„Świeże” często znaczy gorsze

Po wielu latach podziałów, animozji, różnicy zdań stworzymy nowy blok lewicowy

To coś, co przedstawia się ludziom jako nowe, nie jest nawet tak naprawdę nowe, tylko stare, za nowe zaledwie umiejętnie przebrane.

Czy „świeże” zawsze znaczy lepsze? Czy aby na pewno chcielibyśmy, żeby operował nas „świeży” chirurg, zaraz po studiach, dla którego jesteśmy pierwszym poważnym pacjentem, czy też wolelibyśmy powierzyć swoje życie i zdrowie komuś z dużym doświadczeniem? Przed wyborami warto o tym pomyśleć, bo z polityką jest trochę jak z leczeniem ludzi: nie wystarczy postawić właściwą diagnozę, choć to jest oczywiście niezmiernie ważne, nie wystarczy wiedzieć, co chce się zrobić, trzeba jeszcze mieć pojęcie jak i kiedy oraz umieć dobrać odpowiednie metody i środki.

Tak, zgadli Państwo: dziś chciałabym zatrzymać się przez chwilę nad argumentem „świeżości” w polityce. Czas najwyższy, bo Wiosna Roberta Biedronia nie jest bynajmniej pierwszym ugrupowaniem, a on sam pierwszym politykiem, który ten argument podnosi. Szczerze mówiąc słyszę go od lat i od lat pobrzmiewają mi w nim fałszywe nuty.
Nie, żebym miała coś przeciwko świeżości, rozumianej jako nowość, szansa, nadzieja, otwartość, coś lepszego i coś, czego jeszcze dotąd nie było, jednak zbyt często owo niesione na wyborczych sztandarach „świeże” oznacza tylko nowe. A bywa (i tak jest w przypadku Wiosny właśnie), że to coś, co przedstawia się ludziom jako nowe, nie jest nawet tak naprawdę nowe, tylko stare, za nowe zaledwie umiejętnie przebrane.

Choć (zaznaczam dla porządku) nawet, gdyby to świeże rzeczywiście było całkiem nowiutkie i szeleszczące, pachnące jeszcze fabryką świeżutkich, nowiutkich polityków, to dla mnie to i tak zbyt mało, żeby zastąpić nim prawdziwe życiowe i polityczne doświadczenie, mądrość i znajomość gospodarczych czy dyplomatycznych realiów. Moje doświadczenie życiowe i dziennikarskie – bo nie jestem świeżą i nowiutką, tylko pracującą w zawodzie od dwudziestu lat publicystką, mówi mi, że nowe i świeże nie powinno stać w opozycji do doświadczonego – mogą się co najwyżej pięknie uzupełniać.

Robert Biedroń i jego Wiosna to nic nowego. Sam Biedroń jest znanym działaczem społecznym i politykiem i nie jest żadną nową polityczną twarzą – był w SLD, zasiadał w Sejmie z ramienia Ruchu Palikota, rządził Słupskiem, kampanię robi mu ten sam człowiek, który przygotowywał kampanię Nowoczesnej, a jej wielu byłych działaczy udziela się teraz w Wiośnie. I dobrze, nie ma w tym nic złego, tylko po co te kłamstwa o świeżości? Po co fałszywe argumenty i okłamywanie wyborców już na starcie, skoro nie trzeba tego robić, można zagrać innymi ciekawymi, prawdziwymi i potrzebnymi atutami, jak właśnie doświadczenie, wiedza i mądrość?

Owszem, są zawody, w których młodość i świeżość jest atutem, jak sportowiec, modelka, być może odkrywca czy wynalazca, kierowca czy pracownik fizyczny i pewnie jeszcze wiele innych. Ale jest też wiele innych zawodów, w których doświadczenie, które przychodzi z wiekiem, jest atutem nie do przebicia. Tak mają prawnicy, dziennikarze czy lekarze… bo prawda jest taka, że każdy z nas woli pójść po poradę do chirurga czy ortopedy z długim stażem, niż takiego „świeżego”, zaraz po studiach, dla którego jesteśmy jednym z pierwszych pacjentów.
Polityczny system idealny, to dla mnie taki system w którym obie te cechy – świeżość i doświadczenie – mogą się nawzajem uzupełniać i od siebie uczyć. A więc mądry, doświadczony premier, z praktyką i wiedzą jak pewne rzeczy przeprowadzić i na przykład młodzi doradcy, niektórzy ministrowie czy wicepremier. Lub odwrotnie: młody premier, otoczony mądrymi i starszymi doradcami czy ministrami, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Na pewno są od tej reguły wyjątki, na pewno zdarzają się młodzi geniusze, którzy mimo, że robią coś po raz pierwszy, robią to najlepiej na świecie, ale przecież wiemy, że każdy taki przypadek to jest rzadki wyjątek, a nie społeczna reguła.

