Uwaga – sekta!

Uwaga – sekta !

W sieci krąży fragment podręcznika do religii ostrzegający przed sektami, gdzie wymienione są cechy, po których można rozpoznać, że mamy do czynienia z odszczepieńcami. Charakterystyczne dla sekty są zatem: nieograniczona władza przywódcy, nietolerowanie krytyki, przekonanie o własnej wszechwiedzy, brak kontroli finansów, manipulowanie umysłami oraz poskramianie indywidualności, czyli konieczność podporządkowania się obowiązującej w sekcie narracji.

Skojarzenia tej definicji z cechami charakterystycznymi dla partii Kaczyńskiego potęguje zaprezentowana w podręczniku lista objawów świadczących o przynależności do sekty. To m.in. zauważalna w szeregach PiS zmiana osobowości, zanik umiejętności samodzielnego myślenia, nadmierne podniecenie, chorobliwa nadaktywność i zaburzenia psychiczne.

Podręcznikowa instrukcja budzi rozległe asocjacje nie tylko z partią, która wzorem peerelowskiej poprzedniczki usiłuje sprawować kierowniczą rolę w państwie.

Wiele i coraz więcej wskazuje, że polski Kościół ma ważniejsze sprawy na głowie niż głoszenie Ewangelii i że oddala się od głównego nurtu katolicyzmu w takim tempie, że nie zdziwię się, gdy któregoś dnia papież Franciszek w końcu machnie na nas ręką i ogłosi polską schizmę. Bo to już nie tylko pycha, wyniosłość i arogancja dygnitarzy w sutannach, którzy dawno utracili kontakt z realiami życia Polaków. To już nie tylko pazerność części hierarchów, obrastających w doczesne dobra – ziemię uprawną, tereny pod zabudowę, pałacyki i przylegające do nich parki z pawiami i danielami, hodowanymi „w celach związanych z kultem religijnym”. To także niepowstrzymywana zachłanność grupowa, nakazująca hierarchom wspieranie dochodowej sekty z Torunia i akceptowanie politykierskich ambicji słabo rozgarniętego redemptorysty, którego jedynym talentem jest umiejętność wyciągania pieniędzy od rządzących i od emerytów.

Język nienawiści i treść wypowiedzi hierarchów, pielęgnujących podział na swoich i wrogów, budzą w Kościele ledwie pojedyncze głosy sprzeciwu.

Episkopat nie reaguje, gdy władza głosi fałszywe świadectwa, okrada obywatela z praw i wolności oraz pożąda „innych rzeczy, które jego są”. Normą stało się agresywne wymuszanie prawa głosu w sprawach konstytucyjnie zastrzeżonych dla państwa. Przybywa hierarchów, którzy bez żenady uprawiają politykę w czystej postaci. Z polskich ambon prowadzona jest aktywna agitacja wyborcza. Relacje państwa z Kościołem przypominają trochę dawne reguły polsko-radzieckiej wymiany gospodarczej: my im dajemy zboże, a za to oni biorą od nas węgiel. Dzisiaj dotujemy Kościół z funduszu kościelnego, a oni w zamian dostają od naszych przedstawicieli grunty z 99% bonifikatą. Płacimy za lekcje religii, a za to nie mamy żadnego wpływu, kto i czego uczy dzieci na katechezie w szkole publicznej.

Kolejne ograniczenia demokracji przyjmowane są w Kościele z życzliwością, tym większą, gdy łączy ich z PiS wspólny interes.

Tak jak w przypadku projektu ustawy o nowym haraczu od niezależnych mediów, którego rzeczywistym celem jest zamknięcie ust czwartej władzy.

Prominentów w sutannach i w garniturach łączy i spaja strach przed ujawnianiem przekrętów, nadużyć i bezprawia. A jest się czego bać. Nie tylko rozliczenia milionów transferowanych nieustannie z kasy państwowej do kościelnej. Również np. wspólnego wspierania pedofilów i gwałcicieli w sutannach. Bo to bynajmniej nie jest przeszłość.

