Wielka manipulacja, czyli co się stało z Polakami?

Wielka manipulacja, czyli co się stało z Polakami?

Prawda nie musi już wynikać z faktów, bo to fakty muszą się podporządkować rzeczywistości wykreowanej przez władzę.

Główni aktorzy sceny politycznej odtrąbili sukces, choć trafniej byłoby ocenić, że jedni wygrali z kretesem, a drudzy ponieśli sromotne zwycięstwo.  Radują się niemal wszyscy uczestnicy wyborczych zmagań i już wybiegają myślami w przyszłość, prognozując sobie kolejne sukcesy w następnych wyborach. Niesiony falą powszechnej szczęśliwości też bym się cieszył, gdyby nie myśl przewrotna: a co będzie, jeśli opozycja wygra maraton wyborczy? Bo mniej więcej wiadomo, co się stanie z Polską, jeśli PiS zwycięży. Ale jeśli PiS przegra, to czy pozwoli się pokonać?

 

Tylko naiwni i prostoduszni wierzą, że wszechmocnie dzisiaj rządzący z godnością przyjmą porażkę, pogratulują zwycięzcom i grzecznie wycofają tysiące swoich ludzi z lukratywnych stanowisk. Tak mogą prognozować tylko ci, którzy uwierzyli w zapewnienie prezesa, że rząd podporządkuje się decyzji unijnego trybunału i zapewniają, że rząd cofnie całą „reformę” sądownictwa. Ale nie po to wymyślili nową Izbę Sądu Najwyższego kontrolującą prawidłowość wyborów, by zaakceptować ich wynik w przypadku klęski. Trzeba też sporej dawki optymizmu, by gwarantować, że PiS wspólnie ze swoją związkową przybudówką, nie zechce wyprowadzić ludzi na ulicę pod hasłem sfałszowanych wyborów. Ilu Polaków da się poprowadzić?

Czytam wyniki wyborów samorządowych i myślę o tej ogromnej rzeszy ludzi, dzięki którym możliwe było dotąd demolowanie struktur demokratycznych, zawłaszczanie kraju, międzynarodowe awanturnictwo polityczne, odpychanie przyjaciół Polski i wspieranie nieprzyjaciół. Nie chodzi mi o odwiecznych koniunkturalistów, cyników owijających się polską flagą, pazernych kaznodziejów występujących w imieniu Boga, samozwańczych strażników Honoru i Ojczyzny. Pal sześć politycznych chuliganów i zwykłych przestępców, którzy świadomie uczestniczą w demolce państwa, bo widzą w niej swoją szansę, swój interes, swoją korzyść, nawet krótkotrwałą, a potem choćby potop. Nie myślę o animatorach „dobrej zmiany”, o manipulatorach i zwyczajnych oszustach, którzy powiedzą i zrobią wszystko co każą, dla kasy i zaszczytów. Myślę o tych, którzy nie potrafią albo nie lubią rozumować samodzielnie, którzy ulegli lub polegli w propagandowym zgiełku, pozwolili się oszołomić, dali się nabrać na wyborcze manipulacje i kłamstwa. Niestety jest ich dużo za dużo. A w każdym razie zbyt mało, by postawić tamę dyktatorskim zapędom Kaczyńskiego.

Tym, którzy pozostali przyzwoici i którzy protest przeciw niszczeniu demokracji traktują jak patriotyczną powinność, zwolna puszczają nerwy.  W publicznym obiegu roi się od pytań o stan umysłów naszego społeczeństwa. Co się stało z Polakami? Skąd trwałe poparcie dla politycznych troglodytów i przyzwolenie na rządy marginalnego do niedawna plemienia cynicznych prymitywów, osobników pazernych i wbrew pozorom absolutnie bezideowych? Czemu dotychczas zaradni, myślący i solidarni stali się nagle bezmyślnie obojętni? Internet aż kipi od autoinwektyw, jakby nie obowiązywało już prawo chroniące Polaków przed pomówieniami. Czytam: Polacy to naród idiotów. Sprzedaliśmy się za 500 plus – plus obiecanki cacanki. Sami na siebie ukręciliśmy pisowski bat. Dajcie Polakom rządzić, to sami się wykończą. Kiedy opada nas szarańcza, wtedy sami zamieniamy się w szarańczę… itp., itd. To opinie desperackie i często nieprawdziwe. Prawdą jest natomiast, że ostatnimi czasy w naszym społeczeństwie wystąpił niepokojący deficyt wyobraźni i wielu Polaków okazało się nieodrodnymi dziećmi Nadziei. Tej matki, która niegdyś kazała głosować na niejakiego Tymińskiego, wcześniej nieznanego hochsztaplera, emigranta z czarną teczką pełną rzekomych kwitów kompromitujących bohaterów zwycięskiej wojny z komuną. Ta sama Nadzieja powiodła Polaków pod prysznic, gdzie zamiast ciepłej wody chlusnął wrzątek.  A potem „matka głupich” wpadła w szpony inżynierów dusz, zwerbowanych na rynku medialnym przez zwycięską partię.  Nadzieja na usługach rządzących zmieniła nasze naiwne dzieciństwo w koszmarne bachorstwo.  Polacy stali się obiektem Wielkiej Manipulacji, której od wieków doświadczają narody zniewolone i podbite. Jej scenariusz jest powszechnie znany i sprawdzony przez wielu dyktatorów:

ETAP 1 – ogłosić, że do politycznych przeciwników nie wolno mieć zaufania. Zalać medialny rynek potokiem cuchnących pomówień, przytłoczyć odbiorców aferami kręconymi z drobiazgów lub wprost z kapelusza, zarzucić przeciwnikom dokładnie to, co u Polaków budzi szczególną niechęć: zdradę rodzimych interesów, rozkradanie kraju lub wyprzedaż majątku narodowego (do wyboru), służalczość, koniunkturalizm, nepotyzm i inne -izmy. W kampanię opluskwiania tych, którzy myślą inaczej, zaangażować też można Wehrmacht, komunistów, esbeków, ruskich, homoseksualistów, genderowców, hitlerowców, lewaków i Żydów.  A wszystko po to, by jak najszerzej rozniosło się po kraju, że IM nie wolno ufać. Nie trzeba nawet dodawać, że NAM zaufać można. Bo skoro my się tym oburzamy, to znaczy, żeśmy tak przyzwoici, że aż strach…

ETAP 2 – wzbudzić podejrzenia, że to, co ludzie widzą, to złudzenie, że Polska którą znamy to fata morgana. Że fasada rozkwitającej ojczyzny skrywa pod spodem brud, rdzę, syf, malarię i kornika drukarza. I od razu trzeba wskazać winnych. Za Polskę w ruinie odpowiada więc tamta władza, to ugrupowanie, ten układ, ta nadzwyczajna kasta, grupa kolesi oraz pogrobowcy esbeków.

ETAP 3 – teraz już można objawić swój Wielki Projekt jako jedyną skuteczną metodę uratowania znękanej ojczyzny: wywalić tamtych, rozpieprzyć ich układziki i struktury, unieważnić niesłuszne prawa, a na ruinach złego systemu zbudować nowe, uczciwe i legalne państwo. A dla uniknięcia podejrzeń, że celem projektu jest dobro grupy trzymającej władzę, zapewnienie jej bezkarności i zdobycie nieograniczonego dostępu do budżetowej kasy, wystarczy sypnąć ludowi groszem sugerując, że to są dokładnie te pieniądze, które dotąd kradli poprzednicy, a teraz idą w dobre ręce całego narodu.

Nie ubywa wyznawców „dobrej zmiany”, którzy pozwolili się uwieść i uwierzyli w wielką cywilizacyjną misję Prezesa Tysiąclecia. Tak jak kiedyś wielu Polaków wierzyło w sprawiedliwy ustrój komunistyczny, tak i dziś wielu dało się nabrać na fantasmagorię troskliwego państwa opiekuńczego i mocarnego kraju, któremu kłaniają się sąsiedzi, na wizję bogatej Rzeczpospolitej zarządzanej przez dobrego gospodarza – Naczelnego Patriotę. Nie zawsze jest to miłość ślepa i bezkrytyczna, więc w każdym projekcie Wielkiej Manipulacji znaleźć można zestaw sprawdzonych argumentów, przygotowanych na wypadek, gdyby odbiorca dostrzegł kłamstwa czy oznaki bezprawia: – Niestety to, co musimy zrobić dla waszego i Ojczyzny dobra, jest rewolucją, której nigdy nie da się przeprowadzić w pełni uczciwie ani całkiem lege artis – mrugają porozumiewawczo rządzący do swoich wyborców.  – Żeby zbudować w pełni uczciwe i sprawiedliwe państwo prawa, którego domaga się 85% rodaków, musimy trochę nagiąć dzisiejsze niedoskonałe przepisy i trochę inaczej zinterpretować wadliwą konstytucję …

