Ukryta prawda

Do Sejmu trafiło zgłoszenie Komitetu Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej "Szczepimy, bo myślimy"

Internauci wyśmiewają konferencję „antyszczepionkowców”, której udzielił gościny Sejm Rzeczypospolitej. Niesłusznie. Bo wszak stając otworem przed zwolennikami teorii o związku między strzykawką pełną morderczych drobnoustrojów a epidemią autyzmu i innych nieszczęść umysłowych, nasz parlament stanął w awangardzie absolutnie nowatorskiego procesu, jakim jest „demokratyzacja” prawd wszelakich.

Jak z tym było do tej pory? Otóż było tak, że prawda, zwłaszcza ta opatrzona etykietą „naukowa”, była reglamentowana. Mało tego – zarządzając nią, czerpiąc z niej niezasłużone profity, a czasem nawet ukrywając przed zwyczajnymi ludźmi – prawdą ową dysponowała dotąd wąska kasta uprzywilejowanych wykształciuchów. Trzeba to sobie wreszcie powiedzieć otwarcie. Prawdę zawłaszczyły elity. Monopol naprawdę posiadła (nielegalnie, oczywiście) grupa kolesi z tytułami profesorskimi, którzy podstępnie zdominowali renomowane instytuty naukowe.

Na szczęście u nas, nad Wisłą, nowa ekipa zapoczątkowała jakże niezbędny i ze wszech miar sprawiedliwy proces demokratyzacji prawdy, by – w imię prawdy – zwrócić ją obywatelom, czyli prostemu ludowi.

Niby dlaczego jedna prawda miałaby być ważniejsza od drugiej? Czy, doprawdy, prawda profesorów prawa z UW jest rzeczywiście prawdziwsza od prawdy prokuratora Piotrowicza i pani magister Przyłębskiej? Prawda dendrologów z KE ważniejsza od prawdy ministra Szyszki? Prawda przewodniczącego Śniadka (ta o historii „Solidarności”) mniej prawdziwa, niż prawa tych wszystkich, którzy symbolem związku uczynili Lecha Wałęsę? Niby dlaczego, skoro wszak mamy demokrację?

A przecież, jak demokracja, to racja leży po stronie większości! I jako taką każdą, nawet najbardziej niewygodną dla mainstreamowych naukowców, historyków czy innych jajogłowych, „prawdę” większość ma pełne prawo po prostu przegłosować. Albo przynajmniej domagać się dla tej „prawdy” takiego samego uznania, jak dla innych prawd pozostających w obiegu naukowym. Bo w imię czego mielibyśmy dyskryminować czyjeś przekonania i opinie?

Dla porządku – brak formalnego wykształcenia nie powinien tu mieć nic do rzeczy. Bo wszak każdy ma w demokracji prawo głosu, a każdy głos liczy się dokładnie tak samo. Więc jeśli minister Macierewicz i jego komisja wierzą w bombę termobaryczną, to ich dobre prawo. A jeśli przekonają do tego większość obywateli, to „zamach” nabierze statusu prawdy. Wtedy niektórzy naprawdę pójdą za to do paki. I o to chodziło.

To zresztą jest kolejna obietnica wyborcza złożona już chwilę temu przez polityków „zmiany”. Prezes Jarosław zapowiedział przecież, że „nikt go nie przekona, że białe jest białe, a czarne czarne”. I co? I rzeczywiście, jego ekipa jest w tej kwestii tyleż niezłomna, co imponująco konsekwentna.

A teraz program przemiany białego w czarne drogą głosowania przechodzi właśnie do kolejnego etapu, bo już niedługo będzie obowiązywał powszechnie. Na początek w internecie, gdzie już wkrótce nastąpi pełna demokratyzacja poglądów.

Media upowszechniają właśnie projekt rządowy, który otworzy na prawdę (tę prawdziwą, a nie prawdę reglamentowaną przez elity z UW i Harvardu) szerokie rzesze użytkowników sieci. Po jego wdrożeniu każdy będzie mógł osobiście głosować, które wypowiedzi (a też fakty, teorie i hipotezy) zostaną ostatecznie uznane za prawdziwe, a które wykasowane z publicznego obiegu jako niezgodne z przekonaniem demokratycznej większości. I w ten sposób nareszcie skończymy z tyranią francuskiego (z pochodzenia) racjonalizmu i dyktaturą (greckiej) logiki.