Ostatni przykład: ksiądz Andrzej Dymer, szef wielce dochodowego Instytutu Medycznego Jana Pawła II w Szczecinie, od 30 lat oskarżany o molestowanie nieletnich, który dopiero teraz, dopiero po awanturze w mediach, odwołany został z funkcji przez abp Andrzeja Dzięgę. Podkreślić warto, że pod presją dowodów zebranych przez dziennikarzy śledczych Kościół zmuszony został uznać Dzięgę za winnego, ale współpracująca z kurią prokuratura dwukrotnie umarzała śledztwo zmierzając wprost do przedawnienia. Chora solidarność grupowa i oczarowanie mamoną rodzą akceptację dla wielu jeszcze przekrętów. Zarówno dla władz świeckich, jak i duchowych, lojalność wobec swoich bywa ważniejsza nawet od krzywdy dzieci, o których życie i dobrostan tak zażarcie walczą wspólnie władze PiS i Kościoła.

Zdumiewające, że nawet gdy idzie o iluzoryczne zgoła korzyści, książęta w sutannach gotowi są wspierać władzę w najbardziej idiotycznych decyzjach, narażając się na oczywistą kompromitację.

Życzliwie przyjęto np. bezczelną decyzję ministra oświaty i nauki, który nobilitował rozmaite biuletyny wydziałów teologicznych i parafialne pisemka do rangi światowych wydawnictw najwyższej rangi, dzięki czemu najlepsze oceny i towarzyszące im zaszczyty przypadną w udziale naukowcom publikującym w prowincjonalnych gazetkach – nota bene tych samych, które publikowały wcześniej wytwory umysłu dr hab. Przemysława Czarnka.

Innym przykładem kompromitacji jest wzywanie do obrony przed zmasowanym atakiem na Kościół. Wiadomo, że dla umocnienia zwartości szeregów każda sekta potrzebuje wrogów, a jeśli ich nie ma, to albo musi wrogów wymyślić, albo awansować do tej roli krytyków wywodzących się z własnych szeregów. Dlatego pokazywanie plansz podczas nabożeństw i wypisywanie haseł na murach kościołów oraz wieszanie bucików na ogrodzeniach plebanii zyskały rangę straszliwych ataków zdziczałych morderców nienarodzonych. W efekcie oddziały napakowanych obrońców wiary otaczają dziś kościoły, tęsknie wypatrując jakiegoś wroga, albo kogokolwiek, komu można by bezkarnie skuć mordę.

Spora grupa biskupów, przy obojętności pozostałych hierarchów, żmudnie piłuje gałąź, na której uwiła wygodne gniazdo. Czy nie zauważyli, co stało się z Kościołami krajów cywilizowanych? Czy nie prześladuje ich wizja pustych świątyń, groźba zakręcenia kranów z państwowymi dotacjami i realne niebezpieczeństwo, że nowa władza, zobligowana przez wściekłych wyborców do ukrócenia samowoli hierarchów, a może i wypowiedzenia konkordatu, postawi biskupom twarde warunki współpracy? Twierdzę, że nawet ci, którzy wyłączyli sobie funkcję logicznego myślenia, mają świadomość tych zagrożeń. Skąd więc ta beztroska i nieustająca kanonada strzałów we własne kolano? Podejrzewam, że źródłem niefrasobliwości dużej części Episkopatu jest przekonanie, że jeśli nawet polski Kościół poniesie klęskę, to jeszcze nie dzisiaj, nie za ich dostatniego życia. A po nich – choćby potop.

