To nie jest skomplikowane

To nie jest skomplikowane

Pomysły czekają, wystarczy odkurzyć społeczną pamięć z czasów pierwszej, tej szlachetnej „Solidarności”.

Dowiedziałem się właśnie, że pewien mój znajomy podjął pracę w kancelarii pana prezydenta. Muszę przyznać, że jeszcze niecałe dwa lata temu, tuż po wyborach wygranych przez Andrzeja Dudę, przyjąłbym tę wiadomość bez emocji. Nie był on moim kandydatem, ale uważałem, że dobrych relacji z bliźnimi nie może naruszać coś tak nieistotnego, jak rozmaicie wypełnione karty do głosowania. Ale dwadzieścia miesięcy później mam pana prezydenta za osobę, winną co najmniej kilkakrotnego złamania Konstytucji RP. Przyjmowanie propozycji od takiego pracodawcy oznacza, moim zdaniem, opowiedzenie się po jednej stronie ostrego konfliktu nie tyle nawet politycznego, co moralnego. Dlatego mój znajomy nie usłyszał i nie usłyszy ode mnie gratulacji. Jedyne, co mogłem dla niego zrobić, to milczeć – wyjście relatywnie uprzejme, zważywszy, co o nim pomyślałem.

Tego typu reakcja – spróbuję na chwilę spojrzeć na siebie z zewnątrz – jest być może, bardzo „być może”, jedynie efektem zacietrzewienia. Bardziej niepokoi mnie inny odruch, na którym się złapałem. Otóż śledzę reakcje opinii publicznej na kolejne pomysły obozu rządzącego: na prezydencki projekt ustaw o Sądzie Najwyższym i o KRS, na rządowy projekt ustawy o Narodowym Instytucie Wolności, na zapowiadaną od kilku miesięcy akcję „repolonizacji” mediów prywatnych… Listy otwarte, akcje protestacyjne w tych sprawach są przecież potrzebne i powinienem je gorąco popierać. Ale robię to z coraz mniejszym sercem.

Nie, nie chodzi chyba o poczucie bezradności, choć PiS rzeczywiście wykazał, że przy zachowaniu fasadowej demokracji można na wszelką krytykę reagować lekceważeniem i butą, już to posądzając jej autorów o niskie pobudki, z użyciem starej jak świat insynuacji, że zostali opłaceni przez demoniczną Zagranicę, już to kwestionując ich kompetencje, już to wreszcie wzruszając ramionami: żaden consens, ani tym mniej pokój społeczny nie jest nam potrzebny, robimy co chcemy i możecie nam… skoczyć. Ponieważ trudno sobie wyobrazić, by zwolennicy obecnego rządu życzyli sobie, by jakakolwiek inna partia stosowała w przyszłości wobec nich tę samą strategię, łączy się to z oczywistym planem nieoddania władzy już nigdy, nawet jeśli szczegóły tego planu pozostają dla nas, jak dotąd, niejasne. Ale moja rezerwa wobec obecnych protestów wynika z czegoś innego.

Nim wyjaśnię, w czym rzecz, odrzućmy jeszcze jedno wyjaśnienie. Mówi się często, że obezwładniająco działa na nas zła kondycja partii opozycyjnych. W istocie, choć znalazłoby się w nich kilka, a może nawet kilkanaście osób, którym pod pewnymi warunkami skłonny byłbym ostrożnie zaufać, opozycja z jej obecnymi liderami prezentuje się mizernie. Gdyby nie chodziło także o moje życie, z rozbawieniem stwierdziłbym, że daje się przez prezesa Kaczyńskiego ogrywać jak grupka dzieci. Wizerunkowym szczytem wszystkiego było przyjęcie jednogłośnie uchwały Sejmu, oddającej hołd Narodowym Siłom Zbrojnym – widoczny efekt niedokształcenia pań posłanek i panów posłów, którzy zapewne dopiero po fakcie dowiedzieli się od historyków, że NSZ występowała przeciw rządowi na uchodźctwie, a wiele jej oddziałów kolaborowało z Niemcami i, niestety, uczestniczyło w Zagładzie (co nie przeczy osobistej szlachetności tych żołnierzy NSZ, którzy podobnymi uczynkami się nie splamili). Ale moja rezerwa wobec protestów również i nie w słabości opozycji ma swoje źródło.

