Szyderczy uśmieszek szatniarza na twarzy Kaczyńskiego

Prokurator śmiał się z Kaczyńskiego. Postawiono mu zarzuty

Nie mam waszych płaszczy i co mi zrobicie? – zdawał się pytać prezes. Jednak tym razem ta buta to pozór. Kamuflaż. Wódz słabnie i wie o tym.

Wiele osób sądziło, że po porażce, jaką w gruncie rzeczy był dla PiS wynik wyborów, Jarosław Kaczyński złagodzi kurs. Po doświadczeniach nocy z czwartku na piątek są mocno zaskoczeni: jak to?!

Znów zobaczyli to samo szyderczo wykrzywione oblicze „dobrej zmiany”, które tak dobrze znają z minionej kadencji. Znów byli świadkami, jak zgraja kreatur prezesa bezceremonialnie przepycha na eksponowane stanowiska w państwie najgorsze szumowiny, pozbawiając oponentów jakiegokolwiek wpływu na sprawy publiczne.

 

W głosowaniu coś „nie stykło”? Moglibyśmy je przegrać? A cóż za problem, zagłosujemy jeszcze raz… Dobrze zapamiętajmy twarz Jarosława Kaczyńskiego, ten jego szyderczy uśmieszek szatniarza: nie mam waszych płaszczy i co mi zrobicie?

Pozornie uśmieszek i bezczelność była taka sama, jak w minionych czterech latach, kiedy „dobra zmiana” prezentowała butę i ignorowała każdy głos sprzeciwu. To była metoda Kaczyńskiego na radzenie sobie z oponentami.

W państwach praworządnych i demokratycznych władza musi się liczyć z opiniami opozycji i społeczeństwa, uwzględniając je w swoich działaniach. A Kaczyński demonstracyjnie się z nimi nie liczył. Przetrzymał falę wielkich demonstracji, przetrzymał oblężenie parlamentu, przetrzymał strajki niepełnosprawnych, nauczycieli i innych grup społecznych. Wyrobił w obywatelach przekonanie, że władza nie reaguje na nic, więc nie ma sensu protestować, bo to i tak nic nie da.

Na pierwszy rzut oka czwartkowa noc była ciągiem dalszym tego samego spektaklu. A jednak coś się zmieniło.

Kilka dni wcześniej uformowało się zdominowane przez opozycję prezydium Senatu, które już zapowiada powołanie komisji, mającej zbadać sprawki pisowskiego szefa NIK. Na początku tygodnia PiS musiał jak niepyszny wycofać się z planu zniesienia tzw. limitu 30-krotności w składkach ZUS. Expose premiera spotkało się z miażdżącą krytyką ze wszystkich stron. Koalicjanci się burzą i żądają większego udziału we władzy, biskupi domagają się zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. I nawet Jacek Kurski musiał się wycofać z sylwestrowych planów TVP.

Wszystko to razem stwarza wrażenie słabości. Widać wyraźnie, że władza straciła pełną kontrolę nad sytuacją i w wielu kwestiach znalazła się w defensywie. I właśnie taki jest kontekst czwartkowego spektaklu w Sejmie.

 

W poprzednich czterech latach PiS demonstrował siłę, którą rzeczywiście posiadał. Teraz jednak demonstracja siły była kamuflażem, zasłoną dymną, mającą ukryć erozję władzy Kaczyńskiego. Prezes pilnie potrzebował takiego spektaklu, by podtrzymać entuzjazm i zmotywować swych żołnierzy. Autorytet, jakim się cieszy, jest bowiem pochodną przekonania jego wyznawców, że wódz nigdy się nie myli, nigdy nie przegrywa i prowadzi swój lud od jednego chwalebnego triumfu  do następnego. Tę wiarę trzeba w ludzie pisowskim podtrzymywać – i temu właśnie służył czwartkowy pokaz buty i szyderczy uśmieszek na twarzy wodza: nie mam waszych płaszczy i co mi zrobicie?

