Walka buldogów o schedę po Kaczyńskim

Walka buldogów o schedę po Kaczyńskim

Politycy PiS wmawiają nam, że kłopoty prezesa to nic takiego: wiosenna infekcja, atak alergii, zwyrodnienie kolana… Ale sami już toczą wojnę o podział tortu, który zostanie na stole.

W miarę jak okresy nieobecności chorego Jarosława Kaczyńskiego w życiu politycznym stają się coraz częstsze i dłuższe, w szeregi jego armii wkrada się chaos. Pytanie, czy to jeszcze spójna armia, czy już tylko kłębowisko zaciekle walczących ze sobą koterii, których liderzy przygotowują się do rywalizacji o schedę po prezesie.

Oto ośrodek prezydencki występuje z inicjatywą jesiennego referendum konstytucyjnego. Propozycja nie była uzgodniona z kierownictwem PiS i ma na celu wzmocnienie pozycji Andrzeja Dudy jako samodzielnego gracza.

Oto ośrodek skupiony wokół Zbigniewa Ziobry wymierza cios w Pałac Prezydencki, aresztując jego doradcę, adwokata i byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Królikowskiego za rzekomą współpracę z klientem przestępcą i udzielanie mu pomocy w ukrywaniu środków pochodzących z wyłudzeń VAT. Oskarżenia, o których plotkowano od dawna, wydają się dęte i najprawdopodobniej jest to raczej demonstracja siły ziobrystów, przygotowujących się do zgarnięcia jak największej części tortu, który zostanie na stole po odejściu prezesa.

Oto „Gazeta Polska” przypuszcza bezpardonowy atak na Andrzeja Dudę, zarzucając mu zdradę. W tym akurat przypadku redakcja Tomasza Sakiewicza okazuje się sojusznikiem ziobrystów, ale to tylko taktyczny, chwilowy alians. W istocie „Gazeta Polska” to zbrojne ramię Antoniego Macierewicza, który ostatnio wypadł z łask i poszedł w odstawkę. – Macierewicz do wora, wór do jeziora” – takie wytyczne mieli usłyszeć funkcjonariusze rządowego aparatu propagandy w TVP (choć oczywiście później pojawiły się oficjalne zaprzeczenia: skądże znowu, broń Boże, takie słowa nie padły, my w ogóle nie używamy takich sformułowań, bo u nas kwitnie miłość bliźniego).

Dziwnym jednak trafem w tym samym czasie kontrolowane przez Mariusza Kamińskiego specsłużby biorą na celownik czołowego pupila Antoniego Macierewicza Bartłomieja Misiewicza, ujawniając nieprawidłowości, jakich miał się dopuścić on sam i jego ludzie, zgarniając góry szmalu w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. O sprawie z lubością rozpisuje się propagandowy biuletyn braci Karnowskich, a Antoni Macierewicz protestuje: – „Chodzi o napiętnowanie Bogu ducha winnego Misiewicza”. Oczywiście, mówi nieprawdę. Doskonale wie, że nie chodzi o napiętnowanie nieistotnego chłopaczka z apteki w Łomiankach, lecz o dopadnięcie jego samego: „Macierewicz do wora, wór do jeziora”.

W grze jest jeszcze ośrodek toruńskiego oligarchy Tadeusza Rydzyka, który w ostatnim okresie też poniósł poważne straty. Jego czołowy przedstawiciel w rządzie, Jan Szyszko, został zdymisjonowany, a lansowana przez Radio Maryja i biskupów inicjatywa zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej napotyka na trudności i jest spychana na boczny tor. Rydzyk i Szyszko podszczypują więc centralę PiS-u, krytykując ją np. za brak sprzeciwu wobec idei zakazu hodowli zwierząt futerkowych.

