Urzędowe bezpieczeństwo, czyli strach się przestraszyć

Urzędowe bezpieczeństwo, czyli strach się przestraszyć

Mam wrażenie, że w obecnej Polsce poczucie bezpieczeństwa zdarza się tylko ludziom z niedostatkiem wyobraźni

PiS zdobył władzę pod hasłami praworządności, uczciwości i zapewnienia Polakom bezpieczeństwa. Pierwsza obietnica szybko okazała się nieporozumieniem, Polska pod panowaniem Kaczyńskiego jest dzisiaj co najwyżej prawa żądna. Co do przyzwoitości rządzących – codziennie przybywa przykładów ich arogancji i buty oraz pazerności żarłocznej szarańczy partyjnych nominatów, która obsiadła atrakcyjne stanowiska w administracji, spółkach skarbu państwa i nadzorowanych instytucjach.  A jeśli chodzi o trzecie zobowiązanie, PiS zaklina ponurą rzeczywistość i usiłuje urzędowo zadekretować swoją obietnicę zapewnienia Polakom bezpieczeństwa.

Za poprzedniej władzy groził nam najazd terrorystów przebranych za kobiety i dzieci. Za wschodnią granicą czaiły się tłumy zielonych ludzików z regularnej armii rosyjskiej, rozzuchwalonej strachliwą i służalczą polityką Tuska. W kraju rządziła mafia i „układy”. I nagle stał się cud. Ledwie w październiku 2015 PiS przejął rządy, a już po miesiącu premier Beata Szydło zapewniła, że Polacy mogą czuć się bezpiecznie, biorąc pod uwagę zaangażowanie i pracę naszych służb”.  Niedługo potem Mariusz Błaszczak zagroził, że dopóki rządzi PiS, Polscy mogą się czuć bezpiecznie, bo „my nie zgodzimy się na żadne kompromisy, które by spowodowały, że zagrożone będzie bezpieczeństwo”.  A później premier Morawiecki ogłosił wyniki jakichś badań, z których wynikało, że prawie 90% rodaków żyje już sobie spokojnie, bez jakiegokolwiek poczucia zagrożenia.

Czy Polacy czują się dzisiaj bezpiecznie? Czy sytuacja międzynarodowa, stan wojenny za wschodnią granicą i obecna pozycja Polski uprawnia nas do błogiej pewności jutra? W oficjalnym obiegu obowiązuje narracja, że sytuacja jest poważna, ale bezpośredniego niebezpieczeństwa dla Polski nie ma”.  Zapewne nie ma też niebezpieczeństwa pośredniego, skoro pan prezydent nie zwołał Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie zwoływał jej zresztą od 2016 r., bo po pierwsze po co, skoro jest tak bezpiecznie jak nigdy, a po drugie, co takiego mogliby mu powiedzieć ludzie opozycji, czego on sam nie wie, wiedząc przecież wszystko?

Na spędzie funkcjonariuszy PiS, zorganizowanym naprędce pod pretekstem spóźnionego podsumowania trzech lat rządów, o bezpieczeństwie Polaków nikt się nawet nie zająknął. Po co mówić o tym, co oczywiste, co jest i co będzie, póki PiS u władzy? Prawda, że rozpędzono prawie całe dowództwo armii i że w kamasze posłano większość cenionych w NATO polskich generałów za to, że w czasach PRL ośmielili się służyć w wojsku i nie zdezerterowali, gdy wysłano ich na naukę do niesłusznych uczelni wojskowych. I prawdą jest, że sprzęt i uzbrojenie wojska przerdzewiało trochę, a nowe przysługuje tylko żołnierzom terytorialnym. Ale przecież chwalą nas w Ameryce, że zwiększamy wydatki na armię. A poza tym o zwycięstwach nie decyduje uzbrojenie ani liczba żołnierzy, tylko ich duch i wola zwycięstwa. Ile razy trzeba to powtarzać, żeby dotarło do malkontentów?

Na obronność wydajemy dziś ponad 40 mld rocznie. Zwiększenie wydatków do 2,5% PKB, za co Trump chwali rząd PiS, to już zmartwienie następnych rządów, pod warunkiem, że znajdą jeszcze w budżecie jakieś pieniądze. Ale nie procenty przecież decydują o sile armii. Trudno się zorientować, jaki odsetek budżetu przeznaczony jest bezpośrednio na potrzeby wojska. Z kasy MON zakupiono samoloty dla VIP-ów. Z puli na obronę finansowana jest smoleńska tragikomedia, bizantyjskie wydatki byłego ministra, odprawy dla zwalnianych oficerów i podwyższone pensje dla nowych generałów bez większych dokonań, ale popierających chore projekty tej władzy. Ostatnio takie szlify otrzymał płk Tadeusz Szczurek, rektor Wojskowej Akademii Technicznej (z wykształcenia filozof), który włączył się w eksperymenty smoleńskie Wacława Berczyńskiego (słynny „wybuch termobaryczny”), jednocześnie zwalniając z uczelni generałów Adama Sowę, Janusza Lalkę, Jana Klajszmita i Artura Kołosowskiego – naukowców, którzy ustalenia Berczyńskiego negowali.