Zasadniczy problem przedstawia się następująco: kiedy mam wyrazić dezaprobatę dla demontażu sądów albo zdławienia niezależnych mediów, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że krytykując te szczegółowe posunięcia, sugeruję istnienie jakichś innych, które dają się zaaprobować. Tymczasem z tygodnia na tydzień władza PiS coraz wyraźniej jawi mi się jako systemowa, całościowa katastrofa, w stosunku do której rozprawa z sądami czy mediami, idiotyczne posunięcia w polityce międzynarodowej, życzliwe słowa pani premier na temat ruchu antyszczepionkowego czy niszczenie Puszczy Białowieskiej stanowią jedynie podprzypadki, rozmaitego – to prawda – ciężaru gatunkowego, ale jako takie niemal nie warte uwagi. Nie chodzi o to, żeby ocalić przed PiS-em ten czy inny składnik ładu demokratycznego, który staraliśmy się przez ćwierć wieku budować – chodzi o to, żeby przebudować społeczeństwo od wewnątrz, przeciwdziałając postawom, które zwycięstwo PiS umożliwiły. A potem odsunąć tę partię od władzy.

Oczywiście, zważywszy na to, iloma sprawami dziennie zajmuje się Urząd Rady Ministrów i podległe mu instytucje, wolno z pewnym prawdopodobieństwem przyjąć, że jakiś procent podejmowanych przez władze decyzji to decyzje trafne. Niektórzy twierdzą, że należy do nich wprowadzenie w życie programu 500+. Inni krytykują go, ponieważ w ośrodkach wczasowych, które zdążyli polubić, zrobiło się nagle tłoczno („Panie Boże, strzeż mnie od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę”). Istotna kwestia objawi się, jak sądzę, w ciągu najbliższych lat: wiele wskazuje na to, że ten rzeczywiście szlachetny pomysł jest ponad możliwości polskiej gospodarki i niebawem obudzimy się w realiach ekonomicznych z czasów późnego Gierka, z kredytami, których państwo nie jest w stanie spłacić. Ale nawet jeśli w tym punkcie się mylę – a naprawdę chciałbym – system polityczny, który krok po kroku montuje nam w kraju Prawo i Sprawiedliwość, jest zły fundamentalnie, i takie czy inne, słuszne, czy też mniej od innych niesłuszne posunięcia tego nie zmieniają. W mediach publicznych mamy propagandę zamiast informacji – słynne „paski” w Wiadomościach TVP 1 będzie się kiedyś oglądało z niedowierzaniem, jak artykuły w „Trybunie Ludu” z czasów Gomułki, a może nawet Bieruta – w polityce zagranicznej mamy postępującą samoizolację, w zarządzaniu mamy festiwal nieudaczników i promowanie krewnych-i-znajomych-Królika na niespotykaną dotąd miarę (choć konkurencja spora), mamy destrukcję trójpodziału władz, uzależnianie od władzy organizacji pozarządowych, zdemontowany system edukacyjny, szczucie na siebie ludzi podniesione do rangi ideologii państwowej i osłabioną obronność kraju. To już nie jest seria nieszczęśliwych posunięć, wymieszana z posunięciami roztropnymi. To jest systemowa patologia, w stosunku do której zwyczajne, przewidziane demokracją działania nie wystarczają. I zresztą nie mogą wystarczać, skoro władza traktuje demokrację jako pusty, niewarty praktykowania slogan.

