W jedności siła

Nie ma zgody na skrajny nacjonalizm, rasizm i ksenofobię

Cogito ergo sum. Dlatego jeszcze jestem. Może nie do końca taki, jakim chcieliby mnie widzieć wrogowie, ale zapewne też nie takim, jakim chcą widzieć mnie przyjaciele. Jestem po prostu normalnym, zwykłym zjadaczem chleba, który od czasu do czasu ma jakieś przebłyski myśli. Dlatego dzisiaj chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami, jeżeli takowe Was zainteresują. Mijają prawie dwa lata od momentu, w którym połączyła nas siła przeciwstawienia się rządom PiS, które nie kryły i nie kryją, że jedynym i słusznym ustrojem w Polsce jest dyktatura. Tym razem dyktatura jednostki. Jednostki o niezbyt ciekawej przeszłości, która tę przeszłość przekuwa w jedno pasmo „zwycięstw”, które dokładnie zakłamuje historię i rzeczywistość. Przykładów przytaczać nie ma potrzeby, bowiem przypominane są nam przy okazji każdej miesięcznicy. To tylko przypomnienie, dlaczego byliśmy jednością.

Dzisiaj o tym, dlaczego od blisko roku tą jednością nie jesteśmy. Nie w sensie szukania przyczyn tego stany rzeczy. Rzecz w tym, że nie jesteśmy nią z powodu zawirowań, jakie wstrząsnęły KOD-em. Przed niespełna rokiem wszyscy byliśmy członkami KOD. Nie było między nami podziałów. Stała się jednak rzecz straszna, która nas podzieliła. Na początku na ”murarzy” i „żołnierzy”. I to był początek końca jedności, która dawała tak piękną i mocną perspektywę walki z rodzącą się dyktaturą. Dzisiaj pozostały nam tylko wspomnienia i, niestety, narastające animozje. W większości oparte na dziwnej nietolerancji wobec niegdysiejszej przyjaźni i wspólnej myśli.

Staliśmy się wobec siebie nieufni, a to pierwszy krok do rozbicia monolitu. I to właśnie stało się z nami. Jako najmłodsze dziecko demokracji popełniliśmy mnóstwo błędów. Ale jak ich nie popełniać, skoro dopiero raczkowaliśmy, nie mając żadnego doświadczenia, tylko własne wyobrażenia. No i dlatego stało się.

KOD jako monolit zaczął się sypać. Z każdej strony można było zauważyć pęknięcia, które z dnia na dzień rysowały się coraz ostrzej, aż doprowadziły do rozpadu na części. Nie wnikam w szczegóły, bo te możemy sobie umniejszać lub powiększać. Efektem jednak był rozpad monolitu. I to jest fakt niezaprzeczalny.

Efektem rozpadu jest powstanie nowych grup, które odżegnują się od źródła, od innych osób, od pewnych ideałów. Mleko zostało rozlane. Przyjaciele przestali być przyjaciółmi, koledzy nagle znaleźli się na przeciwnym biegunie, znajomi zaczęli nas nie zauważać, nieznajomi zaczęli zajmować zwolnione miejsca i siać swoje nowe teorie, które nie pozostają bez echa.

A ja dzisiaj pytam: po co nam to było? Dla wszystkich stron jest to przykre wydarzenie. Czy nie nadszedł już czas, aby wyciągnąć z tego konstruktywne wnioski?

Ja, jako wróg numer jeden w kilku środowiskach, nie zrażam się tym. Dlaczego? Bo widzę wyższy cel, niż personalne rozgrywki, w których w pewnym okresie również uczestniczyłem. Ale ponieważ myślę, to też wyciągam wnioski. Uważam, że dość już straconego czasu na miałkie utarczki, nie przynoszące żadnego zysku, a niejednokrotnie przynoszące straty, a czas najwyższy na wyciągnięcie reki i ponowne zwarcie szeregów.

Najwyższa pora wszelkie animozje i własne ambicje pozostawić za progiem i wejść do otwartego salonu z pełnym przekonaniem, że tylko wspólnymi siłami możemy przeciwstawić się złu.

Zostawmy za progiem żale i niesnaski. Wszak one nie przyniosą nam zwycięstwa. One osłabiają naszą siłę, naszą wolę działania. Podajmy sobie dłoń i potwierdźmy, że mając różne punkty widzenia, różne poglądy, różne pomysły, mamy niestety jednego, wspólnego wroga. I on właśnie winien stać się naszym wspólnym celem, a nie pretekstem do prowadzenia podjazdowych wojenek.

Jakie znaczenie ma to, że Ty bardziej spoglądasz do centrum, a ja bardziej na lewo? Żadne. Bo Ty ciągnąc na lewo, a ja uparcie do środka, tylko rozerwiemy jakąś całość, a wróg wyjdzie z tego silniejszy. Będzie nam pokazywał fałszywe wyniki sondaży, w których ma olbrzymie poparcie. I tym fałszem nas dobije. Wszak moje centrum czy Twoje lewo (lub odwrotnie) pozostanie bez znaczenia, jeżeli będziemy się kłócić.