Wybory w sytuacji, w jakiej dziś znajduje się Polska – walki o zachowanie lub utratę demokratycznego państwa prawa – wymagają świadomości politycznych realiów, a tego nie zapewniają ani politycy, którzy niczego jeszcze nie dokonali, ani tym bardziej tacy, którzy w kilku partiach już byli i też nie bardzo im cokolwiek wyszło.

Dlatego warto przystanąć i pomyśleć, zastanowić się nad kampanijnymi „argumentami”, takimi jak ten o uroku politycznej „świeżości”, które ustami polityków wciskają nam polityczni pijarowcy. Bo oni robią to nie dla nas, tylko po to, żeby ich kandydaci wygrali. I podejmując wyborcze decyzje warto mieć to na uwadze.

Eliza Michalik
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
WitolddarooRafał P.Jacek Doliński Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jacek Doliński
Jacek Doliński

Do wyborów, nawet tych majowych, jeszcze daleko. I obawiam się, że dzisiejsza świeżość, przy nieumiejętnym postępowaniu tego, od którego zależy jej zachowanie, zdąży do nich mocno przywiędnąć.

Rafał P.
Rafał P.

Robert Biedroń nowalijką nie jest. Próbował się sprawdzić jako prezydent Słupska. Nie bardzo to wyszło. Chcę wierzyć, że miał jak najlepsze chęci, ale, niestety, realia okazały się takie, że swych planów nie dał rady zrealizować. Dlaczego z tą „wiosną w lutym” miało by mu się powieźć? Sądzę, że przyjął zasadę: „mierz siły na zamiary”. Ja jednak bym wolał, żeby najpierw najpierw rozeznał się we własnych możliwościach i zmierzył zamiar według sił.
Tylko jak wygrać z innymi pretendentami do stołka i koryta, którzy obiecają cuda-niewidy, żeby tylko wygrać?

daroo
daroo

” Próbował się sprawdzić jako prezydent Słupska. Nie bardzo wyszło……” Czy mógłbyś nieco „rozwinąć” tę myśl?

Rafał P.
Rafał P.

Proszę porównać jego obietnice wyborcze z tym co zrealizował. I nie ma znaczenia, że obcięto mu fundusze, bo i taką sytuację powinien przewidzieć. Teraz też obiecuje nie mając pieniędzy na realizację obietnic. Zresztą on nie jest wyjątkiem pod tym wzgledem.

daroo
daroo

Jak dotąd nie było żadnego i to dosłownie ,żadnego polityka po 1989 r. który spełnił swoje obietnice przedwyborcze. Vide platforma ze swoimi obietnicami obniżenia podatków, czy pis ze swoją teczką rzekomo gotowych ustaw o Wałęsie i 100 milionach per capita nawet nie wspominam . Więc nie skreślajmy nikogo za wczasu

Witold
Witold

To, co obiecuje Biedroń w sferze obyczajowej i sferze stosunków z kościołem nie jest bynajmniej niczym świeżym, ani nowym, przynajmniej w wielu demokratycznych krajach, gdzie te wszystkie rozwiązania społeczne są czymś oczywistym i akceptowanym. Gorzej z obietnicami, które wymagają nakładów finansowych i tu wiadomo, że nie do spełnienia. Robert Biedroń sprawdził się jako prezydent Słupska, ale niestety, jego apetyt wzrósł, być może motywowany przerostem ego. Wątpię w to, że „Wiosna” wyjdzie na prowadzenie w wyborach parlamentarnych, to chyba pana Biedronia surrealistyczne marzenia. Ale póki co, to rozbija opozycję w chwili, kiedy zjednoczenie się jest absolutnym nakazem chwili dla ratowania kraju.… Czytaj więcej »