Otóż, zrobimy, panie prezesie. Wkrótce się pan przekona.

Wojciech Maziarski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
16 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mariusz
Mariusz
23 listopada 2019 19:47

Ale dlaczego obrażacie szatniarzy?

Jacek Doliński
Jacek Doliński
24 listopada 2019 17:14
Reply to  Mariusz

Szatniarze wiedzą, że to wszystko zaczęło się od filmu „Miś” – i chyba się o to nie obrażają.

Jantar
Jantar
23 listopada 2019 20:24

Panie Wojtku, jest Pan optymistą! Niestety, ale z jakiegoś powodu Piotrowicz i Pawłowicz są Kaczyńskiemu w TK bardzo potrzebni i aż boję się myśleć, do czego. Z racji tego, że opozycja przejęła Senat, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Kaczyński kazał im unieważnić Konstytucję i wprowadzić rządy prezydenckie. Jednocześnie pozbyłby się aż kilku wielkich problemów: unieważniłby Senat, zapewniłby rządy Dudy na wiele lat (zapewne wybory prezydenckie by anulował, albo zapisał wybory prezydenta przez Sejm, a że większość ma PiS to wynik łatwy do przewidzenia), unieważniłby ostatecznie trójpodział władzy, zlikwidowałby opozycję, a wisienką na torcie jeszcze byłoby unieważnienie naszego członkostwa w UE. Jeden werdykt ogłoszony przez pisowski skład TK z kucharką i tą dwójką załatwiłby aż tyle spraw zapewniając mu rządy aż do śmierci! Że lud mógłby wyjść na ulice? Już pokazał, że wszelkie demonstracje ma głęboko tam, gdzie słońce nie dochodzi. A gdyby naród bardzo się wkurzył to przecież ma do „uspokojenia narodu” odpowiednio przeszkoloną i wyposażoną Obronę Terytorialną (przypominam, że punkt 1 Statutu głosi, że OT została powołana do obrony demokratycznie wybranych władz RP przed nielegalnymi demonstracjami) oraz chłopców z ONR, nad którymi PiS roztoczył parasol ochronny, a którzy „nie mogą się już doczekać, kiedy sobie postrzelają do tego parszywego lewactwa”. I wszystko to z błogosławieństwem hierarchów polskiego kościoła, którzy od miesięcy wprost nawołują do „świętej wojny religijnej w obronie wiary i kościoła” i którzy mają zawarty sojusz z Kaczyńskim o wzajemnym wspieraniu się w każdej sytuacji (te peany hierarchów na cześć Kaczyńskiego przecież o czymś świadczą, jak również peany w odwrotnym kierunku). To wszystko doprowadzi do rozlewu krwi i do kompletnej izolacji Polski w świecie, ale zapewni rządy Kaczyńskiemu i jego akolitom na lata. I jestem przekonana, że Kaczyński ma już wyznaczonego następcę i jest nim wg mnie Ziobro. To właśnie on ma największą władzę po Kaczyńskim i jest dokładną kopią Kaczyńskiego, ale o prawie połowę młodszą.

BGmble
BGmble
25 listopada 2019 09:50
Reply to  Jantar

„a wisienką na torcie jeszcze byłoby unieważnienie naszego członkostwa w UE.”

Akurat do tego nie potrzebuje ani senatu, ani prezydenta. Do wypowiedzenia czlonkostwa Unii Eupejskiej wystarczy zwykla wiekszosc w sejmie.

Jantar
Jantar
25 listopada 2019 13:41
Reply to  BGmble

Wiem, ale bez werdyktu TK Kaczyński nie odważy się takiej ustawy w Sejmie przepchnąć, bo jednak 80% Polaków chce, by Polska była członkiem UE. Dlatego moim zdaniem najpierw każe swoim wydać odpowiedni werdykt, żeby była podkładka dla suwerena. Przy głosowaniu ustawy będzie mógł powiedzieć, że przecież TK orzekł, że traktat jest niezgodny z konstytucją, więc albo zmienimy traktat, albo wychodzimy. I wtedy żadne protesty nie pomogą, by to członkostwo w UE utrzymać.

