Ta cała reforma polega tylko na wymianie kadrowej

Prof. Matczak: „PiS mówi obywatelom - kiedy my decydujemy i uchwalamy prawo, to wy macie być cicho”

Partia rządząca, która ma w swoich rękach sądownictwo, staje się bezkarna i przejmuje całkowicie władzę nad obywatelami. Próby zawłaszczenia Krajowej Rady Sądowniczej i Sądu Najwyższego wywołują więc powszechny sprzeciw każdego, kto rozumie, czym to się dla Polski skończy.

Gościem programu Moniki Olejnik był prof. Marcin Matczak, specjalista w zakresie teorii prawa z Uniwersytetu Warszawskiego. Ostro skrytykował działania partii rządzącej, zmierzające do podporządkowania sobie KRS i SN. „Ta cała reforma polega tylko i wyłącznie na wymianie kadrowej po to, żeby ludzi na tyle mądrych i dojrzałych, żeby być niezależnymi, zastąpić takimi nad którymi można mieć kontrolę”. Bardzo obrazowo wyjaśnił – „Te ustawy tak reformują sądownictwo, jak gdyby lekarz leczący kogoś, kto ma grypę, obciął mu nogi. Zupełnie nieadekwatne leczenie, które po pierwsze nie likwiduje zła, a po drugie, upośledza tego, którego miało się wyleczyć”. Upolitycznienie sędziów to doprowadzenie do sytuacji „że ktoś przyjdzie do sądu i będzie chciał liczyć na to, że ktoś rozstrzygnie sprawę na podstawie wartości konstytucyjnych (…) a nie będzie to tak zrobione, ale ze względu na zamówienie polityczne”.

Profesor Matczak odniósł się też do artykułu premiera Mateusza Morawieckiego, który ukazał się w środę, w „Washington Examiner”. Padły w nim słowa – „podczas obrad Okrągłego Stołu pozwolono generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu na wprowadzenie do sądów sędziów z czasów PRL”. Według premiera, sędziowie ci są wciąż aktywni zawodowo i zdominowali wymiar sprawiedliwości. Profesor Matczak zupełnie nie zgadza się ze zdaniem premiera. „Oczywiście, że to jest kłamstwo, są na to dowody. Znane są protokoły z obrad tych ludzi, którzy wtedy decydowali o sądownictwie. Wszyscy byli w traumie posttotalitarnej, państwo (w czasach PRL – red) nie szanowało niezawisłości sądów. Dlatego właśnie powołano Krajową Radę Sądowniczą, do której sędziowie mieli być wybierani przez sędziów, aby komunistyczne sądownictwo nigdy się nie powtórzyło”.

Wbrew temu, co twierdzi Mateusz Morawiecki, już w latach 90 – tych doszło do zdekomunizowania sądów, dziwne więc, że premier wciąż „widzi w Sądzie Najwyższym, nie mówiąc o sądach okręgowych, tych samych sędziów, którzy sądzili jego kolegów z podziemnej Solidarności w latach 80.”. Jeśli jednak ma rację, to jaki problem? Należy ich po prostu usunąć, a nie rzucać wciąż oskarżenia, zmuszając SN, by ten wciąż tłumaczył się, że „nie jest wielbłądem”. „Jeśli wśród strażaków jest podpalacz, to się go usuwa, a nie likwiduje straż pożarną”

Myślę, że kolejny raz politycy PiS pokazują, że podwójne standardy to ich specjalność. Krytykując, szukając wśród sędziów tych, którzy byli powiązani z PRL- em jakoś premierowi nie przeszkadza, że w szeregach partyjnych „bryluje” Stanisław Piotrowicz, prokurator oskarżający w stanie wojennym, czy sędzia Andrzeja Kryże, który w tamtych czasach wydał wyroki m.in. na Andrzeja Czumę i Bronisława Komorowskiego. Ci panowie mogą się czuć bezpieczni podobnie jak wielu innych działaczy PZPR, którzy dzisiaj są politykami PiS. „Swoich” ta partia nie rusza.

Czy słowa profesora Matczaka trafią do pana premiera i parlamentarzystów PiS, którzy właśnie rozwalają zasadę trójpodziału władzy, chcąc za wszelką cenę przejąć KRS i SN? Wątpię, bo chęć zdobycia pełnej władzy jest znacznie ważniejsza od konstytucji, od demokracji.

Tamara Olszewska

(Źródło: tvn24.pl)

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o