Szkiełko i oko

Szkiełko i oko

Ktoś się dziwi logice „naukowców smoleńskich”? Kogoś oburza, kiedy w dyskusji o in vitro czy tabletce „po” padają twierdzenia sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną? A może niektórych bulwersuje specyficzna argumentacja belwederskich „autorytetów prawniczych”?

Niepotrzebnie. Teraz tak właśnie będzie. Bo cóż byłoby warte to całe wstawanie z kolan i mordercza walka o podmiotowość, gdybyśmy nie otwierali sobie w ten sposób także drogi do niezależności w sferze intelektualnej?
Nie po to suweren zdobył dla swych przedstawicieli większość w ławach sejmowych, żeby oni się teraz musieli kierować jakąś zgniłozachodnim, pozbawionym wartości moralnych racjonalizmem, lub sugerować opiniami niewrażliwej na wolę polityczną, sowicie opłaconej dolarami kasty kolesiów – wyrobników nauki na usługach Sorosa. Sami sobie teraz, całkiem od nowa, wymyślimy proch, odkryjemy Amerykę i wyważymy otwarte drzwi, bo kto suwerenowi zabroni?

Czucie i wiara prędzej mówią do nas, niż mędrca szkiełko i oko. Więc niech się nikomu nie zdaje, że musimy wierzyć we wszystko, co nam podają do wierzenia na jakiejś tam Sorbonie czy innym Harvardzie. Mamy tu swoje teorie, swoje prawa i swoje zasady. I swoich naukowców, których prowadzą ku prawdzie, nie jakieś tam „twarde dowody”, tylko wola (polityczna) oraz intuicja. Toteż jeśli minister Radziwiłł twierdzi, że in vitro i tabletka „po” to samo zło, to tak właśnie jest i kropka. Kiedy jeden „zmianowy” prawnik ustali, że głosowanie było prawidłowe, to choćby i tysiąc innych prawników uważało inaczej – było prawidłowe. Komisja stwierdzi, że samolot się rozpadł, to się rozpadł. I już!

Pytania o jakieś „twarde dane” to w tych okolicznościach zwykła demagogia i wielka nieprzyzwoitość. Wszyscy wszak wiedzą, że wszelkie ślady zostały przecież skutecznie zatarte, więc już sam brak dowodów jest w tej sprawie najważniejszym z dowodów.

A tak w ogóle, to już najwyższy czas, by – po spółkach skarbu pastwa i urzędach publicznych, po szkołach i po sądach – kontrrewolucja zarządzona przez „zmianę” wreszcie wkroczyła na uniwersytety. „Zmiana” już pokazała, jak wola suwerena zmienia „niezmienialne” prawa. A skoro tak, to kto suwerenowi zabroni podobnie modyfikować – wedle woli politycznej – „prawa natury”?

Zamiast więc udawać, że „naukowcy smoleńscy”, „prawnicy belwederscy” czy „medycy toruńscy” to ten sam gatunek, co naukowcy, medycy i prawnicy „w ogóle” i wdawać się z tymi ostatnimi w niepotrzebne, jałowe polemiki, pora już chyba postawić sprawy jasno i głoszone przez nich teorie oddać po prostu pod osąd suwerena. W końcu wszystko zależy teraz od woli „lepszej części” Polek i Polaków, więc to oni – głosami swoich przedstawicieli w Sejmie – powinni w końcu zdecydować, gdzie leży prawda. Tym bardziej, że ostatnio udało się przecież z sukcesem legitymizować „objawienia fatimskie”, w czym nasi posłowie okazali się skuteczniejsi od urzędników z Watykanu.

Nawet i na gruncie oficjalnej nauki nie brakuje zresztą udanych precedensów. Weźmy, na przykład, „łysenkizm”, ten od gruszek na wierzbie, który na całe dekady uwolnił naszych przyjaciół ze wschodu od złowrogiego wpływu genetyki i teorii ewolucji…

Na początek, żeby zamknąć usta mącicielom, warto poddać pod głosowanie „zamach smoleński” oraz „szkodliwość antykoncepcji”. I wtedy oba te słuszne twierdzenia od razu i bez zbędnych dyskusji staną się prawem (natury). Przynajmniej w granicach Rzeczypospolitej. A potem będzie już tylko łatwiej. Bo przecież od razu będzie się piękniej żyło w kraju, gdzie smog nie truje, drzewa zasłaniają tylko ludziom widok z okna, więc im ich mniej, tym lepiej, węgiel to nasza słuszna odpowiedź na globalne ocieplenie, które – swoją drogą – jest obliczonym na zniszczenie naszej gospodarki mitem, a bażanty zostały zesłane w nasze okolice, żeby myśliwi mieli na czym ćwiczyć celność ręki. Gdzie wyrok (zawsze słuszny) będzie się odbierać od razu w prokuraturze, a skorumpowane sądy się po prostu zlikwiduje. Gdzie we wszystkich aptekach klauzulowych (a wszystkie będą klauzulowe) zamiast tabletki „po”, będzie powszechnie dostępna bez recepty, całkiem darmowa, bezpieczna i zdrowa, a jednocześnie stuprocentowo skuteczna szklanka zimnej wody „przed”. Gdzie w ośmioletniej podstawówce odbierze się całą potrzebną w życiu edukację, która otworzy obywatelom (ale tylko tym, co popierają słuszne zmiany) drogę do kariery w spółkach skarbu państwa, w urzędach państwowych oraz na uniwersytetach. A stopnie naukowe będzie się odtąd przyznawało wedle zasług. Komu doktorat. Komu habilitację. I czyż nie piękny to będzie kraj, w którym do obrony granic nie będą potrzebne żadne tam Caracale dziesięciorzędnego znaczenia, bo wystarczy do tego parę zastępów OT, uzbrojonych w różańce?

Do tego wszystkiego jest już blisko. Wystarczy tylko wykonać jeszcze jeden mały krok w kierunku pełnej i absolutnej mentalnej wolności. Prawdę należy poddać osądowi suwerena w głosowaniu powszechnym. A resztą zajmie się minister Ziobro.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
WiśniaObserwatorAndrzejantyuzurpatorTed Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ted
Ted

Nie na darmo Naczelnik zapowiedział „Rewolucje Kulturalną”, niestety trwa ona w najlepsze.

antyuzurpator
antyuzurpator

Amen!
Im gorzej, tym lepiej.

Andrzej
Andrzej

Taki mały człowiek a ogłupił takie rzesze Polaków.

Wiśnia
Wiśnia

Mały był Hitler, mały był Stalin, mały był Napoleon, choć ten ostatni jest odbierany w Polsce jako pozytyw. (nie wiem dlaczego)

Obserwator
Obserwator

Wstawanie z kolan przeważnie powoduje wypięcie się- w tym wypadku na zdrowy rozum.