W kolejce do Sądu Najwyższego

W kolejce do Sądu Najwyższego

Sędzia Leszek Mazur, szef zawłaszczonej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa, nadepnął na pedał gazu tak gwałtownie, że nawet Wiesław Johann, jego zastępca i przedstawiciel prezydenta RP w Radzie, zaskoczony był informacją o zmianie terminu obrad, którą zgodnie z obecnym obyczajem otrzymał SMS-em. Przewodniczący „odrodzonej” KRS pytany o przyczynę przekroczenia dozwolonego limitu szybkości oznajmił najpierw, że praca zespołów przesłuchujących kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego „dała podstawy, by uznać, że te kandydatury są już właściwie opracowane”, jednak spytany, skąd to wie i z kim rozmawiał, szybko wskazał na pilną potrzebę obsadzenia niedziałającej dotąd w SN Izby Dyscyplinarnej i „udrożnienia postępowań dyscyplinarnych”.

Jak wybierano kandydatów – nie wiadomo, bo przesłuchań zapowiadanych jako „jawne i transparentne” nie transmitowano, obiecując dziennikarzom dostęp do starannie przygotowanych protokołów po zakończeniu konkursu. Tym samym wcześniejsza procedura powołania samych członków KRS, rekomendowanych przez niewiadome osoby (jeśli w ogóle przez kogokolwiek poza ministrem Ziobrą), przestała być precedensem, a stała się normą w państwie PiS. Nie wiadomo więc, czy kandydatów odpytywano na okoliczność życiorysów zawodowych i dokonań w służbie prawa, czy w temacie ich politycznych sympatii, podobnie jak w PRL podczas weryfikacji dziennikarzy, kiedy o przyszłości w zawodzie decydowała odpowiedź na jedno tylko pytanie: „Co pan sądzi o wprowadzeniu stanu wojennego?”. Nie wiadomo też , czy utajniając spotkania KRS z kandydatami chodziło tylko o uniknięcie kompromitacji, podobnej do tej, która towarzyszyła niedawnym wyborom ławników. Wiadomo już natomiast, kto znalazł się w gronie ludzi, którzy winni szczycić się najwyższymi kwalifikacjami, bogatym dorobkiem naukowym lub zawodowym oraz nieposzlakowaną opinią.

Do lawiny zarzutów, sypiącej się na głowy kandydatów zatwierdzonych już przez KRS, dołożyłbym jeszcze jedną uwagę. Otóż, jak wiadomo, sędzia Sądu Najwyższego nie może podejmować działań sprzecznych z Art. 178 Konstytucji, który zabrania nie tylko przynależności do partii politycznej, ale też prowadzenia działalności publicznej godzącej w niezależność i niezawisłość wymiaru sprawiedliwości. Czyli w ogóle nie powinno się brać udziału w „konkursie”, którego celem jest zależność i zawisłość władzy sądowniczej od władzy wykonawczej, a właściwie od partii sprawującej władzę, a najwłaściwiej – od jednego faceta, który w dążeniu do władzy absolutnej ma głęboko w pompie Konstytucję oraz całe to nasze gadanie o praworządności.  I tyle.

Kaczyński wie, że Polacy już wiedzą, dlaczego nakazał bicie rekordu cywilizowanego świata w szybkości wyłaniania sędziów SN. Wiadomo, że musi wygrać wyścig z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który ustawy o KRS i SN uzna niedługo za nielegalne. Kaczyński wie również, że lada moment dotychczasowe argumenty uzasadniające „dobrą zmianę” w sądownictwie przestaną działać. Hasła pisowskiej rewolty mocno już wyblakły, a sztandary, pod którymi totalna władza zmajstrowała „reformę” sądownictwa, prawie już się wyłopotały.

Na początku rewolty PiS zagrał znaczoną kartą o PRL-owskiej proweniencji sędziów SN. Oboje premierzy kolportowali na cały świat wizję polskich sądów opanowanych przez komunistyczne służby specjalne, a prezydent Duda był wręcz „wstrząśnięty” komunistyczną zarazą, która opanowała Sąd Najwyższy, choć bez najmniejszych wstrząsów współpracował w 2006 r. z sędzią Kryże skazującym opozycję w PRL. Andrzej Duda również dziś nie wykazuje objawów wstrząsu na widok pana Piotrowicza, prokuratora stanu wojennego, obecnego animatora nielegalnych ustaw, które pan prezydent tak chętnie podpisuje.

Do świadomości Polaków powoli docierało, że średnia wieku sędziów SN niewiele przekracza 40 lat, a pojedynczy sędziowie w starszym wieku zostali pozytywnie zweryfikowani po upadku PRL. Argument o komunistycznej i esbeckiej proweniencji sędziów SN służy więc dzisiaj przede wszystkim potrzebom polityki zagranicznej, choć i tu działa coraz słabiej. Podobnie jak donośnie głoszony zarzut skorumpowania kasty sędziowskiej. Przez trzy lata wszystkie służby państwa PiS szukały jakichś dowodów łapówkarstwa – i wśród dziesięciu tysięcy sędziów udało się znaleźć JEDEN przypadek korupcji byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Skalę zjawiska obrazować może porównanie z liczbą stwierdzonych nadużyć wśród 235 posłów PiS, którzy otrzymali mandat w wyborach.