Wiadomo, kto tak naprawdę jest tu obiektem krytyki – wszak wszyscy pamiętamy słowa miłośnika kotów Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane przez niego na otwarciu wystawy pt. „Niech futra przejdą do historii”: – „Chodzi o to, aby cierpienia zwierząt było mniej na świecie, a cierpienie zwierząt futerkowych to jedno z tych najgorszych, które mają miejsce”. Nic dziwnego więc, że politycy PiS dostali oficjalny szlaban na udział w organizowanym przez rydzykowców sobotnim marszu leśników i hodowców zwierząt futerkowych. W stosunkach między Toruniem a Nowogrodzką słychać coraz głośniejsze trzaski i zaczynają się sypać iskry.

Taki jest stan spraw w obozie „dobrej zmiany” w pierwszej połowie maja. A wkrótce będzie jeszcze gorzej, bo starzejący się i schorowany wódz znika coraz częściej i na coraz dłużej. Jego propagandyści wmawiają opinii publicznej, że to nic takiego: wiosenna infekcja, atak alergii, zwyrodnienie kolana… Do tej operacji propagandowej wciągnięto nawet dyrektora wojskowego szpitala, który przywiózł prezesowi PiS kule ortopedyczne. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że chodziło wyłącznie o to, by dowiedziała się o tym opinia publiczna, by uprawdopodobniało to wersję ze schorzeniem kolana. Że kule były w istocie niepotrzebne, bo zdrowotne problemy Jarosława Kaczyńskiego mają inny charakter.

Przygotujmy się więc, że w najbliższej przyszłości walka PiS-owskich buldogów jeszcze bardziej się zaostrzy i przeniesie się spod dywanu na jego powierzchnię. Nie pocieszajmy się jednak zanadto. Historia uczy, że zmiana warty w obozie dobrej zmiany wcale nie musi być zmianą na lepsze. Wszak po Leninie przyszedł Stalin.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
antyuzurpatorEwa WiraszkasygnalistaZbyszekPolka gorszego sortu Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maria
Maria

Jakie to nieetyczne u tych PiSkatolików – już się zagryzają choć (Lenin wiecznie) żywy, nawet kolano będzie miał błyskawicznie przysztukowane -a ja czekam już 3 lata

Nihil
Nihil

Ciekawe o tym myśli Maryusz?Suski nie wie o co chodzi, Krycha się nie wypowiada. Hmm. Pachnie „kwiatkami” w wy PiS dowie

Polka gorszego sortu
Polka gorszego sortu

Prezes zaczyna przypominać Breżniewa, tylko Rosjanie mieli lepszy dostęp do części zamiennych do swojego wodza. Pamiętam krążący pod koniec jego rządów dowcip: „Patrzcie, Breżniew jak żywy”. Analogia do Lenina i Stalina jest (mam nadzieję) bardzo na wyrost, bo ani kaliber „bohaterów”, ani poziom terroru na szczęście nie ten.

antyuzurpator
antyuzurpator

Nawiązując do dowcipów o Breżniewie – pewnie dlatego karakan zakończył miesiączki, bo trudno było na drabince ukryć „mikrofony” podające tlen.
Że może przyjść gorszy – fakt, taki np. miniprokurator zero. Ten to natychmiast zamknie każdego, kto na niego krzywo spojrzy. W dodatku też rządziłby z tylnego siedzenia, utajniając ile się da ze struktur i osób władzy.
Ponoć kaczyńscy mieli zagrać w „Królu Maciusiu I”, ale nie wyszło. Jest tam scena, w której dla oszukania narodu obwożona jest kukła króla. Ciekawe, czy już szykują prezesowską kukłę.

Zbyszek
Zbyszek

To dobre informacje. Z tym że to nie buldogi lecz kundle.

sygnalista
sygnalista

Od dawna wiadomo, że jest to zaawansowany, nie do wyleczenia nowotwór prostaty….

Ewa Wiraszka
Ewa Wiraszka

dzięki za tekst , sytuacja rozwojowa .Nawet zciągniete gacie nad Bałtykiem przez Jackowskiego Marię , było pewnie ukartowane . A kolano już dawno powinno być operowane , ale pewnie nerwy siadły prezesowi , a wtedy operacja nie powinna się zadxiać . Dzisiaj wizyta Orbana ,z zapowiedzi czytam , że przyjęty bedzie po królewsku , tragedia narodowa trwa , dzien dobry Polsko !