Trzeba znacjonalizować pasztetową

Trzeba znacjonalizować pasztetową

PiS i skrajna lewica mają podobne pomysły na zbawienie Polski.

W licytacji pomiędzy obozami Adriana Zandberga i Jarosława Kaczyńskiego na najbardziej szkodliwe pomysły nacjonalizacyjne górą chwilowo jest ten ostatni. „Będzie sieć państwowych sklepów spożywczych” – zapowiedział wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń, dodając, że państwo, które już buduje holding w produkcji i przetwórstwie rolnym, chce wejść także na rynek sprzedaży, aby być obecnym w całym cyklu produkcyjnym i zaopatrzeniowym „od pola do stołu”.

 

Lewica na zmianę z prawicą od dawna kwestionują rynek i własność prywatną, czyli konstytucyjne podstawy gospodarczego ustroju Polski. Zdaniem piewców nacjonalizacji własność stała się „fetyszem”, któremu należy się przeciwstawić. Domagają się więc, by to władza budowała i wynajmowała ludziom mieszkania, by leczyła ich w państwowej służbie zdrowia (rząd PiS zdelegalizował nawet niepaństwowe karetki pogotowia), niektórzy przebąkują o „szkodliwości” prywatnej oświaty – na razie jeszcze półgębkiem, ale jeśli uda się oswoić opinię publiczną z tym pomysłem, hasło niewątpliwie zostanie oficjalnie wpisane na sztandary.

Prawo i Sprawiedliwość sprawuje władzę, więc nie ogranicza się do gadania, lecz działa – nacjonalizuje banki, firmy energetyczne, zapowiada budowę holdingu hotelarskiego, chce „repolonizować” media… Jednak pomysł, by rząd produkował i sprzedawał narodowi pasztetówkę jest rekordem absurdu, który trudno będzie pobić.

PiS chce, by kierowane przezeń państwo było obecne w życiu obywateli od pola do stołu, od łóżka do izby porodowej (ma się rozumieć w państwowym szpitalu, z krucyfiksem na ścianie), od przedszkola do pierwszej komunii i od Marszu Niepodległości do wiecu pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. Państwo ma obywatela, czy raczej poddanego, wychowywać, kształcić, zatrudniać, zaopatrywać w artykuły pierwszej i drugiej potrzeby, regulować jego tryb życia, decydować, w które dni ma robić zakupy itd.

Ten model ustrojowy Polacy przerabiali w drugiej połowie XX wieku i odrzucili go w 1989 r. – wydawało się, że na zawsze. Przypomnijmy, że nosi on miano „totalitaryzmu”, bowiem zakłada totalne podporządkowanie jednostek państwu. Dziś ten termin kojarzy się głównie z gułagiem, masowymi mordami i ubeckimi katowniami. Niesłusznie. Istotą totalitaryzmu nie jest krwawy terror, lecz totalne ubezwłasnowolnienie ludzi, pozbawienie ich jakiejkolwiek autonomii i poddanie ich nadzorowi państwa we wszystkich sferach ich życia. Krwawa przemoc może temu towarzyszyć (zwłaszcza gdy poddani się buntują), ale wcale nie musi. Państwo totalitarne może przybierać pozę dobrotliwego „opiekuna”.

Oddajmy sprawiedliwość radykalnej lewicy spod znaku Partii Razem i innych podobnych ugrupowań: jej ideolodzy i aktywiści nie mają zamiaru ubezwłasnowolniać ludzi ani nie chcą pozbawiać ich wolności. Pod tym względem różnią się od polityków pisowskiej prawicy. Naprawdę, z dziecięcą naiwnością wierzą, że szkodliwe recepty nacjonalizacyjne tym razem okażą się godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Są przekonani, że postulując w istocie to samo, co w sferze gospodarczej robi PiS, a niegdyś PZPR, osiągną całkiem inne rezultaty.

To wynik ignorowania ważnego wcześniejszego doświadczenia, a mianowicie – że całe pokolenia ludzi światłych i szlachetnych poszukiwały kamienia filozoficznego o nazwie „socjalizm z ludzką twarzą” – i nie zdołały go znaleźć. Zamiast tego odkryły prawdę, która – wydawało się – na trwałe wejdzie do kanonu wiedzy powszechnej: że „opieka” wszechwładnego i wszechwiedzącego państwa jest śmiertelnym zagrożeniem dla obywateli i że najlepszym zabezpieczeniem wolności jest ograniczenie wpływów tego państwa oraz kontrolowanie władzy za pomocą prawa i niezależnych od niej instytucji oraz wyposażenie jednostek w autonomię opartą m.in. na własności.