Te obce nam z gruntu, zachodnie standardy mentalne dość już zresztą namieszały w głowach obywatelom Rzeczypospolitej, choćby zmuszając Naród do masowego ścinania kołtunów (od czego ludzie chorowali i padali jak muchy), a teraz do szczepień ochronnych, od których wzięła się epidemia autyzmu. Bo trzeba wiedzieć, że ten obśmiewany kołtun (plica Polonica) to była nasza suwerenna odpowiedź na owe szczepienia właśnie, a też na antybiotyki, antyseptykę i inne durne zachodnie wynalazki. U nas kołtun przez liczne stulecia chronił przed wszelkimi chorobami pokolenia Polaków. I komu to przeszkadzało? Zachodowi, oczywiście, i jego koncernom farmaceutycznym…

Cała ta ich pseudonauka nawet funta kłaków z polskiego kołtuna nie jest zresztą warta. Weźmy takie piorunochrony. Na Pomorzu, kto zamiast gromnicy w oknie miał odgromnik na dachu, temu nawałnica dokumentnie rozwaliła chałupę. Uratowały się tylko te obejścia, co zamiast zachodnich wynalazków miały za ochronę nasze rodzime, polskie kapliczki. Są na to świadkowie. Posłanka Szczypińska dała słowo, że sama widziała. A potem potwierdził to jeszcze w publicznym radiu osobiście redaktor Cejrowski!

Jak dowodzą powyższe przykłady, tę całą zachodnią naukę można sobie spokojnie między bajki włożyć. A ile da się przy tym zaoszczędzić na zeszytach i czesnym za niepotrzebne studia. I bez szkół każdy wie, że – na przykład – tak naprawdę, to Ziemia jest płaska jak naleśnik, a zdjęcia NASA z orbity to ściema. Suweren właśnie wstał z kolan i na stojąco nasza planeta wydaje się mu jeszcze bardziej płaska, niż z perspektywy na klęczkach. Więc już niedługo UW zorganizuje sympozjum obalające teorię heliocentryczną i – przy okazji – kwestionujące dokonania Mikołaja Kopernika (który tak naprawdę był Niemcem). Albo takie dinozaury. Może gdzie indziej żyły dawno, dawno temu, ale nasz Smok Wawelski ma równo dziesięć tysięcy lat i ani dnia więcej.

Natomiast co do szczepionek, to są z gruntu szkodliwe, bo taka jest w tej sprawie demokratyczna decyzja suwerena. Więc Sejm nie ma powodu, by utajniać antyszczepionkowe konferencje naukowe, których tezy są przecież zbieżne z aktualną opinią polskiej nauki w tej kwestii (i będą zbieżne dopóty, dopóki nauka jest finansowana z budżetu).

Zdemokratyzowana prawda może – w początkowej fazie realizacji projektu – narobić nieco kłopotu autorom reformy edukacji. Bo co, jeśli na przykład młodzież szkolna przegłosuje, że dwa plus dwa równa się pięćset plus?

Niektóre akademickie mędrki odrywane od uniwersyteckiego koryta (głównego nurtu, znaczy), choć bezbożne, w obronie „monopolu na prawdę” będą się pewnie powoływać na Józefa Tischnera i jego najprostszą ze wszystkich stworzonych dotąd klasyfikacji prawd. Tę, która stanowi, że istnieje „cała prawda, też prawda oraz g…o prawda”. Niechaj więc zapamiętają, że nie ma takiej „g…o prawdy”, której w ramach rozbijania monopolu wykształciuchów na wiedzę naukową i wymiany elit intelektualnych suweren nie mógłby teraz łatwo przegłosować.

Bożena Chlabicz-Polak
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Zgredzinka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zgredzinka
Zgredzinka

Jak zwykle cięta, inteligentna satyra.
Czytanie takich tekstów, to lek dla duszy i jedyny rarunek przed tą przygnębiającą rzeczywistością.