Wg Leszka Millera zanosi się na kryzys na planie „Ucha Prezesa”

Leszek Miller nabija się z PiS: „Wprowadzili kozę, potem triumfalnie ją wyprowadzili, ale… zapaszek został"

Trzęsienie ziemi jakie nawiedziło ostatnio prawą stronę sceny politycznej, wraz z prezydenckimi wetami, a później odmową nominacji generalskich w dniu święta Wojska Polskiego, pokrzyżowało nawet kabaretowe plany Roberta Górskiego, twórcy „Ucha Prezesa” – pisze Leszek Miller w felietonie dla Super Ekspresu. Podsumowując dwa lata prezydentury Andrzeja Dudy, lider SLD puszcza wodze fantazji:

„Robert Górski i jego ludzie w ponurych nastrojach wyrzucają do kosza gotowe już ujęcia ukazujące Dudę jako poczciwego safandułę wiecznie czekającego pod drzwiami prezesa, a w zamian tworzą sylwetkę gotowego na wszystko zuchwalca”. I dalej opowiada: „Jeden ze scenariuszy przewidywał nawet pojedynek Adriana ze smokiem wawelskim i jego ulubionym kotem, ale smok odrzucił tę propozycję tłumacząc, że pragnie pozostać apolitycznym. (…) „Podobno rozpatruje się też możliwość zaangażowania konia, którego już Andrzej, a nie Adrian uczyni ministrem w swojej kancelarii, aby pokazać, że wszystko może i nic już nie musi z nikim konsultować”.

Niektórzy politycy pytani przez dziennikarzy, co będzie dalej, odpowiadają: „nie wiem, nie jestem wróżką”, a innym, wróżenie samo wychodzi…

Swój felieton Leszek Miller kończy: „A poza tym wszyscy zdrowi i radośnie czekają na następne dwa lata”.
(Źródło: se.pl)

/j/

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
issa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
issa
issa

panie miller, na pana miejscu to zaszyłabym sie gdzieś w otmęty niepamięci.
To pan WYBITNIE przysluzył sie do sytuacji, jaką mamy obecnie. Wystawiajac jakas lalkę ogórkową i wszystkimi silami dyskredytujac SLD, co umozliwiło, obecnie rzadzącym, uzyskanie pozycji nigdy niespotykanej w naszej polityce.
To pana wina i dziwie się temu radosnemu nastrojowi.
Chyba, że tak miało być?