Więcej życzliwości!

Więcej życzliwości!

Polacy to bez wątpienia wielki, wspaniały naród i pod wieloma względami całkiem fajne społeczeństwo. Jednak gdybym mogła coś w nas zmienić, sprawiłabym, żebyśmy byli wszyscy aż i tylko – dużo bardziej życzliwi.

Istnieją wielkie cnoty, zawsze i wszędzie gloryfikowane, jak mądrość, nieprzeciętna inteligencja, ba! – nawet marny spryt życiowego cwaniaczka, elokwencja i oczytanie, erudycja i dobre wychowanie, o kreatywności, polocie, niepoślednich talentach, poczuciu humoru i bystrości umysłu nie wspominając. Wszystko to są cechy wielkie i chwalebne, niestety, zauważcie, jak rzadko zdarza nam się dorzucać do tej listy zwykłą, prostą życzliwość.

 

Jest to o tyle paradoksalne, że ta właśnie cecha, jak żadna inna decyduje o tym, czy nasze życie, tak prywatne, jak i społeczne, a nawet państwowe jest szczęśliwe, satysfakcjonujące i udane, czy przeciwnie, szare, pełne konfliktów i wiecznego wkurzenia. Możesz być mądry, wyszczekany, dobry, a nawet najlepszy w jakiejś dziedzinie, wrażliwy lub bezwzględny, możesz być małomówny lub być wielką gadułą – i wszystko to nie ma znaczenia, bo o jakości twojego życia decyduje to, czy inni są na co dzień dla ciebie życzliwi, czy miło i dobrze cię traktują i czy ty robisz to samo dla nich.

Większość naszych polskich bolączek bierze się z nieżyczliwości. Krzyczymy i warczymy na siebie w sklepach, urzędach, na ulicy, u cioci na imieninach, w domach i w pracy. Denerwujemy się tam, gdzie denerwować się wcale nie trzeba, wiecznie spieszymy, myślimy tylko o sobie.

Uważam, że zazwyczaj wszelkie zło idzie z góry, dlatego jestem skłonna odpowiedzialność za ten stan rzeczy przypisywać politykom, bardziej niż innym grupom społecznym. Codzienny pokaz chamstwa, prostactwa, szczerej i bezinteresownej złośliwości, małostkowości serwowany nam w telewizjach od paru lat zrobi swoje. Poza tym – jeśli politycy i ich poplecznicy zachowują się w ten sposób i nieźle na tym wychodzą – ludzie widzą przecież, jak można się obłowić i jakie zająć stanowiska, byle tylko mieć znajomka w PiS – to tłum zaczyna sądzić, że to jedyny sposób, żeby coś „osiągnąć” i z ochotą zaczyna naśladować.

 

Ponieważ jednak znają mnie Państwo już trochę i wiedzą, że wszystkie rewolucje skłonna jestem raczej zaczynać od siebie, powiem i tym razem: trzeba zacząć od siebie. Częściej się uśmiechać, spokojniej mówić, nie krzyczeć, tylko przekonywać, tłumaczyć, demaskować fałsz spokojnie i bez nerwów, polubić choć trochę ludzi, przepuścić kogoś czasem w drzwiach, czy jako kierowca nie wymuszać pierwszeństwa. Brak życzliwości to nasza społeczna cecha, która często rzuca mi się w oczy. Nie dotyczy rzecz jasna wszystkich, nie chcę uogólniać, ale jednak stanowi problem na tyle duży, że warto go odnotować.

Nie dajmy się zwariować i zamienić bezwzględnym politykom w stado warczących na siebie, obnażających kły wilków, bo różnorodność jest inspirująca, nie obciążająca, a umiejętność spojrzenia na sprawy z innego punktu widzenia, podobnie jak prosta życzliwość i dobroć, to jedne z najwspanialszych ludzkich cech. A potrzebujemy ich przecież dziś bardziej niż kiedykolwiek.

Eliza Michalik
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
EwaWitoldGoool Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Goool
Goool

Jakoś nie mogę uwierzyć, że Pani, która w pamiętnym wywiadzie rozmawiała z „pisarką” Nurowską, pisze o życzliwości.

Witold
Witold

Brawo Eliza! W kraju, w ktorym mieszkam obcy ludzie sie do siebie usmiechaja, obcy ludzie chodzacy na spacerze po ulicy pozdrawiaja sie nawzajem, urzednicy w okienkach mile zagaduja. I dzieki temu zycie codzienne jest milsze!.

Ewa
Ewa

Pani Elizo, to przekaz dla mnie. Staram się zapanować nad swoimi reakcjami, pracuję nad tym, ale kiepsko to mi wychodzi. Najbardziej denerwuje mnie ludzka głupota, wzbudza we mnie agresję. Unoszę się złością zamiast wziąć dystans. Nie mogę sobie z tym poradzić.
Pozdrawiam Panią serdecznie.