Święta Bożego Narodzenia nie są własnością tylko chrześcijan.

Święta Bożego Narodzenia nie są własnością tylko chrześcijan.

Święta Bożego Narodzenia uważane są za jedno z najważniejszych świąt chrześcijańskich. Ludzie dzielą się opłatkiem, politycy pokazują swoją lepszą twarz, uśmiechając się przed kamerą i nagle robi się tak miło, serdecznie, wręcz miłośnie. Z każdej strony padają słowa „błogosławieństwo”, „miłosierdzie”, „radość z obcowania” czy „wielkie serca”. I tak lecą ku nam te życzenia od premiera Morawieckiego, który chce rechrystianizować Europę, Beaty Szydło, która już zapomniała o swojej pięści uniesionej karząco nad opozycją i gorszym sortem, prezydenta Dudy, co to przyłożył łapkę do podziału narodu i jego małżonki, która w najważniejszych dla Polaków kwestiach, milczy jak zaklęta. Wszyscy wszystkim „wyrzucają” z siebie słowa, piękne, chwalebne, godne Bożego Narodzenia, tylko…co z tego?

Od dwóch lat mamy do czynienia z pewnym spektaklem katolickiej hipokryzji. Przez te grudniowe trzy dni niby tyle w nas miłości, a jednak ponad 60% Polaków zamknęłoby drzwi swych domostw przed uchodźcami. Przez te trzy dni pokazujemy światu i sobie nawzajem, ile w nas prawdy i wiary, zapominając jednocześnie o tym języku pełnym hejtu i nienawiści do każdego, kto nie stoi po „właściwej” (patrz –  zgodnej z partią, co to przewodnią rolą narodu) stronie. Przez te trzy dni jesteśmy tacy pewni, że katolicyzm górą, żadna religia do pięt tej naszej nie dorasta i mamy takie wielkie przeświadczenie o przewodnictwie duchowym i naszym prawie do dominacji wyznaniowej.

No to przyjrzyjmy się korzeniom Bożego Narodzenia. Czy rzeczywiście, zgodnie z naszą tradycją i wiarą, mamy prawo czuć się lepszymi od innych? Czy mamy patent na te święta??

W czasach, kiedy jeszcze nikt o chrześcijaństwie nie słyszał, poganie czcili święto przesilenia zimowego. Minęła już połowa zimy, słońce zaczynało wschodzić wcześniej i później zachodzić, wracała nadzieja, że mroźne dni powoli się kończą, a przed ludźmi wiosna, czyli odrodzenie. Wiadomo, zima to głód, mróz, niedostatek. Tak więc właśnie pod koniec grudnia poganie składali swoim bogom, związanym z kultem solarnym, cześć, dziękując im, że udało się przeżyć ten najgorszy czas. Mówiąc krótko, to właśnie wtedy świętowano „narodziny” słońca.  Najbardziej popularne to Yule, Saturnalia, Dies Natalis Solis Invicti (dzień narodzin słońca niepokonanego), rzymski nowy rok. Ponieważ trudno było chrześcijanom ustalić dokładnie dzień narodzin Chrystusa postanowili przejąć pogańskie święta i zastąpić tradycje odradzania się słońca i narodzin wielu bogów, narodzinami Jezusa. Takie podejście do sprawy miało też niezły wymiar propagandowy. O ileż łatwiej było przekonać pogan do chrześcijaństwa, które zawierało wątki tak im bliskie i dobrze znane z własnych wierzeń.

Wieczerza wigilijna ma swoje początki w wierzeniach słowiańskich. Nasi przodkowie przygotowywali kolację, która był ucztą ofiarną dla mieszkańców zaświatów. Słowianie bowiem wierzyli, że to właśnie tej nocy ich domy nawiedzają duchy zmarłych. Aby ułatwić duchom dostęp do wigilijnego stołu zostawiano uchylone okno. Po kolacji nigdy nie sprzątano ze stołu zostawiano wszystko do rana tak, aby odwiedzające dom dusze mogły się swobodnie najeść. Resztki z kolacji oraz opłatek podawano zwierzętom, ponieważ wierzono, że zmarli mogą przybierać ich postać.

Ozdabianie choinki sięga pradawnych czasów germańskich, kiedy wierzono, że pięknie ubrane drzewko przyniesie pomyślność i pozwoli szybciej nadejść cieplejszym dniom.  Był też elementem naturalnych wierzeń, w których oddawano cześć naturze. Tak naprawdę dopiero pod koniec XIX wieku kościół zaakceptował choinki, zapewne dostrzegając brak skuteczności w walce z tym drzewkiem, które zakorzeniło się w tradycji przez wiele, wiele wieków. Zwyczaj zdobienia choinek przyszedł do Polski z Niemiec w XVIII/XIX w.

Najmilszym akcentem Świąt Bożego Narodzenia, szczególnie dla dzieci, są prezenty i ten okrąglutki pan z długą brodą, czyli…Mikołaj, zwany też Gwiazdorem czy Dziadkiem Mrozem. Zapewne co niektórych rozczaruję, ale jego pierwowzorem był Odyn, skandynawski Bóg, który w święto Yule, przemierzał niebo na swoim koniu Sleipnirze i rozdawał ludziom prezenty!  To właśnie dla tego rumaka umieszczano sianko na stołach, pod obrusami.  Ten zwyczaj również przejęło chrześcijaństwo. Prezenty były też normalką w starożytnym Rzymie. Podczas saturnaliów, festiwalu poświęconemu Saturnowi, rzymskiemu bogowi rolnictwa (17 – 23 grudnia), Rzymianie bawili się na całego i obdarowywali upominkami. Dopiero wiele wieków później pojawiła się postać biskupa Mikołaja z Miry.

