Szczepkowska w osobistym tonie o poczuciu wspólnoty

Szczepkowska w osobistym tonie o poczuciu wspólnoty

Joanna Szczepkowska na blogu, na łamach „Rzeczypospolitej” dzieli się z czytelnikami historią swojej rodziny i rodzinnymi opowieściami z czasów wojny. Jak wynika ze słów autorki, słyszała je rzadko, gdyż matka niechętnie wracała do czasów okupacji. Jak miała się dowiedzieć dopiero po jej śmierci, powodem było jej żydowskie pochodzenie. – „Zapamiętałam tylko jedno dziwne zdanie mojej matki: „Nie wszystko mogę ci powiedzieć, bo nie chcę, żebyś przeżywała to, co ja”. I pamiętam jeszcze jedną z naszych ostatnich rozmów. Świadoma tego, że odchodzi, opowiedziała mi coś, co od wojny z trudem więziła w pamięci. Szła z matką wiejską drogą i nagle zobaczyły, jak ludzie ze wsi zaganiają widłami dwoje żydowskich dzieci. Chciała im pomóc, zaczęła krzyczeć, biec w ich kierunku, ale matka ją zatrzymała i kazała uciekać. „Dostałam potem zapalenia opon mózgowych” – powiedziała mi na koniec tej opowieści – pisze Szczepkowska. Jak dodaje w innym miejscu swojego felietonu, „do końca życia nie powiedziała mi, że jej matka, a moja babka pochodziła z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, a jej ślub z Janem Parandowskim, moim dziadkiem, był dla nich poważnym odstępstwem od żydowskich nakazów”.    

Aktorka zastrzega: „Nie jestem naukowcem, a felieton nie jest aktem artystycznym, piszę więc jako osoba prywatna”. I deklaruje: „Siłą rzeczy doświadczenia, o których piszę, nie są objęte zwolnieniem z restrykcji, jakie przewiduje ustawa o IPN. Po wejściu w życie ustawy nie mam zamiaru zaprzestać opisywania tego, co widziałam i słyszałam”. Dlaczego? Bo słowa, które usłyszała przy rodzinnym stole miały potworną siłę rażenia. Joanna Szczepkowska pisze: – „Za co szanuję Hitlera – to za to, że wymordował Żydów”to zdanie powiedział mój dziadek Michał Szczepkowski. Ojciec mojego ojca. Polak od najdalszych pokoleń. Kiedy owdowiał, rodzice zdecydowali, że zamieszka z nami w Warszawie. To zdanie powiedział przy obiedzie i był to ostatni obiad, jaki z nami zjadł, i ostatni dzień w naszym mieszkaniu. Moja matka w milczeniu pakowała rzeczy swojego teścia”.  Powraca jeszcze do osoby dziadka kilka wersów dalej. „Mam w domu dokument historii zawodowej Michała Szczepkowskiego. Pracował na kolei. W czasie okupacji mieszkał we Lwowie. W okresie najazdu Rosjan zwolniono go z pracy. Kiedy Lwów opanowali Niemcy, sam zgłosił się na kolej. Wagony, które w tym czasie odjeżdżały ze stacji, mieściły setki Żydów jadących na zagładę. Między innymi rozległą rodzinę Helclów – rodzinę mojej babki: Rachel, Salomona, Renatę i innych. Mój przyszły dziadek Michał Szczepkowski ochotniczo pomagał w zagładzie rodziny mojej przyszłej babki. Poznali się na ślubie moich rodziców”.

Historia rodzinna to dla Joanny Szczepkowskiej punkt wyjścia do istotnych rozważań na temat przynależności i poczucia wspólnoty. Egzystencjalnie kluczowych, bo jak zauważa, „kto ma pochodzenie po matce, jest Żydem. Moja babka jednak dokonała konwersji, czyli przyjęła chrzest w 1924 r., na rok przed ślubem. Była potem gorliwą chrześcijanką. Czy zatem wciąż jeszcze Żydówką?”. To jednak nie koniec, bo – oddajmy głos aktorce – „kiedy po latach, badając dzieje rodziny, zorientowałam się we wszystkich zawiłościach jej pochodzenia, zadawałam sobie wiele pytań. Dlaczego trzymano to w takiej tajemnicy? Nie chcieli mnie narażać? A może odrzucali żydowskie korzenie? Jeśli tak, to dlaczego? Miałam też inne pytania. Czy istnieje coś takiego jak cechy narodowe i w jakich procentach je odziedziczyłam? Ile jest we mnie natury słowiańskiej, a ile żydowskiej? Ze wszystkich moich dociekań okazało się, że Jan Parandowski był pół-Ukraińcem. Ile zatem jest we mnie Ukrainki? I dlaczego po opublikowaniu książki „Kto Ty jesteś” każdy mnie pyta o pochodzenie żydowskie, a nikt o to, jak się czuję z „Ukrainką” w sobie? A może to wszystko nie ma żadnego znaczenia?” – pyta zasadnie. I podejmuje próbę postawienia własnej, bardzo osobistej odpowiedzi.

– „Myślę, że by być Żydem, Polakiem czy Urugwajczykiem, trzeba odczuwać wspólnotę. Po linii ojca jestem rdzenną Polką i mogę powiedzieć, że czuję właśnie taką przynależność. I czuję się też za nią współodpowiedzialna. Ale czy na pewno? Może to tylko atawizm? Może jestem Żydówką, choć nie czuję wspólnoty? Czy od tych zawiłości można uciec?” – pyta wcale nie retorycznie.  Jak się wydaje, klucz tkwi w świadomym wyborze, akcesie do wspólnoty, ze wszystkimi konsekwencjami. Nic więc dziwnego, że konkluduje blogowy felieton słowami: „Silnie odczuwam wspólnotę z Polakami i dlatego właśnie jako Polka przepraszam za swojego dziadka. Wstydzę się za niego jako Polka, wstydzę się za niego jako za Polaka. Wstydzę się za polską wieś, która zagoniła widłami żydowskie dzieci na oczach mojej matki. Wstydzę się za tych wszystkich Polaków, którzy nie odczuwają wstydu za haniebne czyny wśród naszej wspólnoty”.

mpm

Źródło: rp.pl

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "Szczepkowska w osobistym tonie o poczuciu wspólnoty"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Grzegorz

Wspaniały artykuł

Maria

No cóż refleksja, wstyd chcęć zadośuczynienia to szlachetne cechy. Nie należy ich oczekiwać od ciemnego ludu. Lud musi mieć kiełbachę i wódę i nie zaprząta sobie takimi głupotami głowy:))))))

Ryszard Musielak

To nie „ciemny lud” wymyślił antysemityzm, nie on ostatnio uchwalił ustawę o IPN. Nie wiem kogo mają na myśli ci którzy używający tego zwrotu. Pracowałem kiedyś w fabryce i wielu moich przyjaciół, „prostych” robotników było mądrzejszych od wygadanych profesorów. Naprawdę obraźliwe sformułowanie „ciemny lud” jest z gruntu fałszywe. To ludzie Kościoła, PiSowskie „elity”, a dawniej różni endecy itp są winni polskiemu antysemityzmowi. I my tzw „demokratyczni inteligenci”, którzy nie potrafiliśmy do zasad tolerancji , poszanowania innych itd społeczeństwa przekonać. Nie zrzucajmy winy na innych.
Ryszard Musielak