Z tych ostatnich dwóch zdań muszę się wytłumaczyć, zdaję sobie bowiem sprawę, że wniosek, który można by na ich podstawie wyciągnąć, byłby w najwyższym stopniu toksyczny. Zanim jednak to zrobię, muszę uprzedzić nasuwające się podejrzenie. Otóż nie jest tak – mimo propagandowych gotowców, w które gotowa jest wierzyć dzisiaj część Polaków – że pisze to wszystko człowiek fundamentalnie i od początku wrogi PiS-owi. Jakkolwiek cytowanie samego siebie nie jest zbyt zręczne, pozwolę sobie przytoczyć słowa, którymi kwitowałem na swoim blogu zwycięstwo PiS-u w wyborach parlamentarnych w 2005 roku. Kilka miesięcy później (po przerwie wywołanej awarią serwera) pisałem tak: „Histeria, jakiej przejawy zaczęli zdradzać entuzjaści partii, na którą głosowałem, jak i entuzjaści PiS-u („co to będzie, jak wygrają ci drudzy! Groza!”), wydawała mi się idiotyczna. Również teraz żywiołowa niechęć, jaką wielu moich znajomych wyraża wobec prezydenta Kaczyńskiego oraz rządu Marcinkiewicza, znajduje we mnie, że tak to oględnie nazwę, bardzo niewielki odzew. Zwłaszcza, że nie pamiętam, żeby z równą częstotliwością przeklinali innych dostojników, którzy mieli okazję w minionym piętnastoleciu stać na czele państwa… (…) Krótko mówiąc: obecnym władzom przyglądam się z rezerwą, ale bez zacietrzewienia”.

I jeszcze kilka tygodni później: – „W objęciu władzy przez PiS nie widziałem – inaczej, niż wielu moich znajomych – żadnej narodowej katastrofy. Strategiczne cele partii Kaczyńskich nawet trafiały mi do przekonania [!!! – nie wierzę, że to wtedy napisałem]. Teraz już jestem tylko na nich zły, co wydaje mi się symptomatyczne: umiejętność robienia sobie wrogów z potencjalnych stronników została opanowana przez ludzi, których poglądy sytuują się na prawo ode mnie, w stopniu celującym”.

No, ale też właśnie: jeśli wówczas umiejętność robienia sobie wrogów przez PiS oceniałem na szóstkę, to jedenaście lat później skończyła mi się skala ocen.

Tylko co z tego wynika? Skoro stwierdzam, że do zwalczenia obecnych władz nie wystarczają działania, przewidziane przez demokrację, to przecież – ja także to widzę – wygląda na to, jakbym był o włos od akceptowania aktów terroru. A przecież nie! To klimat współczesności sprawia, że jeśli konstatujemy, iż demokratyczne formy przeciwstawiania się władzy nie wystarczają, zaraz przychodzi nam na myśl grupa Baader-Meinhof albo Hamas. Tymczasem dawno temu, a mianowicie w latach osiemdziesiątych XX wieku, byliśmy w gorszej sytuacji. No, pod pewnymi względami w lepszej, gdyż propaganda Jaruzelskiego nie znajdowała odzewu w społeczeństwie – w tym sensie zresztą, jak mi na to zwrócił uwagę pewien historyk, nie był to system totalitarny, w którym z definicji ideologia przyjmowana jest z aprobatą przez część obywateli. Ale sprawa wydawała się jednak beznadziejna, gdyż, jak myśleliśmy, władzy nie sposób było obalić bez wejścia na drogę beznadziejnego konfliktu z ZSRR. Co szczęśliwie okazało się w końcu nieprawdą.

Otóż w tamtych odległych czasach również nie dysponowaliśmy demokratycznymi środkami do przeciwstawiania się władzy. Oczywiste były jednak, rozpowszechnione w czasach pierwszej, tej szlachetnej „Solidarności”, ideały oporu bez przemocy. Jednoznaczne mówienie „nie”, bez względu na koszta własne. Demonstracje – jak najliczniejsze, tak, jak dotąd, pokojowe. Ostracyzm wobec ludzi, wysługujących się reżimowi (bo dziś już trudno to inaczej nazwać). Niezależne działania edukacyjne. Jeszcze raz, wersalikami: NIEZALEŻNE DZIAŁANIA EDUKACYJNE. W dobie internetu wszystko jest prostsze. Pomysły czekają, wystarczy odkurzyć społeczną pamięć.

Jerzy Sosnowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

25 komentarzy do "To nie jest skomplikowane"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Andrzej

Myślę, że jedynie przez internet możemy dokonać czegoś na miarę czasów – odsunąć PIS od władzy.

