Światy równoległe

Światy równoległe

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych teorii współczesnej fizyki jest koncepcja tak zwanych „ światów równoległych”. Chodzi mniej więcej o to, że w jednym miejscu i czasie mogą istnieć różne rzeczywistości, które jednak się nie przenikają. Funkcjonują razem, ale jednak osobno. Nie ma między nimi kontaktu ani – tym bardziej – porozumienia.

Możliwe jednak, że fizycy znajdą już wkrótce praktyczne potwierdzenie swoich intuicji, dowiedzione na przykładzie szalejącej na świecie pandemii.
Bo wiele wskazuje na to, że my – jej potencjalne ofiary – żyjemy tu w Polsce w takich właśnie „światach równoległych”.

Wystarczy rozejrzeć się wokół. Nastała jesień, a wraz z nią koronawirusy nabrały wiatru w wypustki i przystąpiły do zmasowanego ataku. W związku z czym w momencie gdy nad Wisłą dzienne przyrosty zakażonych przekroczyły 5 000:

Ze strony rządu padła zapowiedź redukcji wynagrodzeń średniego personelu medycznego (tak zwane zembalowe). A pewnie. Jak chcą zarabiać więcej, niech pracują dłużej. W ten sposób zmniejszą się chroniczne braki kadrowe w służbie zdrowia. Ministerstwo zapomniało złożyć zamówienie na szczepionki na grypę, a to, co w końcu zamówiło (2,5 mln dawek) nie wystarczy nawet dla grup ryzyka, czyli seniorów i przewlekle chorych. W to miejsce pewien arcybiskup zaproponował stawianie w każdej parafii „krzyży pomorowych”. No, żeby modlić się pod nimi o wyzdrowienie. Zawsze to jakiś pomysł. Najlepiej byłoby postawić taki pod każdą apteką i szpitalem, w którym akurat zabrakło remdesiviru.

Kolejki karetek pogotowia czekają godzinami pod szpitalami albo wożą chorych pod tlenem setkami kilometrów, tymczasem minister zdrowia zapewnia w tv, że mamy wciąż dużą rezerwę tak zwanych łóżek covidowych. Tylko leniwym medykom nie chce się jeździć z pacjentami z Gdańska do – dajmy na to – Wałbrzycha, gdzie są jeszcze dwa wolne respiratory. Ale za to żadnego wolnego anestezjologa.

Lekarze i personel medyczny zasypiają na stojąco ze zmęczenia i biorą kilka dyżurów rzędu narażając życie. Co w związku z tym czyni wysoki urzędnik państwowy w randze wiceministra (nazwisko pominę, bo nie wypada znęcać się nad człowiekiem który dla kariery powie wszystko). Otóż przekonuje obywateli, że braki kadrowe i sprzętowe w służbie zdrowia to wina niechęci do pracy i antyspołecznej postawy personelu medycznego. Mogli –jak politycy – odwołać pandemię, i byłoby po sprawie.

A tak. Bo o ile za pierwszą falę pandemii odpowiada opozycja, to za drugą już tylko i wyłącznie lekarze. Rząd sam się przed odpowiedzialnością wybroni. Już nawet przygotował odpowiednią „ustawę bezkarnościową”. Wystarczy tylko dyskretnie przegłosować jakąś bezksiężycową nocą.
Sprzęt zamówiony wiosną, choć witany na lotnisku przez delegację państwową z premierem na cele, okazał się przepłacony i niesprawny, no to kolejnego nie zamówiono wcale. W to miejsce pan premier z panem prezydentem jeszcze latem ogłosili oficjalny koniec pandemii. Że nie posłuchała? Niemożliwe.

Nikt nie ma prawa sprzeciwić się woli pana prezesa. Koronawirus na bank nie dostanie już nigdy ani jednego miejsca biorącego na żadnej liście wyborczej. Nauczyciele, których kilku straciło życie w ciągu ostatniego tygodnia zarażając się w pracy, nie mogą się doprosić obowiązkowych testów dla siebie i uczniów, ani nawet nakazu pomiaru temperatury, o przejściu na nauczanie zdalne nie wspominając. Źle zawód wybrali. Wielu z nich, jak stwierdził jeden z ministrów, ginie też w wypadkach samochodowych. Rząd stara się zresztą temu zaradzić, systematycznie tnąc wydatki na edukację. Wkrótce żadnego belfra nie będzie stać na auto i problem wypadków drogowych wśród kadry pedagogicznej zostanie rozwiązany kompleksowo.

