunku, w jakim rozwinie się sytuacja w Europie. Jeśli wiosną wyślą do europarlamentu przedstawicieli tzw. dobrej zmiany, a jesienią powierzą im władzę w kraju, praktycznie postawią krzyżyk nie tylko na europejskich aspiracjach Polaków, ale i na samej Unii Europejskiej.

Jeśli jednak opowiedzą się za demokracją i wolnością, jeśli odbiorą władzę nacjonalistom i wrogom liberalnej demokracji, dadzą całej Europie mocny sygnał i impuls do obrony wartości. Spektakularne zwycięstwo nad PiS-em dałoby nową nadzieję Europejczykom, których duch upadł po Brexicie i kolejnych wyborczych sukcesach antyeuropejskich populistów.

Polacy w przeszłości wygrali dwie batalie, które ocaliły Europę: w 1683 r. rozgromili pod Wiedniem Turków, a w 1920 r. pokonali nad Wisłą bolszewików. Dobrze byłoby w 2019 roku dopisać do tej listy zwycięstwo nad antyeuropejską armią Kaczyńskiego.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
FranciszekandrzejGekonJabisMarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marek
Marek

Niestety ale osobiście ja w to nie wierzę że Polacy pójdą po rozum do głowy i przepędzą Kaczyńskiego tam gdzie jego miejsce czyli za kratki, jesteśmy a na pewno duża większość z nas narodem za bardzo kościelno bojnym żeby przeciwstawić się klerom współpracujących i rządzących razem z pisem, Jesteśmy po prostu głupim i ciemnym narodem.

Gekon
Gekon

Mów za siebie.

Franciszek
Franciszek

Modlitwa Św. Franciszka z Asyżu

Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju.
Tam, gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość,
gdzie krzywda – przebaczenie,
gdzie zwątpienie – wiarę,
gdzie rozpacz – nadzieję,
gdzie mrok – światło,
gdzie bezmyślność – wyrozumiałość,
tam gdzie smutek – radość.
Spraw, Panie, abym nie tyle szukał pociechy,
ile pociechę dawał;
nie tyle szukał zrozumienia, co rozumiał,
nie tyle był kochany, ile kochał.
Ale bowiem dając – otrzymujemy,
przebaczając – zyskujemy przebaczenie,
a umierając – rodzimy się do życia wiecznego.

Jabis
Jabis

Taaa! A PIS … to Turcy z 1683 czy bolszewicy z 1920?
Nagłaśniać kaczystowski Polexit oraz OSIĄGNIĘCIA dojne zmiany … od rozwalonych limuzyn po rozszarpywanie dla prywaty i PARTYII budżetu.

andrzej
andrzej

PIS to jedni i drudzy. Powtarzam za Frasyniukiem Jarek zwyciężymy.