 

Doktrynerska, radykalna część lewicy najwyraźniej nie przyswoiła sobie tej wiedzy. Nie zraża jej nawet fakt, że praktyka rządów PiS dostarcza niezbitych dowodów na szkodliwość jej pomysłów. Przez kilka ostatnich lat jednym z jej sztandarowych haseł było przeciwdziałanie tzw. wykluczeniu transportowemu poprzez uruchamianie i utrzymywanie przez państwo linii kolejowych oraz autobusowych. Postulat ten – podobnie jak wiele innych haseł – pozornie brzmi dobrze. Jednak właśnie wyszło na jaw, czym może grozić: konduktorzy PKP Intercity w całej Polsce dostali od szefostwa polecenie, że mają donosić o pasażerach jadących na protest przedsiębiorców w Warszawie. I co, nadal marzycie o państwowych pociągach?

Gdy wyobrażam sobie Polskę, w której wcielono takie idee w życie, widzę swoje dzieci żyjące w mieszkaniach wynajętych od władz i jadące państwowym autobusem do państwowego sklepu po wyprodukowaną przez państwo pasztetową.

Po moim trupie.

Wojciech Maziarski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek Doliński
Jacek Doliński
30 maja 2020 21:11

Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o mięso z komercyjnego.
Ściskając w ręku kartki na cukier
Patrzeć jak partia ma wszystko w d…
(Trawestacja popularnego w latach 1979/80 przeboju, warta przypomnienia w związku
z nowym pomysłem PiS-u).

Predator
Predator
30 maja 2020 22:07

Śmiać się czy płakać, czy to jest jakieś fatum, czy ten naród dosłownie oszalał i pozwala żeby ten popapraniec z Żoliborza zrobił z tego kraju drugą białoruś?? Jak się obudzą z ręką w nocniku to będzie już za późno..

smętek
smętek
31 maja 2020 12:00
Reply to  Predator

Patrząc na to co się dzieje, to chyba tylko nocnik z fekaliami na głowach wyznawców pisuarów może ich wytrącić z tego transu.

Andrzej
Andrzej
31 maja 2020 09:13

I po co to było,tyle lat walki w komunizmem i wystarczyło 5 lat aże3by6 wrócić do punktu wyjścia.

Marek
Marek
31 maja 2020 15:57

Myślę że większym absurem od państwowej produkcji paszetówki jest państwowa produkcja papieru toaletowego, Ci którzy mają 50-60 lat doskonale to pamiętają, Po papier toaletowy , za komuny, usywaialy się tasiemcowe kolejki a sprzedawali go tylko po 10 rolek, i szczęsliwy nabywca mógł obwesic sie rolkami na sznurku. Potem było jeszcze gorzej bo mozna było kupić papier toaletowy jak do punktu skupu odstawiło się makulaturę. Nie pamięam ile rolek dostawało sie za kg makulatury ale pamię tam że kazda gazeta lądowała w worku i do skupu.
Najsmieszniejsze w tym było to żeżeby zdobyć makulaturę trzeba było kupować gazety. Co niektórzy pamiętaja jakie były to gazety, taki propagandowy smieć. Oczami wyobraźni juz widzę jak powstaje” polski holding papieru toaletowego” jak uruchamia się punkty skupu makulatury jak obowiazkowa staje się prenumerata „gazety polskiej codziennie” zeby zamienić ja na upragniony papier toaletowy……. Z rozrzewnienia łza w oku się kręci.. i znowu bdziemy budować SOCJALIZM!.

Chermes
Chermes
31 maja 2020 17:30

Raczej bym się tymi planami zbytnio nie przejmował. Przecież w miesiąc po otwarciu, w tych państwowych sklepach będzie można nabyć jedynie ocet i liście laurowe, jak to już w PRL przerabialiśmy.
No, może jeszcze nieco koniny, z Janowa Podlaskiego, gdy władze, z powodu rosnących strat finansowych, podejmą decyzję o ostatecznej likwidacji stadniny. 🙂

Rafal
Rafal
1 czerwca 2020 10:30

Zawodowo zajmuję sie żywnością od prawie 23 lat. Mogę powiedzieć że znam rynek i jego ewolucję od tego czasu. Co mogę powiedzieć to tyle, że to będzie piękna katastrofa. Wiem zapewne wiele osób powie, że to samo mówiono o Polskim Cukrze, a działa i radzi sobie całkiem nieźle. To prawda ale to fachowcy od cukru. Na bazie tej spółki nie zbuduje się koncenu gdy będzie tyle pokus polityczno-korupcyjnych i potencjału do rozgrywania swojego elektoratu, a polski rolnik nie bywa zadowolony.