Samocha

Sam internet…………?

Marek
Ja wręcz przeciwnie Panie Andrzeju, ja myślę że jedynie przez masowe protesty na wielka skalę w całym kraju możemy odsunąć pis od władzy, bo wydaje mi się że tylko zmasowanych protestów jakie miały miejsca w latach pierwszej Solidarności pod kierownictwem Pana Wałęsy boi się Kaczyński, żadne inne sposoby nie robią na nim najmniejszego wrażenia, a władzy za wszelką cenę nie będzie chciał oddać, bo wie czym to się może dla niego i jego ekipy skończyć Trybunałem Stanu i więzieniem i dla tego jak te 60% jeszcze trzeźwo myślącemu społeczeństwu puszczą nerwy to może dojść w kraju do bardzo nie ciekawych… Czytaj więcej »
smętek

Potencjalni protestujący muszą poznać nowe perspektywy i chcieć wcielić je w życie. Nie będzie masowych protestów dla samych protestów. Opozycja musi sensownie przebijać te500 plus inne socjale bo przez samo mówienie pisuary nas niewolą niczego nie osiągnie.

jacek

A po obecnie protestujących przyjdą następni protestujący, którzy umiejętnie przebiją te umiejętne przebicia… i tak kół Macieju aż dojedziemy do Grecji.

Samocha

Zgadzam się. Tym bardziej, że trudno tutaj mówić powtórce z komuny. Raczej, nazywając rzeczy po imieniu, jesteśmy świadkami rodzącego się państwa faszystowskiego. Naszego państwa. Kto się na to zgadza?!

jacek

(…)To klimat współczesności sprawia, że jeśli konstatujemy, iż demokratyczne formy przeciwstawiania się władzy nie wystarczają, zaraz przychodzi nam na myśl grupa Baader-Meinhof albo Hamas(…)
Dlaczego od razu terroryści? A Majdan to mało, żeby wywołać rewolucję godności?

Gekon

Wiesz, czym był Majdan?

jacek

Zapewne mnie oświecisz… Ale daj mi jeną próbę zgadnięcia co masz na myśli:
Majdan to pucz sprowokowany przez CIA i finansowany przez Sorosa.

gekon

Dlaczego tak uważasz?

jacek

Bo taka jest najnowsza teoria spiskowa, która wybija się w nazwie rzekomych puczy w Polsce, które określano jako ciamajan, co niektórzy korygują na C.I.A.Majdan.

magdalena

Tylko masowe wielotysięczne protesty z młodymi ludźmi powodują, że władza się cofa. Gdy wyprowadzą nas z UE, wobec demonstrantów użyją siły, na razie muszą się hamować. Musi być wiele wieców, gdzie mądrzy ludzie będą tłumaczyć społeczeństwu na czym polega totalitaryzm PIS, do czego oni dążą i jak się im przeciwstawiać, jak się organizować, ludzie tego nie potrafią. Opozycja milczy, żre się między sobą a PIS wprowadza system totalitarny. Tego chcecie? Żeby już zawsze rządziła nami kasta starych prymitywnych dziadów i babochłopów, która chce zrobić z nas niewolników. Obudźcie się zanim nie jest za późno.

jurek
Okupant, to słowo wydaje się adekwatne. Przychodzi, czy na pewno zgodnie z regułami demokratycznymi (oszustwa w deklaracjach wyborczych – Macierewicz, 500+ na każde dziecko; quasi koalicja występująca na jednej liście partyjnej – SN uważa (!), że to nie miało wpływu na wynik; poparcie z ambon – PKW ślepe), i zdobywa przewagę w sejmie, z poparciem 18% wyborców, Partia łamie bezprawnie Konstytucję już w pierwszym miesiącu sprawowania władzy. Ustanawia swoje prawa, po uważaniu wodza, zmienia ustrój państwa. Symboliczny terror trwa, to antycypuje terror prawdziwy. W wolnych ludziach zaczynają się dyskusje o państwie podziemnym – okupacja, kolaboracja, są takie pojęcia. Podziwiam Autora, że w 2005… Czytaj więcej »
Joanna R.