Zostań patronem KODUJ24.PL

Andrzej Karmiński

PS. Prof. Barbara Engelking i prof. Jan Grabowski muszą przeprosić za drobną i wątpliwą nieścisłość w swojej pracy o postawach Polaków wobec Żydów w trakcie II wojny światowej. Według podobnego schematu przebiega sprawa sądowa badaczki historii Katarzyny Markusz, która zdaniem Instytutu ds. Walki z Antypolonizmem (finansowanym przez Ministerstwo Sprawiedliwości), znieważyła Naród Polski zdaniem: „Polacy nie kryli swojej niechęci do Żydów„. Rozumiem, że nie byłoby sprawy, gdyby napisała: „Polacy pilnie skrywali swoją niechęć do Żydów”…

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Celia
Celia
14 lutego 2021 23:29

Owszem, mam mocne przekonanie, że pis to jest sekta. Osłabia je jedynie pojawiające się od czasu do czasy wrażenie, że pisizm to choroba psychiczna.

Dron
Dron
15 lutego 2021 09:33
Reply to  Celia

Na górze jest napisane, że jedno nie wyklucza drugiego, a nawet jakby się łączy..

Inna
Inna
15 lutego 2021 06:23

Tak się właśnie składa, że to pisowsko-kościelne towarzystwo cokolwiek złego zarzuca innym, to tak naprawdę opisuje własne zachowania, ale przecież nikt im nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe to białe. Nawet gdyby ta prawda płynęła z gadającego zwierciadła. Mają pewnie jakieś specjalne lustra zniekształcające ich rzeczywisty wizerunek, bo w przeciwnym razie pewnie nie mogliby znieść swojego widoku.
Ja też tak myślę, że tych trutni nie obchodzi co będzie o nich. Nakręca ich egoizm i chciwość.

jurek
jurek
15 lutego 2021 08:05

„Z polskich ambon prowadzona jest aktywna agitacja wyborcza.”

Ten Kościół nie może działać jak partia polityczna i wchodzić z innymi partiami w koalicje.
Władza wybrana w takich wyborach jest NIEDEMOKRATYCZNA, a więc a naszym ustroju nielegalna.
Aby to stwierdzić należy zbadać odsetek zaagitowanych z ambon wyborców i wykazać że wpływa na wynik.
Polscy socjologowie boją się opublikować takich badań, a media nie naciskają.
Lęk przed proboszczem (to ewidentne potwierdzenie, że politycy boją się partyjnej agitacji z ambon) głeboko tkwi w mentalności statystycznego Polaka.
Co ciekawe nawet niezależne organizacje też są opanowane przez te lęki, a one przecież nie startują w wyborach.

Maciek123454321
Maciek123454321
15 lutego 2021 08:38

Ja się zgadzam w 100%, że zarówno PiS, jak i KK – to sekta. Kto tam wejdzie, przestaje myśleć logicznie, a jednynie powtarza bezmyślnie to, co usłyszał w „przekazie dnia”. Nie ma „przekazu dnia”, to pisior bełkocze i odpowiada nie na temat. Ewidentnym przykładem pisowskiego kretyna jest niejaki soboń. Popis głupoty dał wczoraj w „Kawie na ławę”, kiedy Konrad Piasecki zaskoczył go pytaniem, czy zna jakieś afery PiS nagłośnione przez TVPinfo. Długo nie mógł sobie przypomnieć, a potem radośnie oświadczył, że „Czajka” i afera kopertowa Grodzkiego. No nie debil?

Dron
Dron
15 lutego 2021 11:59

W świetle powyższego, nie wiadomo co jest gorsze – czy to, że niektórzy Polacy nie dostrzegają tego, czy to, że niektórzy Polacy lubią to. A najgorsze, co może być to to, że nie dostrzegają, bo lubią.

antyuzurpator
antyuzurpator
16 lutego 2021 10:36
Reply to  Dron

Niestety, w większości to ostatnie. Zwłaszcza że koniecznym warunkiem dalszego istnienia (i możliwości „lubienia”) sekty jest właśnie nie dostrzeganie.
Sektą w/g definicji jest przede wszystkim kościół, zwłaszcza polski, w dodatku z aspiracjami do rządzenia narodem. I według mnie tak będzie jeszcze przez jakieś trzy pokolenia, ok. 75 lat, może 100.