Syndrom rozpiętego rozporka

Konflikt rządu ze służbami zaczyna ciążyć PiSowi

Dlaczego do polskiej praworządności pretensje mają wszyscy, a do norweskiej tylko PiS?

Nieskoordynowane ruchy palców dłoni, gorączkowa nadpobudliwość, nagłe zmiany nastroju, ataki agresji i otępienia, bełkotliwa mowa… Można by te objawy nazwać „kaczą grypą”, gdyby nie powaga prawdziwej choroby, przyczajonej pod granicą Polski albo już buszującej po kraju, unikając z łatwością rzadkich posterunków wystawionych przez słabnące państwo PiS. Jak zwał tak zwał, ale faktem jest, że w szeregach PiS rośnie niepokój i zamęt. Nawet prezes wysyła sprzeczne sygnały, a co dopiero prości wyrobnicy produkujący propagandę „dobrej zmiany”.

Do niedawna dostarczali swoim oddziałom poręczną i skuteczną amunicję prima sort. Zawsze na czas uzbrajali kohorty atakujące kolejne przyczółki demokracji. Dziś jednak owi najemnicy, sprzedający władzy swoją pokrętną wiedzę o tajnikach manipulacji umysłami wyborców, wyraźnie gonią w piętkę. Utalentowani spindoktoranci uczelni dyrektora Rydzyka gubią się po najprostszych pytaniach. Autorzy wyjaśnień, które niczego nie wyjaśniają, twórcy argumentów niczego nie dowodzących, specjaliści od kierowania uwagi na mylne tropy, mistrzowie świata w odwracaniu prezesowego kota ogonem i hejterzy na żołdzie partii władzy nie są w stanie zmienić skompromitowanej „dobrej zmiany” w wizję równie atrakcyjną, ale bardziej legalną i mniej skorumpowaną. Z trudem porozumiewają się z wyborcami, a nawet ze sobą nawzajem. Jednego dnia ich przekaz nakazuje funkcjonariuszom PiS głosić pojednanie i oferować dotychczasowym przeciwnikom przytulaski i misie, a następnego dnia znowu wyciągają słownik wyrazów obelżywych i dorabiają wczorajszym współobywatelom wilcze kły.

 

Narrację PiS charakteryzuje syndrom rozpiętego rozporka. Jego prekursorem jest mistrz ciętej riposty gminnego przedszkola w Kostomłotach, któremu zarzucono kradzież pączka oraz nadpicie kakao z kubeczka sąsiada. W odpowiedzi oskarżyciel usłyszał: – A ty masz rozpięty rozporek!  Skuteczność tej metody i tkwiąca w niej moc perswazyjna już dawno zainspirowała propagandystów z PiS. Dotąd jednak zalecali ją stosować wtedy, gdy nie wiadomo było co powiedzieć, jak odwrócić uwagę od kłopotliwego problemu lub uciec od niewygodnego pytania. Dlaczego PiS wprowadził nielegalnie swoich sędziów Trybunału Konstytucyjnego? Bo wcześniej PO zgłosiła dwóch ponad limit. Minister ukrywa dziesiątki hektarów ziemi, a wypasioną budowlę na swoim ranczo kwalifikuje jako stodołę? No, ale przecież za czasów PO jeden minister nie zgłosił do rejestru zegarka! Że z państwowej kasy przydzielamy sobie co chwila wielotysięczne nagrody? To już zapomnieliście, jak poprzednia władza za budżetowe pieniądze jadała ośmiorniczki po 50 złotych porcja?

