W poszukiwaniu straconej normalności…

W poszukiwaniu straconej normalności…

Zachwyt, jakim darzymy każdego polityka, który normalnie się wypowiada i który potrafi sprawnie przemawiać pokazuje, gdzie jesteśmy jako społeczeństwo obywatelskie i demokracja – bardzo blisko standardów rosyjskich i białoruskich.

Z pewnym gorzkim rozbawieniem obserwuję zachwyt nad profesorem Grodzkim, a ostatnio Adrianem Zandbergiem. Pierwszy to marszałek Senatu, który zachowuje się jak marszałek Senatu i senator zachowywać się powinien, czyli normalnie i godnie. Dyskutuje argumentując, bez obrażania ludzi i wyzwisk. Do polityki nie przyszedł znikąd, jest lekarzem, chirurgiem, w dodatku cenionym i z dobrą opinią (pomijam paszkwile na jego temat w TVP, bo nie traktuję tej partyjnej stacji jako wiarygodnego źródła informacji). Prof. Grodzki (no właśnie, profesor!) jest zatem wykształconym, poukładanym zawodowo człowiekiem, który, jak twierdzi i na razie nie ma nic, co by temu przeczyło, jest w polityce nie, żeby się wzbogacić czy obłowić, ale żeby coś zrobić.

 

Potrafi w dodatku – i to już prawdziwa wisienka na torcie – wygłosić takie orędzie telewizyjne, które będzie mądre, złożone ze zdań mających podmiot, orzeczenie, dopełnienie i przydawkę, mające sensowny wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ciąg logiczny, pozbawione natomiast obelg i wykrzykników (sic!), nawet wobec ludzi, których poglądów prof. Grodzki nie podziela.

Adrian Zandberg natomiast potrafi – i to wiadomo nie od dziś – wejść na sejmową mównicę albo do studia telewizyjnego i zwyciężyć w debacie, przemawiając inteligentnie, rzeczowo, konkretnie, a przy tym z pewną dozą brytyjskiej ironii i sarkazmu i niepozbawionej uroku złośliwości. Potrafi dopiec premierowi Morawieckiemu po jego expose, ale go nie obrazić, wyzłośliwić się, ale nie poniżyć, wskazać błędy w rozumowaniu, ale posługując się danymi, a nie przymiotnikami. Jednym słowem – tak się wysłowić, że nawet jeśli się poglądów pana Zandberga nie podziela, słuchanie go sprawia przyjemność.

I wszystko super i bardzo mi się to podoba, ale – i tu nie zrozumcie mnie źle – niczego panom Grodzkiemu i Zandbergowi nie ujmując – takie cechy i zachowania powinny być i w wielu krajach są normą, a nie wyczynem, za który powinno się wręczać medale i opiewać w sonetach.

Niebywały zachwyt wielu obywateli i dziennikarzy tym kawałkiem upragnionej normalności, który odsłania się przed nami gdzieniegdzie i od czasu do czasu w sposobie bycia niektórych polityków, pokazuje, jak daleko od niej odeszliśmy. I to, że w ciągu zaledwie jednej kadencji rządów PIS, przez szereg putinowsko – białoruskich zachowań tej władzy, jak brak konsultacji społecznych, używanie siły bezpośredniej i instytucjonalnej wobec obywateli protestujących przeciw rządowi i posłom opozycji, upartyjnienie publicznych mediów, sianie topornej propagandy, przyzwyczailiśmy się do życia w nienormalności i przemocy.

 

Cieszy mnie, że to się zaczyna powolutku zmieniać, ale zawsze miejmy świadomość – że to, co prezentują posłowie i senatorowie, których podziwiamy za „ogromną kulturę”, to nie jest nic ekstra, tylko coś, co nam się po prostu należy i czego musimy nauczyć się wymagać na co dzień.

Eliza Michalik
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
jurek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jurek
jurek

Powrót do rzeczywistości (gdzie pojęcia mają prawdziwe swoje znaczenia, a emocje są pozbawione różnych wzmożeń którymi grają tzw. politycy i tzw, publicyści) jest bardzo wskazany. Kuracja będzie trwała długo, zaległości mamy potężne.

Na marginesie: Ci podziwiany za normalność od razu pojawiają się jako wytęsknieni „rycerze na białych koniach” i od razu stają się kandydatami na prezydenta. Paradne, że nie tylko w dywagacjach.