Zabawnie brzmi podnoszony jeszcze niedawno zarzut „niedostępności sądów dla prostego człowieka” – w sytuacji, gdy to PiS właśnie podniósł opłaty sądowe. Podobnie absurdalny jest zarzut o przewlekłości procedur w okresie rządów PO-PSL, bo po upływie 2 lat od przejęcia władzy czas osądzania przeciętnej sprawy wzrósł prawie o połowę. To osobista „zasługa” ministra Ziobry, który zachomikował prawie tysiąc etatów sędziowskich czekając na zmiany prawa, umożliwiające obsadzenie sądów swoimi ludźmi. I jeszcze jedno: zdarzało się, że po wyrokach, które nie podobały się rządzącym, prominenci zarzucali sędziom niekompetencję. Równocześnie sami obniżyli ustawowe wymogi, którym sprostać musi kandydat na sędziego.

Najzabawniejszy jest dla mnie argument, że „musi być jakaś kontrola nad sądami, a kontrolę nad władzą sądowniczą winna sprawować władza wykonawcza, wyłoniona przez partię wygrywającą w wyborach”. Czyli reprezentacja niespełna 20% wyborców ma prawo decydować o kształcie, obsadzie, a w konsekwencji o wyrokach, również w sprawach przeciwko swoim ludziom, a także przeciwnikom politycznym? Żadne badania nie potwierdziły, że polityczny nadzór nad sądami zmniejsza liczbę wyroków obiektywnie niesłusznych, natomiast przykłady z Rosji, Białorusi, Turcji, Korei Północnej i kilku jeszcze państw, z których Kaczyński czerpie wzorce rządzenia, dowodzą niezbicie, że jest wręcz przeciwnie.

Wierchuszka PiS prawie już nie ukrywa, że tak naprawdę nie chodzi o żadną reformę, tylko o władzę na dziś i na po wyborach, szczególnie jeśli okażą się one niekorzystne dla PiS.  Mam wrażenie, że argumenty, które miały uzasadniać konieczność zaanektowania sądów przez PiS, służą dziś tylko „pokrzepieniu serc”, jako swoiste relanium na niepokoje twardego elektoratu, zdezorientowanego sprzecznymi informacjami. Ale przede wszystkim wymienione wyżej preteksty przejęcia władzy sądowniczej przez władzę wykonawczą służą uspokajaniu tych, którzy umoczyli łapy w niekonstytucyjnym procederze. Prezes Kaczyński zdaje się mówić tak: – Nie pozwólcie się zastraszyć lewakom z totalnej opozycji, że jak dojdą do władzy, to was wsadzą. W razie czego powiecie w sądzie, że chcieliście dobrze, że waszym celem była naprawa kraju, a intencją reforma niekontrolowanej kasty, że zmian nie można było przeprowadzić w dotychczasowym składzie skorumpowanych sądów itp., itd.  I guzik wam zrobią, złych intencji nie udowodnią, a mylić się to jest takie ludzkie…

Tymczasem miejsce prawników najwyższej klasy o nieposzlakowanej opinii zajmują m.in. ludzie bez znaczących dokonań zawodowych, piewca kary śmierci, prowincjonalna Kasandra wieszcząca islamizację, radcy prawni, którym zdarzały się dyscyplinarki, adwokaci, którzy przed kamerą nie potrafią się wysłowić,  ludzie znani z tego, że znają Zbigniewa Ziobrę, a przede wszystkim prokuratorzy podlegli dotąd Prokuratorowi Generalnemu Zbigniewowi Ziobrze oraz pracownicy ministerstwa sprawiedliwości, podlegli Ministrowi Sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Do niedawna wiele mówiono o nietykalnym towarzystwie kolesiów, stanowiących nadzwyczajną kastę prawniczą.  Dopiero dzisiaj opinia ta znajduje solidne potwierdzenie.

Największe autorytety prawnicze zebrały się w miniony czwartek pod siedzibą KRS, apelując do prezydenta Dudy, żeby wstrzymał nabór sędziów do Sądu Najwyższego. Nie sądzę, żeby Andrzej Duda poszedł im na rękę. Chyba, że ktoś go przekona, że prezydent RP nie powinien kompromitować się i ośmieszać bardziej, niż to jest konieczne, w kraju rządzonym przez PiS.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
smętekObserwator Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Obserwator
Obserwator

Pan Duda nie pójdzie im na rękę ponieważ liczy na 20 % elektorat pisu, dlatego wszystkie lenie, którym nie chciało się iść na wybory w 2015 roku powinny wreszcie ruszyć d..ę i pofatygować się do urn wyborczych a nie tylko narzekać na wyniki wyborów.

smętek
smętek

Bardzo bym się cieszył gdyby dyktatorek przegrał jednak ściganie się z Trybunałem, który wyraźnie przyspieszył. Zastanawiam się kiedy wyborcy pisuarów oprzytomnieją i sięgając pamięcią do ustroju słusznie minionego przypomną sobie jak o wyroku decydował sekretarz organizacji partyjnej. To nie prehistoria i trzeba sięgnąć do tej wiedzy.