Święta Bożego Narodzenia bez kolęd byłyby znacznie uboższe, prawda? Jednak i one nie są wytworem chrześcijaństwa. W dawnych, pradawnych czasach, Słowianie Wschodni kolędami celebrowali śmierć i odrodzenie po przesileniu zimowym.  Kolęda ściśle wiązała się ze zwyczajem odpędzania duchów, które błąkały się na ziemi, wysłane tutaj przez podziemnego boga magii, Welesa. Była też hołdem dla Dadżboga, syna Swarożyca. Kolędowanie trwało od dnia przesilenia zimowego aż do lutego kolejnego roku.

Nawet ta jemioła, która obok choinki, jest obowiązkowym elementem dekoracji domu, znana była lata całe przed chrześcijaństwem. To właśnie Celtowie przypisywali jej magiczne właściwości, traktując ją z najwyższą czcią.  Potrafiła leczyć, chronić, a nawet zwiększać płodność. Była też symbolem wieczności. Dzisiaj całujący się pod nią ludzie liczą na trwały związek albo na doraźną przyjemność. Jemioła dla wielu jest symbolem dostatku.

No tak… W dzisiejszej Polsce, która PiS- em i Polską Instytucją Kościelną stoi, wielu katolików ma przeświadczenie o swojej wyższości. Są przekonani, że ich wiara jest tą jedyną, słuszną i prawdziwą, że cały świat powinien być na ich obraz i podobieństwo, że każdy „nie – katolik” to coś gorszego. Może dobrze by było, gdyby zrozumieli, że tradycja i obyczaje chrześcijańskie to kompilacja wielu wierzeń, z czasów, gdy jeszcze nikt o nim nie słyszał. Może taka wiedza byłaby dobrą lekcją pokory? Lekcją, która nauczyłaby szacunku dla wszelkiej odmienności, inności? Może poznanie korzeni tego, co dzisiaj tak ważne w Bożym Narodzeniu, nadałoby nowy sens temu talerzowi dla zbłąkanego wędrowca, pokazałoby, co to rzeczywiście prawdziwe miłosierdzie i błogosławieństwo? Może łatwiej byłoby się uśmiechać, akceptować poglądy inne od naszych, nie pałać nienawiścią do ludzi o ciemniejszej karnacji, innej orientacji seksualnej, innej religii?

 

Tamara Olszewska

 

 

 

 

 

 

 

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Święta Bożego Narodzenia nie są własnością tylko chrześcijan."

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mędrkowski

Ma Pani rację. Nauczmy się tak żyć, aby dać żyć innym. To nie my jesteśmy od osądzania, kto jest lepszy, a kto gorszy. Można tutaj cytować Pismo św. Tylko kto u nas to czyta, a jeszcze kto rozumie co tam jest napisane. Niestety nieliczni.

Berg

W swoim życiu przeszedłem od religijnego do całkowicie świeckiego przeżywania świąt. Zmiana charakteru tego święta wynika z uświadomienia sobie, że kościół katolicki jest organizacją propagującą nienawiść. Tyle w temacie, Nikomu oczywiście nie zamierzam ograniczać prawa do modlitwy, ale też stanowczo nie życzę sobie, aby jej obowiązek był narzucany mnie. A jak słucham pełnych „miłosierdzia” bredni panów w typie Głódź, to dziwię się, że ktokolwiek chodzi jeszcze do kościoła

Sobiepan

Prawda- „kościół katolicki jest organizacją propagującą nienawiść”. Szamany typu Głódź-Flaszka, Pazerniak z Torunia i wieeeelu, wielu innych wiejskich „tajnych kopulantow” judzacych tepych kmieci przeciwko „aferzystom” z PO- juz wystarczajaco duzo namieszali w MOJEJ Ojczyznie. Dlatego jestem „za”, zeby ich WSZYSTKICH przeznaczyc na „roboty delegacyjne” w Syberii. Niech tam krzewia chrzescijanstwo- zobaczymy na ile Putin im pozwoli.

Marianek

Naturalne święta ludów Europy i Azji związane z porami roku zostały „schrystianizowane” Np. przesilenie letnie – Kupalnocka, Midsomar itp. gdy nikt nie spał tylko grzał się przy ogniu albo w zaroślach – z płcią odmienną, przydzielono Św. Janowi, a wymienione Saturnalia, na północy – Yul, czy święto Mitry w Azji mniejszej – odmłodzonemu o parę miesięcy Jezuskowi z Nazaretu. Z prostej analizy opowieści ewangielicznych i zapisów kronik, wynika bezspornie, że przyszedł on na świat na przełomie września i października, ale przypadające wtedy święto Paschy nie było dostatecznie znane na nowych obszarach do podbicie ooops! Chrystianizacji.

Marek

Święto Paschy na przełomie września i października?

pablobodek

A jakie to niby „kroniki” mówią o narodzinach Jezusa Ch.? Tzw. pismo św. zostało skompilowane, pozycja Kk opiera się na sfałszowanej tzw. donacji Konstantyna, cały Kk to mistrz kłamstwa i obłudy.
Ramen