Trudna sprawa z tymi grzechami

Trudna sprawa z tymi grzechami

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone. Którym grzechy zatrzymacie, są im zatrzymane” /por. J 20, 19 – 23 /.

Jest pośród ludzi grupa doskonałych, nieskalanych, wybitnych i nieposzlakowanych. Żeby nie było wątpliwości, nie utożsamiam tych przeczystych i najmądrzejszych ani z żadnym konkretnym narodem, z jakąś grupą religijną, szkołą filozoficzną czy choćby z którąś redakcją. Nie jest to zbyt liczna grupa i zapewne na tym również opiera się wyjątkowość przynależących do niej. Dwie zaś są drogi wiodące do tego elitarnego grona. Jedni sami się kreują jako mędrcy nad mędrcami, ludzie o wzroku niebywale przenikliwym i posiadacze niedostępnej innym wiedzy na tematy wszelakie. Wystarczy obejrzeć autopromocję pewnego namiestnika Chrystusa Króla Polski i jego małżonki. Innych zaś do grona wybitnych delegują zapatrzeni w nich zwolennicy i wyznawcy. Tu warto wspomnieć prezesa i jego klakierów. Taki swoisty areligijny panteon.

Jeśli istnieje jakieś elitarne grono, to znajdzie się z pewnością, i to zapewne całkiem liczna, gromadka krytyków i poszukiwaczy skazy na takich kryształach. Ci szperacze również mogą się wywodzić z dwóch bardzo różnych plemion. Jedno z nich to plemię dociekliwych i niestrudzonych badaczy i obserwatorów. Takich dłubków nieustannych. Ci drążyć będą każdą wątpliwość i niejasność, wszechstronnie badać osiągnięcia i potknięcia pomnikowych postaci. Drugie plemię to trudna do policzenia nacja czepialskich malkontentów. Ci zaś, zazwyczaj słabo wyedukowani i mało lotni, gotowi każdej i każdemu przykleić śmierdzącą łatkę. Nawet zupełnie bez powodu. Dlaczego? No bo tak. Ci znieść nie mogą istnienia kogoś lepszego od nich. Już oni każdego świętego, wybitnego, geniusza, dobrodzieja, bezinteresownego filantropa, mistrza czy nawet anioła w ludzkiej skórze oplują, zdezawuują, przyprawią mu rogi i racice, a nawet wynajdą takiemu bruzdę dotykową.

Ale oba te grona, wyznawców i krytyków, to zaledwie wąziutki margines naszej przeogromnej zbiorowości nazywanej górnolotnie ludzkością. Jest szarych ludzi nieskończenie więcej, niż emerytowanych zbawców i ich tropicieli. Ta ogromna większość nie pretenduje do roli guru, znawców każdego zagadnienia, odkrywców i wzorców cnót wszelakich. To ludzie świadomi własnej niedoskonałości, kruchości, słabości i niewystarczalności. Zdarzają się nam dalekosiężne plany, a nawet fantastyczne marzenia. Bywa, że śnimy o cudownej przyjaźni, pasjonującej wyprawie, uszczęśliwiającym nas i innych odkryciu, czy choćby o docenieniu naszego trudu czy osoby. Ale potem zazwyczaj szybko przychodzi przebudzenie i odzierający z tamtych złudzeń powrót do codzienności. Codzienności pełnej nocy i dni, trosk i zmęczenia, spotkań i rozstań, oczarowań i rozczarowań. Codzienności pełnej skutków naszych własnych błędów, zaniechań, przeoczeń, niedoróbek, małych i większych kłamstw, złamanych obietnic, nieuczciwości, niespełnionych zobowiązań… A gdy do tych własnych dołożymy podobny życiowy balast niesiony przez ludzi nam bliskich i bardzo bliskich. A gdy sobie uświadomimy takie zadry pozostawione przez naszych przodków. A jeszcze do tego świadome i dobrowolne konsekwencje decyzji znajomych, sąsiadów, współpracowników i konkurentów, bezinteresownych wrogów i nieprzyjaciół. Gąszcz, plątanina, gruzowisko, pole minowe. W religijnych systemach taki stan zwykliśmy nazywać skutkiem grzechów.

Próbowała sobie ludzkość z tym stanem jakoś radzić. Od początków nie było łatwo. Starotestamentalny Lamek rzekł: „gotów jestem zabić dorosłego jeśli mnie zrani, a nawet dziecko gdyby nabiło mi sińca„. Historia potwierdza, że praprzodkowie nie rzucali takich słów na wiatr. Potem trochę nad tą gwałtowną reakcją na cudze grzechy popracowano i pojawiło się prawo talionu – „oko za oko i ząb za ząb„. Ciągle jednak za obrazę uczuć religijnych można było, a nawet należało, winowajcę ukamienować albo spalić. Po wiekach takich zabiegów posyła Stwórca swego Jedynego Syna na ten grzeszny świat i próbuje zaprowadzić nowe porządki pośród stworzeń. Teoretycznie to się chyba nawet udało. Trudno dziś w nauczaniu Jezusa szukać uzasadnienia kary śmierci, tortur, czy choćby utworzenia ośrodka w Gostyninie. Nauczyciel z Nazaretu grzech nazywa po imieniu, ale z grzesznikami się brata. Pokazuje dalekosiężne skutki ludzkiej nieprawości, ale hojny jest w przebaczaniu. Trudno Jezusa nazwać zwolennikiem wojny sprawiedliwej czy patronem dyktatorów. W zmaganiu z ludzkim grzechem konsekwentnie odwołuje się do zapowiedzi proroków i zdaje się prostą drogą podążać ku Golgocie. „On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy”. Zaś z wysokości krzyża zostawia nam niezwykłe dziedzictwo. Modli się do Ojca – „przebacz im, bo nie wiedzą co czynią„.

