Wiedzieć, a myśleć, że się wie – to duża różnica

Tak wygląda tolerancja według Jarosława Kaczyńskiego

Opinię publiczną uwodzą wyłącznie ludzie i rzeczy, które budzą silne emocje, a więc najczęściej kłamstwa.

Jedna z największych pretensji do Jarosława Kaczyńskiego i jeden z największych powodów niedowierzania po stronie zwolenników opozycji od lat brzmi następująco: jak to możliwe, że ktoś taki, kawaler, który z nikim nie mieszka i nie ma dzieci, o zaniedbanym wyglądzie i aroganckim sposobie bycia uwiódł 40-milionowe społeczeństwo i stworzył partię mającą rodzinę na sztandarach i duże poparcie? Podobne zdziwienie wybrzmiało zresztą, gdy okazało się, jak popularna jest wśród elektoratu PiS Beata Szydło. Bo przecież taka przaśna, zahukana – mówiono – niesamodzielna i nie zachowuje się jak przywódczyni dużego kraju.

 

A ja pamiętam wybory, w których naprzeciw siebie stanęli wysoki, grubo powyżej 1,80 centymetrów wzrostu, kulturalny i pobożny doktor prawa – Marian Krzaklewski i sporo niższy, niezbyt szczupły (mimo przedwyborczego odchudzania), nawet nie magister, wyśmiewający katolicką wiarę (pamiętacie ministra Siwca, który błogosławił ziemię kaliską?), wielbiciel przaśnego disco polo – Aleksander Kwaśniewski. I co? Kwaśniewski nie tylko wygrał z Krzaklewskim. On wygrał, bo jak się później okazało, większość Polaków głosując na niego byłą święcie przekonana, że jest wyższy od Krzaklewskiego i ma lepsze wykształcenie.

Wniosek z tego i wówczas, i dziś jest dokładnie taki sam. Ludzie nie wiedzą. Ludziom się wydaje, że wiedzą, myślą, że wiedzą, a to spora różnica. Ludzie nie są też poinformowani, choć oczywiście sądzą i święcie wierzą, że są poinformowani. Jeśli do tego dorzucimy mity, wyobrażenia i iluzje praktycznie na każdy temat, które większość bierze za rzeczywistość, ogrom stereotypów, uprzedzeń i lęków, najczęściej irracjonalnych, którymi żyje tłum, czyli tak zwana opinia publiczna, staje się jasne, że żaden prosty, obiektywny fakt nie ma najmniejszych szans wywrzeć wrażenia na zbiorowej świadomości. Tłum uwodzą wyłącznie ludzie i rzeczy, które budzą silne emocje, a więc najczęściej kłamstwa.

Poniekąd to logiczne: w dzisiejszym przebodźcowanym świecie, pełnym nie tylko tysięcy informacji domagających się naszej uwagi, ale i tysięcy dźwięków, wrażeń, zapachów i decyzji, żeby nie zwariować, musieliśmy stać się mentalnie i intelektualnie otępiali i gruboskórni. Inaczej nie moglibyśmy normalnie funkcjonować. Dlatego w polityce wygrywają ci, którzy potrafią swoje prymitywne prawdy (bo te bardziej skomplikowane są już zbyt skomplikowane) wbijać bliźnim propagandowym młotkiem do głowy. Cisi, subtelni, skromni i mądrzy nie mają żadnych szans.

Oznacza to nie tylko, że narzekanie i tęsknota za starymi dobrymi czasami nie ma sensu: bo nie ma już u władzy (a i w społeczeństwie niewielu) ludzi, którzy je tworzyli. Stare czasy już nie wrócą. Nigdy. Dzisiejsi ludzie, „nowi ludzie”, są inni. Szybsi. Płytsi. Przedkładający wideo nad słowo pisane, szybką obserwację i szybkie wnioski, zamiast nużących intelektualnych rozważań. Myślący o sobie – swoim wizerunku, wadze, przyszłości, rozwoju…. A nie o świecie, rzeczach i zjawiskach. I tak już będzie albo jeszcze gorzej.