Marynarka wojenna jest w stanie muzealnym.  Nasza armia lądowa zajmuje 22 pozycję na świecie (wg danych CIA), ale jej wyposażenie znajduje się w permanentnym remoncie. Siły powietrzne dysponują prawie 35-letnimi samolotami Su-22, a helikopterów praktycznie już nie ma.  Co prawda, w ostatnich dniach zakupiliśmy najnowocześniejsze Black Hawki, ale nie dla wojska, tylko dla policji. To świadectwo priorytetów PiS: dobrze wyposażona armia skuteczniej broni społeczeństwa, a dobrze wyposażona policja – kogo?

Podczas spotkania sumującego trzy lata demolowania kraju – konferencji pod żartobliwym tytułem „Praca dla Polski” – okazało się nagle, że Unia jest fajna. A jeszcze tak niedawno prezydent Duda informował, że z przynależności do wspólnoty europejskiej „niewiele wynika dla Polaków”. „Mamy prawo do tego, by się tutaj sami rządzić i decydować o tym, jaki Polska ma mieć kształt” – ogłaszał na spotkaniu wyborczym z mieszkańcami Leżajska. Aż do teraz Unia była „wyimaginowaną wspólnotą”, a jej zastrzeżenia do „reformy” sądownictwa – nieuprawnioną ingerencją utrudniającą naprawę Polski, wynikającą z ignorancji, lewackiej proweniencji kierownictwa UE oraz kłamliwych donosów polskiej opozycji.  I oto nagle na zebraniu PiS załopotały unijne flagi. Ktoś uwierzył, że ta partia broni europejskiej wspólnoty przed niewybrednymi atakami opozycji, która bredzi coś o polexicie? Każdy trzeźwo myślący już dostrzegł, że jest to prymitywne odwracanie kota ogonem i że kot Kaczyńskiego podniesionym ogonem zwrócony jest w kierunku Brukseli.  Manewr ten nie poprawi naszej pozycji w Europie i nie poprawi wiarygodności.

Kaczyński trwa w przekonaniu, że konflikty z Unią i zaczepki wobec stowarzyszonych krajów nie wpływają na bezpieczeństwo, bo nie przekładają się na pozycję Polski w NATO. Jest pewny, że artykuł 5 traktatu północnoatlantyckiego, który napaść na jeden kraj utożsamia z agresją na wszystkie państwa NATO, zapewni nam bezpieczeństwo, choćby Polska była „na noże” z każdym uczestnikiem paktu. Jednak gdyby Kaczyński przeczytał traktat, zauważyłby, ze przez wsparcie sojusznika rozumie się podjęcie takich działań, jakie każdy kraj „uzna za konieczne”.  Wobec rzetelnego i przyjaznego sojusznika będą to z pewnością działania natychmiastowe i zdecydowane, a w obronie niewiarygodnego, kłótliwego buca wsparcie ograniczyć się może do podniesienia gotowości armii i wyrażenia kategorycznego oburzenia.

Wraz z Brexitem PiS stracił głównego sojusznika w Europie. Kibicując polskim nacjonalistom, głupio awanturującym się z nacjonalistami ukraińskimi, i mizdrząc się do „ciepłego i miłego” Łukaszenki, rząd polski stracił pozycję stabilizatora wschodnich rubieży Unii.  Nie przysłużyły się nam prowokowane na użytek elektoratu PiS konflikty -z Niemcami o powtórne odszkodowania, z Francją o helikoptery, widelce i fregatę za dolara oraz z pozostałymi państwami NATO za to, że ośmieliły się krytykować „dobrą zmianę”.  Pozostał nam jeszcze „wieczysty sojusz z USA”, który jest jednak niebezpiecznym złudzeniem, bo Trump znacznie częściej niż o przyjaźni z Polską mówi: „America First!”, a rzeczniczka jego Departamentu Stanu już trzykrotnie wytykała nam psucie demokracji. Ostatnio również pani ambasador Georgette Mosbacher uprzejmie nakazała funkcjonariuszom PiS, żeby zabrali łapy od amerykańskiej stacji TVN i w ogóle trzymali się jak najdalej od wolnych mediów. Polskie władze – jak to one – doznały amoku i gwałtownego wzmożenia poczucia godności, uczuć właściwych przedszkolakom, którzy nie potrafią jeszcze oceniać konsekwencji swoich nadpobudliwych reakcji. Minister Brudziński oświadczył w odwecie, że będzie krytykował stacje zagraniczne, w tym amerykańskie, ile razy zechce. Prominentni działacze PiS prześcigali się w inwektywach przezywając panią ambasador nieprofesjonalną, nonszalancką, „nowojorską celebrytką”, bez szacunku dla państwa polskiego, a pupil TVP (obecnie postawiony do kąta), nawoływał, by „zbesztać babsztyla za brzydkie zachowanie” . Tak więc w sojuszu z Polską pozostały tylko Węgry, ale i one lekceważą nasz kraj, oceniając, że wymachujemy szabelką bez powodu, a wyimaginowana godność jest dla Polaków ważniejsza od praktycznych korzyści wynikających choćby z pogłębionej przyjaźni z Rosją.