Dorota
Dorota
23 listopada 2019 20:33

Oby! Amen

Dorota
Dorota
23 listopada 2019 20:37

Moje zdanie jest niestety inne. To śmiech psychopaty. Prezes powinien być leczony.

Grzegorz
Grzegorz
25 listopada 2019 17:32
Reply to  Dorota

Będą go leczyć na nogi – bo na głowę już za późno.

jurek
jurek
24 listopada 2019 10:28

Smutne jest to, choć w „partii” taka mentalność jest normą, że posłanka (wymieniana w mediach z nazwiska), która nawoływała marszałkinię do powtórki głosowania ma we krwi takie procedury „bez żadnego trybu”, Oni inaczej nie potrafią myśleć. Zmiana takiej mentalności jest prawie niemożliwa.

Lehoo
Lehoo
24 listopada 2019 10:48

Tysiącletnia w zamyśle autorów III rzesza przetrwała lat jedenaście, kończąc się egzekucją w Norymberdze.

Marcin
Marcin
24 listopada 2019 15:04

Nie popieram PiSu, ani PO. Ale jezeli to PiS „przegral wybory”, to kto je wygral???

Jacek Doliński
Jacek Doliński
26 listopada 2019 22:31
Reply to  Marcin

PiS przegrało wybory w tym sensie, że nie osiągnęło spodziewanych przez Kaczyńskiego celów, czemu zresztą on sam dał wyraz podczas wieczoru powyborczego („zasługujemy na więcej”).. Kaczyński sądził, że kupowanie głosów przez masowe rozdawnictwo pieniędzy przyniesie PiS-owi i jego „przystawkom” co najmniej 3/5 (60%) mandatów w Sejmie, co umożliwiłoby odrzucanie weta prezydenckiego, gdyby Duda przegrał wybory w przyszłym roku. Marzyło się prezesowi 2/3 (66%), czyli większość umożliwiająca zmianę Konstytucji. A przyniosło:
– W Sejmie 235 mandatów – tyle samo co poprzednio, z czego nie 13, a 37 mandatów zdobyły „przystawki”, które z tego powodu zhardziały i stawiają się prezesowi.
– W Senacie przegrana wyborcza i powyborcza kompromitacja, gdy usiłowania skorumpowania opozycyjnych senatorów „na kałużę” spełzły na niczym.
Do tego PiS zdobył o milion głosów mniej niż opozycja, czyli wybory wygrał dla niego pan Victor d’Hondt.
Ekonomiści obliczyli, że jeden głos oddany w tych wyborach na PiS kosztował budżet państwa:
– ponad 10 mln zł, jeżeli wziąć pod uwagę pieniądze już rozdane,
– prawie 30 mln zł, jeżeli uwzględnić pieniądze już rozdane i obiecane w następnej kadencji.
Czyż nie było to więc pyrrusowe zwycięstwo?

Maria
Maria
24 listopada 2019 16:59

wstawiłby sobie zęby, NFZ chyba refunduje?

Aleksander
Aleksander
25 listopada 2019 15:12

Nie tracę nadzieje,że po kolejnych wyborach zwycięzcy,w celach edukacyjno-wychowawczych, zastosują wobec PiS takie same metody,czyny i słownictwo jakich PiS używa dzisiaj.

Jaruś
Jaruś
28 listopada 2019 01:06

Szatniarz to siedzi w Brukseli, czasem poda marynarkę, czasem buty wypastuje…I tak się powolutku przekula nic więcej nie robiąc..

Oj tam, oj tam
Oj tam, oj tam
29 listopada 2019 08:49

To przejaw radosnego zadowolenia ojca chrzestnego z Nowogrodzkiej! Albo gubernatora podbitego kraju!