Gdyby to było takie proste, to nie byłoby takie skomplikowane. Po tamtych wydarzeniach na Golgocie zapewne i Jezus, i Lamek znaleźli wielu naśladowców. Co gorsza, wielu ludzi Kościoła, nie czekając na Sąd Ostateczny i boską sprawiedliwość, okrutnie karało grzeszników jakoby w imię boże. Niby i to przewidział Jezus na długo przed swoim odejściem do Ojca. „Nadejdą czasy, gdy ten, kto zabija, będzie uważał, że Bogu cześć oddaje”. Ale głosił niestrudzenie – „nie chce Bóg śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i znalazł życie„.

Przychodzi więc „zmartwychwstały Jezus wieczorem, owego pierwszego dnia tygodnia” do zalęknionych, zamkniętych na głucho, milczących i zagubionych uczniów. Nie przychodzi ich pocieszać. Nie obiecuje gruszek na wierzbie i kardynalskich godności. Nie zabiera ze sobą do Domu Ojca nikogo, poza zbójem ukrzyżowanym nieopodal. On posyła ich do grzeszników. Do ludzi dźwigających brzemię winy. „Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie prawo chrystusowe„.

Ale przecież oni tego przykazania nie udźwigną. Oni się boją nie tylko Żydów. Oni się uginają pod ciężarem własnej słabości. Zmartwychwstały każe im się zmierzyć z cudzymi grzechami, gdy oni nie radzą sobie z własnymi. Rzekł więc do nich – „Weźmijcie Ducha Świętego„. Tak, to prawda. Kto nie ma ducha bożego, ten niech ludziom w sumieniach nie grzebie.

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Ks. Wojciech Lemański

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Rafapon
Rafapon
26 maja 2021 20:18

Drzwi były zamknięte przed żydami. A ci co siedzieli za tymi zamkniętymi drzwiami to nie byli żydzi?

Ewa
Ewa
26 maja 2021 21:27

Nie miałam okazji czytać przekazów ks. Lemańskiego. Żałuję…
„(…) Oni się uginają pod ciężarem własnej słabości. Zmartwychwstały każe im się zmierzyć z cudzymi grzechami, gdy oni nie radzą sobie z własnymi. Rzekł więc do nich – „Weźmijcie Ducha Świętego„. Tak, to prawda. Kto nie ma ducha bożego, ten niech ludziom w sumieniach nie grzebie.”
Czy trzeba cokolwiek więcej dopowiadać?

HerodAntypis
HerodAntypis
27 maja 2021 00:36

Całkiem niedawno Zbyszek postulował, aby nie dać się zwieść pozornie przyzwoitym ksiendzom czy takim katolickim publicystom i tępić wszystkich bez wyjątku.
No i proszę, nożyce się odezwały. „Dobry” ksionc przemyca nam tu dobrze zawoalowany mit o nadaniu klechom przez Jezusa mocy i monopolu na odpuszczanie grzechów: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone. Którym grzechy zatrzymacie, są im zatrzymane”
Powszechnie znane są zdania typu „nigdy ci tego nie wybaczę” czy ” nigdy wam tego nie zapomnę”. I to są właśnie adresaci słów Jezusa. Dopóki ktoś nosi w sercu urazę do kogoś, dopóty ten tzw grzech nad tym kimś wisi i nawet tysiąc spowiedzi tego nie załatwi. Dlatego ważniejsze jest wybaczanie niż łażenie do podejrzanego typa w toi toiu. Teraz odpuszczanie grzechów przychodzi czarnuchom stosunkowo łatwo, ale kiedyś trzeba było za odpust zapłacić, i to niewąsko.
Z drugiej strony wcale się nie dziwię katolom, że podejmują tę grę pozorów. Nakwasi taki typ, idzie do konfesjonału jak do kibla, wydala z siebie rozmaite grzeszki, staje się uprawniony do spożycia ciasteczka, które gładzi wszystkie grzechy świata i ma wyzerowany licznik. Strasznie to prymitywne i dziwię się, że ludzie wciąż dają się na to nabierać.

Jacek Doliński
Jacek Doliński
27 maja 2021 10:57
Reply to  HerodAntypis

Ja znam bardzo głęboko wierzącą panią stanu wolnego, obdarzoną w młodości dużym temperamentem. Znana była z tego, że zawsze po nocy spędzonej z facetem wstawała raniutko, żeby zdążyć do kościoła na poranną mszę, podczas której spowiadała się i przystępowała do komunii.

antyuzurpator
antyuzurpator
27 maja 2021 14:49

No, to spowiednicy z tego kościoła chyba ustawiali się w kolejce, żeby ją „przesłuchać”.

Inna
Inna
28 maja 2021 06:30

Nie wiem po co tutaj ta katecheza.
Wyleczyłam się z KK dość dawno temu i nie zamierzam więcej chorować, tym razem już na własne życzenie, jako że zyskałam świadomość czym jest ta instytucja, podobnie jak inne tego typu i na jakie manowce prowadzi. Nie mam też problemu z grzechami. Nauka przecież wyjaśnia ludzkie zachowanie i również je, w razie potrzeby, pomaga je leczyć. Problemem jest niestety zbyt niski nakład środków w tym kierunku i żałuję, że marnuje się ogromne kwoty z publicznych pieniędzy na różne czary-mary kościelnych zaklinaczy, którzy bez skrupułów ogłupiają społeczeństwo.
Autor jest jednym z nich, mimo, że wydaje się być bardziej uczciwy od dwóch kolegów po fachu, ale to i tak niczego nie zmienia w moim nastawieniu do religii i panów wkładających ludziom banialuki do głów po to, by potem czerpać z tego zyski.