Talent do interesów, czyli o działkach premiera

Talent do interesów, czyli o działkach premiera

Mateusz Morawiecki publicznie zapewnił, że bardzo, ale to bardzo chciałby wszystko uczciwie wyjaśnić, ale… jak dotąd nie ma na to odpowiedniej ustawy!

Z zawiścią Polaków to chyba jednak jest prawda. Weźmy żonę pana premiera. Wszyscy zazdroszczą jej teraz majątku o nieokreślonej dotąd wprawdzie, ale – jak wieść niesie – ogromnej wartości. Zazdroszczą tym bardziej, że jeszcze do niedawna była przecież niepracującą zawodowo małżonką skromnego radnego AWS-u. No, ale z Polakami to tak zawsze. Liczą cudze pieniądze, zamiast „zmienić pracę i wziąć kredyt”. Pani premierowa zmieniła, a zaraz potem wzięła pożyczkę w banku i proszę – w niespełna dwie dekady „dobra rada” prezydenta Komorowskiego przyniosła fantastyczne owoce!

Zawistnicy krzyczą teraz, że nie każdemu udaje się, ot tak, bez żadnego zabezpieczenia i zdolności kredytowej dostać – na dobry początek – parę milionów franków szwajcarskich. I do tego w banku, który – według zapewnień jego ówczesnego szefa – w ogóle nie udzielał wtedy pożyczek w tej walucie! No, ale pani premierowa „dała radę”. A jej mąż, który – trzeba trafu – został akurat szefem tego właśnie banku – nie miał o tym wszystkim zielonego pojęcia.

Nie wiedział też, skąd żona wiedziała o tych 15 ha gruntów, które można było nabyć za bezcen od pewnego arcybiskupa. Żona twierdzi, że powiedział jej o tym znajomy, a mąż, że informacja wyszła z kurii. Pewne jest jedno – inwestycja opłaciła się obrotnemu małżeństwu stukrotnie. I tak się, moi drodzy, robi interesy! Gdyby tak tylko wszyscy bezrobotni i niezamożni rodacy poszli w ślady państwa premierostwa, problem niedostatku zniknąłby z Polski na zawsze, a sprzedaż samochodów elektrycznych rodzimej produkcji ruszyłaby z kopyta.

Ten jeden przykład powinien zamknąć usta wszystkim, którzy twierdzą, że partia aktualnie rządząca ma deficyty kadrowe. Nie ma żadnych, a już na pewno nie dotyczy to stanowiska premiera. Nikt inny nie gwarantuje narodowego dobrobytu tak, jak aktualny szef rządu, bo na inwestycjach zna się on, jak mało kto. Potrafi wykorzystać każdą nadarzającą się okazję do zrobienia pieniędzy. Wie, z kim przestawać, żeby czynić korzystne inwestycje.  No i obraca się w dokładnie w tych kręgach, które akurat gwarantują sowite profity.

Toteż w robieniu interesów jest nawet skuteczniejszy od samego pana prezesa Kaczyńskiego! Podczas, gdy Dwie Wieże pozostają zaledwie w fazie projektu, majątek państwa premierostwa już w tej chwili czyni ich finansową elitą nowopowstającej rodzimej „oligarchii”. No, ale nie chcielibyśmy chyba, żeby za finanse państwa odpowiadał ktoś bez doświadczenia, znajomości i pieniędzy, zarabiający dotąd poniżej średniej krajowej?

Przecież partia pana prezesa zapewnia od dawna, że stawia na sprawdzonych fachowców. W informatyce najlepiej sprawdzają się byli hakerzy. Z pieniędzmi jest podobnie. Nikt nie potrafi ich robić tak, jak beneficjenci naszej „dzikiej” transformacji.

Owszem, partia aktualnie rządząca ściga takich cwaniaków, jak potrafi, ale przecież nie tych, którzy owszem, swoje wtedy ugrali, jednak teraz wykorzystują to swoje bezcenne doświadczenie dla dobra Narodu! Przecież to dobrze, że pan premier (i jego małżonka) dają sobie radę w brutalnym świecie wielkich finansów i wielkiego biznesu, a że może czasem korzystają przy tym ze znajomości czy nadarzających się specjalnych okazji, to tylko dobrze świadczy o ich „smykałce” do pieniędzy.

Poza tym działania inwestycyjne państwa premierostwa godne są pochwały z jeszcze jednego ważnego powodu – zawsze były one patriotyczne. Bank, który miał dać premierowi rzekomą „odprawę” ukrytą na wewnętrznym koncie, jest zachodni. A grunty odzyskane zostały z rąk obcego państwa (Watykanu), a na dodatek leżą na wrocławskim Oporowie, więc spokojnie można je uznać za zadatek na poczet tych reparacji, co to ma je od Niemców uzyskać pan poseł Mularczyk. Toteż państwo premierostwo, inwestując w nieruchomości, dokonali zarazem prywatnego aktu repolonizacji.

W tej sytuacji domaganie się wyjaśnień w kwestii działek, kredytów frankowych czy rzekomej, zatajonej odprawy, po prostu nie uchodzi. Zwłaszcza, że pan premier publicznie zapewnił, że bardzo, ale to bardzo chciałby to wszystko uczciwie wyjaśnić, ale… jak dotąd nie ma na to odpowiedniej ustawy! A każdy wie, że w państwie tak praworządnym, jak to rządzone przez pana premiera, być uczciwym bez ustawy, to jak samemu prosić się o poranną wizytę funkcjonariuszy prokuratora Ziobry.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Mariasmętek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
smętek
smętek

W kraju demokratycznym a nie autokratycznym Pinokio leciałby i prosił siłę wyższą o włączenie hamulców. W naszej Ojczyźnie, zawłaszczonej przez ludzi pozbawionych zasad moralnych i etycznych, „Wszystkie zwierzęta są sobie równe ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych” (G.Orwell Folwark zwierzęcy)

Maria
Maria

Teraz czeka na ustawe, a kupujac czekal na glupote polakow i myslal, ze mu sie to wszystko uda.