A co oznacza występ w TVP Kura-Kultura? Obawiam się, że odpowiedź może mieć klimat tłumaczeń Pani Prezes SN po wizycie u tegoż właśnie wielokrotnego „łamacza konstytucji”. A tak z drugiej strony, to na Warszawiakach ciąży szczególna odpowiedzialność za powstrzymywanie „Dobrej/Śmiertelnej Zmiany”.

smętek

Wy chodzisz z założenia, że zdecydowana większość mieszkańców Warszawy to posiadacze złotych kart do swoich kont bankowych i ich obowiązkiem jest walka o wolność Ojczyzny. My też musimy na własne utrzymanie pracować. Walka o wolność Polski to obowiązek nas wszystkich. W 1944 r. młodzi naiwni uwierzyli, że wywalczą wolność.

smętek

Zawodowy i towarzyski ostracyzm powinien spotykać osoby podejmujące współpracę z pisuarami na każdym poziomie władzy i zarządzania. Oficjalna opozycja powinna podjąć współpracę z ludźmi wiedzącymi jaki program antypisowski należy przedstawić. Jeśli będziemy tacy dobrze wychowani, układni i kulturalni, to będziemy grzęźli po uszy.

Marek
A tak na poważnie to tego kraju jakim był jeszcze dwa lata temu już nie ma i prawdopodobnie tak szybko nie będzie, sprzedaliście ten kraj choremu psychicznie człowiekowi za 500+ i konsekwencje tego będą odczuwać jeszcze wasze dzieci albo i nawet wnuki, głupota naszych rodaków nie zna granic, można jeszcze było zrozumieć czasy poprzedniej komuny, bo byliśmy pod zaborem Radzieckim i cala władza był a w Moskwie, ale dzisiaj sami sobie gotujemy taki sam los jak za czasów PRL-u i to na własne życzenie, oj ludzie ludzie gdzie wy macie rozum że widzicie co wyrabia z wami i z całym… Czytaj więcej »
jacek

Wiesz jak czasami się kończą takie zabawy? Sprawdź w Googlu hasło: Sprawa Karosa.

Marek

Jak się kończą takie zabawy to doskonale wiem, wielokrotnie widziałem na własne oczy i jako nie pełno letni i jako już dorosły nawet i w wojsku, takie były czasy i trzeba się było z nimi pogodzić jak ktoś był wrogiem dyktatury tak jak ja do tej pory, nie miał innego wyjścia sam osobiście byłem potrącony przez sukę i ledwo co udało mi się nie być rozjechanym, nie przyszło by mi nawet do głowy w tedy że po wywalczeniu wolności za 500+ ludzie ja sprzedadzą, żałosny jest ten nasz Polski naród bardzo żałosny nic poszanowania dla wolności i demokracji.

jacek

Tylko nie rozumiem tego beztroskiego z tonu z jakim opowiadasz co wtedy „się wyprawiało”…
A co do sprawy Karosa to ona zamknęła za sobą ofiarę śmiertelną, która mogła łatwo pociągnąć kolejne ofiary, jako że Karos był w stanie wojennym funkcjonariuszem MO (nie, nie związany z aparatem represji), a zatem kara śmierci dla sprawców oraz prowodyrów działalności, która doprowadziła do tej tragedii, byłaby czymś naturalnym.

George

To przy okazji przypomnij nam ilu niewinnych Niemców zginęło podczas bombardowania Drezna….

jacek

Cudze zbrodnie wojenne nie usprawiedliwiają „naszych”.

Samocha

Prorsus!

George

Najlepiej ilustrują specyfikę tego narodu rozbiory. Bez jednego wystrzału daliśmy sobie kraj odebrać. A później przez 120 lat bylo czytanie wierszy i innych rymowanek po domach. Oto Polska właśnie…

Logistyk

Czasy egalitaryzmu w Polsce definitywnie się skończyły i niniejszym oświadczam, że już nigdy nie wezmę „na stopa” żadnego przydrożnego stacza, bo to elektorat schizofrenicznego starca i jego szajki.

wpDiscuz