Ale oznacza to także, że musimy przyjąć do wiadomości i zaakceptować fakt, że w polityce przestaje być ważne, jakie rzeczy są, a liczy się tylko, jakie się wydają, jakimi umiemy je przedstawić i jak „sprzedać”. Dlatego nie jest ważne, czy i komu podoba się Jarosław Kaczyński, jest ważne, jaki jego i jego partii wizerunek udało się sprzedać ludziom. I – być może to Państwa zszokuje – nie uważam, że to wina PiS czy innych populistów. Nie! To nasza odpowiedzialność, bo to myśmy na to pozwolili i tak ukształtowali ten świat.

 

To nasze pokolenie siedziało z nosami w komórkach i wymyśliło 24-godzinne telewizje informacyjne, wymuszające płyciznę i pustotę. To nasze pokolenie produkowało telewizyjną tandetę, by teraz użalać się nad niskimi gustami Polaków. Stawiało na „skróty komunikacyjne” i klikalność zamiast na rzetelność i kulturę. Pomyliło agresję z siłą, wywindowało powszechny (a więc najczęściej tandetny) gust do rangi wyroczni.

To, co nas spotyka i na co tak bardzo narzekamy, to nic innego jak konsekwencja naszej nieodpowiedzialności i braku wyobraźni i chciwości – zysku, łatwych wrażeń i pieniędzy i łatwych rozwiązań skomplikowanych problemów. I co? I nic. Dlatego przyzwyczajajmy się, bo jeśli niczego nie zmienimy, to tak już teraz na świecie będzie. Nie tylko w polityce.

Eliza Michalik
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
ZwinkaBogumiła KrolRafał PLehoo Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Lehoo
Lehoo

Pani Elizo ! Krzaklewski ma doktorat z nauk technicznych (automatyka). Zalecam dokładniejszy research przed przystąpieniem do pisania artykułu.

Rafał P
Rafał P

Zacząłem to czytać i w miarę wgłębiania się w tekst coraz bardziej byłem przekonany, że to Pani Eliza. I nie pomyliłem się. Szkoda, że już nie mogę jej obejrzeć w Gilotynie. A ten tekst jest bardzo dobrą i celną oceną polskiego społeczeństwa. Społeczeństwa w swej masie i prymitywnego i leniwego. Nieważne, jak skomplikowana i wielobarwna jest nasza codzienna rzeczywistość, taki „masowy Polak” jest w stanie reagować, bo tego w żadnym wypadku myśleniem nazwać się nie da, w kategoriach binarnych: dobry-zły, mój-obcy, pisowiec-antypisowiec. I gdy nadchodzą wybory, to jeśli nie lubi ani Jarka, ani Grzesia, to mu się mózg blokuje, bierze… Czytaj więcej »

Bogumiła Krol
Bogumiła Krol

To trend ogólnoświatowy. Politykom wszelkiej maści nie jest potrzebny człowiek myślący, ale głosujący. Główne hasło dla elektoratu ,,igrzysk i chleba”. Współczesne igrzyska – która partia bardziej dokopie przeciwnikowi i nie ważne są metody. Dla większości elektoratu prawo jest pojęciem abstrakcyjnym (dopóki sąsiad nie ukradnie krowy). A ,,chleb”? We współczesnym świecie (Europa) nikt już z głodu nie umiera, najwyżej na ,,Ferrari” nie wszystkich stać (celowo przesadziłam).

Zwinka
Zwinka

OK, OK, Pani Elizo, tyle że afera z brakiem wyższego wykształcenia Aleksandra Kwaśniewskiego wybuchła w wyborach 1995 r., w starciu z Lechem Wałęsą, czyli magister ( tak go reklamował na afiszach sztab wyborczy Danuty Waniek ) przeciwko elektrykowi. Pamiętam, bo też składałam protest ( przyjaciółka z UG zbadała sprawę i znalazła 2 niezaliczone egzaminy )… ale sąd orzekł na korzyść Kwaśniewskiego ( Postanowienie z dnia 4 grudnia 1995 r. III SW 1091/95 ).
Ale poza tym wszystko się zgadza.