Ludzie oszczędnie korzystający z rozumu z trudnością odnoszą bezpieczeństwo państwa do ich własnego, prywatnego zagrożenia. Człowiek spytany: – Czy czujesz się bezpiecznie? – w pierwszej kolejności przebiegnie pamięcią, czy on lub ktoś z rodziny oberwał po gębie w ciemnej ulicy, czy ktoś z rodziny został okradziony i czy skarbówka nie wpadła na trop niezgłoszonego dochodu.  Ministrowie rządu PiS na wyścigi zapewniają, że przestrzegającym prawo nic nie grozi, a Polska jest bezpieczna jak nigdy. Jednak wołałbym, żeby zamiast ministra Brudzińskiego wypowiedziały się w tej sprawie kobiety pobite przez narodowców na oczach policjantów, którzy  z zainteresowaniem przyglądali się temu wydarzeniu.  Ciekawy jestem też opinii działaczki na rzecz tolerancji z Wałbrzycha, której całkowicie nieznani sprawcy podpalili mieszkanie, zostawiając wiadomość ( a może raczej swoją wizytówkę): „Źródło smrodu – brudasy”. W sprawie poczucia bezpieczeństwa chciałbym usłyszeć opinię oplutych za to, że w publicznym miejscu rozmawiali z kimś w obcym języku, pobitych za kibicowanie nie tej drużynie co należało, skopanych za koszulkę z „konstytucją”, albo za nic.

Państwo PiS gwarantuje nam bezpieczeństwo, popierając równocześnie tych, którzy nam zagrażają: antyszczepionkowców, nacjonalistów, kiboli, oszołomów smoleńskich czy religijnych fanatyków. Przez cały rok prokuratura biedzi się nad aktem oskarżenia znanych jej ludzi, którzy w świetle jupiterów i często w asyście policji w sposób oczywisty złamali prawo. Słabo rozróżnia między faszystą a patriotą. Nie przyjdzie jej do głowy, że faszystą jest także ten, kto faszyzm usprawiedliwia i również ten, kto faszyzm toleruje. Nie potrafi oskarżyć nawołujących do wieszania myślących samodzielnie. Umarza sprawy o propagowanie faszyzmu. Nawet bandzior, który zgwałcił dwie kobiety, zasługuje na życzliwość prokuratury, bo zakapował kolegów przynosząc splendor organom ścigania. Wiele jeszcze przykładów dowodzi, że organ Zbigniewa Ziobry jest dziś rachityczny, niezdolny do samodzielnego działania i trzeba go pobudzać ręcznie.

Mam wrażenie, że w obecnej Polsce poczucie bezpieczeństwa zdarza się tylko ludziom z niedostatkiem wyobraźni. Pod rządami PiS trzeba się bać. Wojciech Młynarski ostrzegał kiedyś, że „najtrudniej czasami jest rozpoznać bandytę, gdy dokoła są sami szeryfi”.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
StanisławParagraf22MariashaqAndrzej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Andrzej

Sama prawda w całym artykule.

shaq
shaq

W 1939 Polacy cieszyli się na wojnę i rwali do boju – ogłupieni przez tak dziś wychwalane władze sanacyjne, które wmówiły ludziom, że armia polska jest silna. Skończyło się rzezią rodaków, blamażem, ucieczką rządu i prawie 6 latami okupacji.
Teraz jest podobniem, rząd też kłamie, poczucie bezpieczeństwa, a raczej „tomiwisizmu” wysokie (nikt nie wierzy w wojnę), na szczęście jeszcze nas nikt nie zachęca okrzykami „bij ruska”.
Ale Rosjanie pewnie i tak bardzo się ciesza z działań pis w dziedzinie obronności.

Maria
Maria

W razie czego rząd da dyla. Po to zamiast helikopterów kupił samoloty. Tylko niech nie zapomną kota prezesa.

Paragraf22
Paragraf22

Kot wybierze wolność. Wolność od prezesa.

Stanisław
Stanisław

Pan Szczurek, rektor z WAT nie był filozofem, tylko zanim dokonał przebranżowienia, był oficerem politycznym po ukończeniu profilu politycznego w szkole wojskowej w Toruniu