Metoda ta okazywała się skuteczna tak długo, dopóki władza dzieliła się zawłaszczanym państwowym dobrem, a propagandystom udawało się skutecznie ukrywać lub usprawiedliwiać grzechy nowej kasty. Dzięki temu wielu Polaków doszło do przekonania, że polityka już taka jest i że z natury rzeczy sprawowanie władzy musi się wiązać z korupcją i bezprawiem, byle „w granicach przyzwoitości”.  Kiedy jednak w budżecie pokazało się dno i gdy propagandowe sztuczki odjechały od realiów poza granicę wyobraźni, coś w ludziach drgnęło. Ktoś zastanowił się, dlaczego dawne i niekoniecznie prawdziwe przekręty mają legalizować obecne bezprawie. Ktoś inny spytał, czy można bezkarnie rozjechać człowieka na pasach, ponieważ ten poszkodowany wczoraj przeszedł ulicę na czerwonym świetle. A wielu zaczęło rozważać, z jakich to powodów PIS wie lepiej ode mnie, jak mam żyć i co mi wolno myśleć. Jeszcze funkcjonariusze partii zawłaszczającej Polskę straszą, że jeśli opozycja wygra, to odbierze wszystko, co dobra władza ludziom dała (ale najpierw zabrała podnosząc podatki i wprowadzając nowe daniny). Jeszcze kandydat Duda opowiada na spotkaniach o strasznych czasach sprzed jego prezydentury i o tym jak wrogowie pokrzykiwali, że się nie uda, a się udało. Jeszcze TVPiS próbuje przykryć kolejne afery obecnej władzy wywlekając lub preparując potknięcia poprzedników. Ale już staje się jasne, że rozpięty rozporek przeciwnika politycznego budzi coraz mniejsze zainteresowanie obywateli.

Inżynierowie dusz świadomi, że tracą cenny instrument oddziaływania, wpadli w desperację i z braku równie skutecznych narzędzi zalecają by rozporkowy myk stosować wymiennie najbardziej przekonującymi argumentami, takimi jak: „odp… się”, „no i co nam zrobisz” oraz „bo tak!”. Dobrym przykładem jest tu reakcja naszych władz na odmowę przyznania resortowi Zbigniewa Ziobry prawie 300 mln zł z funduszów norweskich. Otóż Norwegowie połapali się, że ich pieniądze z programu wsparcia wymiaru sprawiedliwości, przeznaczone na walkę z przemocą domową i współpracę sędziów, mogą zostać wykorzystane przez polskiego ministra na dobijanie sądownictwa. A kiedy to zrozumieli, od razu zakręcili kran. Pierwszą reakcją polskiego rządu na wieść o utracie milionów z programu, w którym pula dla Polski opiewa na 3,36 miliarda, była przekazana mediom informacja o treści: „Nic nam o tym nie wiadomo”. Druga reakcja była już klasycznym przejawem syndromu rozpiętego rozporka:

„Polska również zgłasza uwagi do stanu praworządności w Norwegii. Dotyczy to krytycznej oceny praktyki norweskich sądów aprobujących odbieranie dzieci biologicznym rodzicom przez norweskie instytucje opiekuńcze (…). Bronimy i będziemy bronić polskich dzieci i ich rodziców, gdy łamane będą ich prawa.”

 

No właśnie! Oto Himalaje bezczelności: odbierają ludziom dzieci za byle katowanie, za jakieś tam molestowanie czy wysyłanie na żebry lub do pracy zamiast do szkoły. Wywlekają na publiczny osąd intymne sprawy domowe. Rozbijają rodziny, w których przecież wszystko się w końcu ułoży, jak to często w Polsce bywa.  No a do tego nie chcą nam płacić! Nie chcą ze swojego budżetu finansować polskiej dobrej zmiany w sądach. A przecież te pieniądze nam się po prostu należą!

Propagandyści z PiS, zachwyceni efektem nowego zastosowania syndromu rozpiętego rozporka, w pocie czoła poszukują teraz odpowiedzi na pytanie – dlaczego do polskiej praworządności pretensje mają wszyscy, a do norweskiej tylko PiS?

Andrzej Karmiński

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Maciek123454321 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek123454321
Maciek123454321

Fakt, coś w tym jest, jak w tym starym dowcipie, kiedy dyplomata amerykański dopytuje radzieckiego się o różne aspekty życia w ZSRR, a na koniec pyta – „ile osób u was przypada na kromkę chleba?” i po chwili konsternacji słyszy: „a u was to Murzynów biją….”
Wersja współczesna:
Opozycjonista: „dlaczego pani Lichocka pokazała środkowy palec?”
Pisowiec: „przez 8 lat rządów PO-PSL to wyście pokazywali codziennie środkowy palec narodowi”