Twoje racje i moje racje w przypadku zagrożenia przestają mieć znaczenie. Dlatego takiej myśli musimy się trzymać. Ty rzucasz hasło, idziemy dzisiaj na barykady, to ja nie zaczynam roztrząsać, po co, dlaczego, w jakim celu. I odwrotnie, ja proponuję dzisiaj strajk, to Ty również bez pytania podejmujesz rękawicę. Wtedy dopiero osłabimy wroga. Jeżeli zaś, od razu będziemy stawali wobec siebie okoniem, to możemy z góry składać wrogowi gratulacje.

Przeto wszystkich myślących o utrzymaniu demokratycznej ojczyzny namawiam i proszę o zakopanie wszelkich toporów i ponowne zjednoczenie się. Tylko to ma sens. Uszanujmy wzajemnie swoje poglądy, swoje przekonania, ale w obliczu zagrożenia pokażmy, że stanowimy jedność.

Czy to jest takie trudne? Na pewno nie. Wszak jeszcze niedawno byliśmy przyjaciółmi, kolegami lub dobrymi znajomymi. Wróćmy więc do tego. Dość zawirowań w naszym wspólnym interesie.

Zauważmy, że cała koalicja rządząca, to zlepek trzech partii, w których trzon stanowią ludzie stojący na bakier z prawem. Mająca dodatkowe wsparcie byłego piosenkarza. Ale ich monolit jest pozorny, ponieważ oparty na naszym rozdrobnieniu. I tu jest nasze zadanie do wykonania.

Dodatkową motywację daje nam fakt, że wobec większości sejmowej i wobec rządu nie ma opozycji partyjnej. Partie za cel najwyższy stawiają sobie przywództwo, nie kraj. Dlatego nie są w stanie porozumieć się. Wobec takiej postawy koalicja rządząca rośnie w siłę, a jej poczynania stają się coraz bardziej absurdalne i groźniejsze.

My ponownie musimy zjednoczyć się, nie w sensie powrotu do jednej organizacji, bo to ponownie nas poróżni, lecz do stworzenia zjednoczeniowego konglomeratu. Wszak mamy jeden, wspólny cel. I on winien stać się naszą religią. Nie ma ponad niego żadnego priorytetu.

Celem tym jest wolna, demokratyczna Ojczyzna. Przestanie nią być, jeżeli zadziałamy tak jak partie polityczne, które chcą osiągnąć tylko własny zysk, bez względu na straty, jakie poniosą. Moje ma być „mojsze”. Ja jestem ważniejszy. Ja potrafię więcej i wiele innych przechwałek. A Polska niknie. Dlaczego? Bo nie ona jest celem. Ona jest tylko pretekstem do osiągnięcia splendorów osobistych.

My możemy pokazać, że celem naszym nie jest osobista racja, lecz wspólny cel. I tylko wspólnymi siłami możemy go osiągnąć. Zjednoczmy więc wspólne siły, pokażmy, że jest nas ogrom i nie jesteśmy „milionem” ale za miliony walczymy (nie cierpimy). Bądźmy jak Polska i posłuchajmy apelu tego, który nie obawiał się dać swojego życia w ofierze. Odpowiedzmy na jego apel. POLSKO, OBUDŹ SIĘ.

Jerzy Bednarowicz

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

10 komentarzy do "W jedności siła"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Janek

Zjednoczenie? Wspólny cel? Już to widzę. Do czasu tworzenia list wyborczych (w różnych wyborach), bo konfitur będzie zapewne mniej.

Maciek123454321

Jak się miewa twoja Grażynka, Januszu?

Janek

Dziękuję, dobrze.

Maciek123454321

Biedny Januszek, ironii nie zrozumiał.

Zwinka

A pewnie, że będzie mniej. bo Jaśnie Pan trzyma klucze od spiżarni i będzie słoiki wydawał po uważaniu. Martw się, Jaśku, jednością w Zjednoczonej Prawicy, bo tam też niektórych niewąsko ssie w żołądku i kombinują jak by tu się dobrać do klucza.

Janek

To bardziej wyborcy niż Jaśnie Pan zdecydują, że do miodku dzisiejsza opozycja będzie miała cieniutki dostęp. A jak posad będzie mniej, to będzie takie mordobicie i wzajemne wycinanie, że zmagania pod Troją to było przedszkole.

Janek

Życie dopisało komentarz do mojego wpisu: decyzja Schetyny o „wspólnym” kandydacie w Warszawie.

Maciek123454321

Mój wpis pod artykułem o śmierci Piotra S. był krótki – „Obudźcie się, Polacy.” Tutaj mogę tylko go powtórzyć.

BosmanMat
Kumanie sie z Platformensami , chodzenie pod rekę , pokazywanie sie razem na wiecach, i TV = gwóźdż do trumny dla opozycji, która chce wygrac wybory, nigdy więcej żadnej znanej gęby PO !!! Teraz, widac rzeczywiście czym się sie zajmowali – swoimi stołkami, a w Państwie bród, smród, cwaniactwo i rzady lokalnych kacyków; Przez nieudolną budowę autostrad i stadionów na jeden raz – psu na budę – wielu podwykonawców , małych uczciwych firm straciło dach nad głową, czy ktoś im pomógł? i za to mamy głosowac na PO i XXX – NIGDY! O przejmowaniu przez cwaniaczków naszej Stolicy i …kole… Czytaj więcej »
BosmanMat

LUBLINStrona główna » Lublin 03.11.2017
Działacze PSL i PO stracą dobre posady. Dostaną jeszcze lepsze w Urzędzie Marszałkowskim?..Non comment;

wpDiscuz