W handlu wprowadza się specjalne godziny dla seniorów, żeby ochronić ich – najbardziej narażonych – przed zarazą. Ale w niedziele i święta mogą się zarażać spokojnie, bo w kościołach osobnych godzin dla grup ryzyka jak dotąd nie przewidziano, licząc zapewne na specjalne względy Opatrzności.

Wiadomo, że najbardziej zarażają innych chorzy bezobjawowi, ci na początkowym etapie zakażenia, ale na testy kieruje się – o ile w ogóle – wyłącznie tych już chorujących, i to takich u których rozwinęły się aż cztery objawy COVIDA. Testów mamy, oczywiście, dostatek. A te ograniczenia to w ramach systemowej walki z hipochondrią.

Nie ulega kwestii, że komunikacja publiczna to jedno z miejsc, w których najłatwiej o zarażenie, w związku z czym… właśnie poluzowano restrykcje sanitarne w środkach transportu. Ludzie i tak się duszą się pod respiratorami, to od maseczek przynajmniej nie muszą.

Nie jest tajemnicą, że za ogniska pandemii odpowiadają liczne zgromadzenia, toteż w środku pandemii ciągle wolno organizować wesela ( jedynie w żółtych i czerwonych strefach zredukowano liczbę gości do – odpowiednio – 75 i 50), a inne wydarzenia gromadzące tłumy (msze, imprezy masowe) również mogą się odbywać bez specjalnych ograniczeń. Na Titanicu orkiestra też grała do samego końca. Optymiści podobno żyją dłużej.

Specjaliści z całego świata apelują o noszenie masek, co stanowi sprawdzony już, najlepszy środek zapobiegający roznoszeniu infekcji, niemniej akurat u nas, nad Wisłą, wciąż brak podstawy prawnej pozwalającej skutecznie egzekwować ten obowiązek w sklepach czy środkach transportu publicznego. Bo u nas wolność jest, i prawdziwa demokracja. Kto się chce zarazić, ma do tego pełne prawo.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Nikt nie ogłosił dotąd strategii na opanowanie, czy choćby kontrolowanie pandemii, za to politycy obozu władzy publicznie łamią wszelkie sugerowane przed świat medyczny zakazy (zakaz gromadzenia się, utrzymywania społecznego dystansu etc) i nakazy. Czego najlepiej dowodzi co najmniej ambiwalentny stosunek rządzących do noszenia maseczek.

Argumenty?

Jest jeden, autorstwa pana prezydenta, który tak oto uzasadniał niechęć do szczepień na grypę : .„Nie, bo nie”. A co czwarty Polak wciąż uważa, że „wirusa nie trzeba się bać”.

Najdalej w tym miejscu zawodowi logicy odpadają od ściany, wobec czego zostaje nam już wyłącznie fizyka teoretyczna. Po prostu politycy partii aktualnie rządzącej oraz ich wyborcy już teraz, zanim jeszcze nauka dostarczyła niebitych dowodów na poprawność tej koncepcji, żyją w jednym ze „światów równoległych”.

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
ZanetagregBart Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bart
Bart

Fizyka raczej ma niewielkie zastosowanie przy opisie polskiej rzeczywistości. Raczej badania nad analfabetyzmem i psychiatria. No bo jak mój kolega nie rozumie np. że nieopublikowanie wyroku TK (mówię o początkach dyktatury pis) jest deliktem, to jak ja mam z nim rozmawiać. Albo gdy Duda szczuje na osoby LGBT posługując się klasycznymi cytatami z niemieckiego narodowego socjalizmu…

greg
greg

Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo to nie przenosi się tym samym do innego świata równoległego, a jedynie w tym jedynym nam dostępnym staje się przestępcą.Jeżeli pisowaty opowiada swoje tzw. interpretacje rzeczywistości, to mają one sens jedynie dla myslących inaczej pisowatych.

Zaneta
Zaneta

To jest mentalnośc biomasy Kradną oszukują ale daja na wódkę ! Przecież żadna iocja nie była taka szczodra ! A mozg gruntownie wyczyszcza im kurwizja kurskiego