Wielka Manipulacja zwana „dobrą zmianą” przyznaje swoim autorom licencję na kłamstwa.   W miarę postępów procesu zawłaszczania państwa manipulatorzy nabierają wprawy i w końcu łżą jak mój pies, który nażarty po czubek nosa trwa przy pustej misce dając do zrozumienia, że od dawna nic nie jadł, a przecież zasługuje na drugi obiad z deserem. Kłamstwo przestaje być kłamstwem, a staje się narzędziem nawiązania kontaktów, rozwiązywania konfliktów, naturalną metodą sprawowania i utrzymania władzy.  Dobro partii jest dobrem narodu, a nepotyzm – usprawiedliwioną formą doboru kadr, gwarantującą prawidłowy przebieg dobrej zmiany. Wielu ludzi z prowincjonalnym stażem kierowniczym, o nikłej wiedzy i zaściankowych poglądach, którzy otrzymali ważne stanowiska w gospodarce i administracji, naprawdę wierzy, że są lepsi od doświadczonych fachowców z poprzedniego rozdania.

Wielką Manipulację wieńczy moment, gdy w wyborcach rodzi się przekonanie, że prawda nie musi już wynikać z faktów, bo to fakty muszą się podporządkować rzeczywistości wykreowanej przez władzę. I już nie trzeba naginać prawa, bo prawo samo ma się giąć – i to w lansadach – przed rządzącymi. W imię przyszłej Wielkiej Polski wolno już wszystko.  Demokrację definiuje partia rządząca. Mniej więcej tak: Wyście nas wybrali, więc teraz Polska jest nasza. Nasze są wasze podatki i wydamy je na co chcemy. Nasza jest opłata TV, wiec mamy prawo nadawać to, co uważamy za korzystne dla nas. Bo wszystko co korzystne dla nas jest automatycznie korzystne i dla was. Tak jak wszystko, co wasze, jest nasze. Państwo to my, PiS, więc sprzeciw wobec posunięć PiS jest działalnością antypaństwową i musi być karana. Tego chciał Naród, a my jesteśmy emanacją narodu. Dlaczego ta upiorna definicja demokracji wciąż podoba się tak wielu Polakom? Nie mam pojęcia. Ale wiem, że pobudkę dla nich trąbić trzeba znacznie głośniej niż dotąd. Bo o przyszłość warto się martwić jak najwcześniej.

 Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

7
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
IrekMarekAndrzejMarekParagraf22 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek123454321
Maciek123454321

Drogi Panie Andrzeju! Z niezmiennym zainteresowaniem czytam zawsze pana artykuły, ale z Pana pesymizmem nie do końca się zgadzam. Chyba nie jest aż tak źle, jak to Pan przedstawił. Z moich szacunkowych obliczeń wynika, że tłum zwolenników „dojnej zmiany”, mimo steku kłamstw, mimo 3 lat obrzydliwej i nachalnej propagandy, mimo 500+, mimo populistycznego obniżenia wieku emerytalnego, mimo hucznych zapowiedzi nie mniej hucznych inwestycji (narodowy kanał z wbitym słupkiem, którego już nie ma, Centralna Pustynia Komunikacyjna, mieszkanie+ ) mimo olbrzymiego wysiłku pisowych notabli (nota bene ciągle zakrzykiwanych brzydkim słowem na „k……..” (oczywiście mam na myśli słowo KONSTYTUCJA) poparcie spadło w liczbach… Czytaj więcej »

Andrzej
Andrzej

To prawda i nieprawda. Jeśli od liczby głosujących odjąć „nadwyżkę” ludzi, którzy poprzednio nie głosowali, a tym razem nie wytrzymali i poszli przeciwstawić sie PiS, to mogłoby sie okazać, że zwolenników Kaczyńskiemu nie ubywa. Tak czy owak prawdą jest, że Polaków akceptujących kłamstwo i bezprawie nadal jest zaskakująco wielu. Dużo za dużo. Pozdrawiam.

Art63
Art63

Analiza jest niepełna – mapa poparcia dla PiS pokrywa się z mapą uczestnictwa w mszach. To co się dzieje, nie byłoby mozliwe bez czynnego i pełnego poparcia Kościoła, który postawił wszystko na jedną kartę.

Paragraf22
Paragraf22

No to mamy pozamiatane.

Marek
Marek

Sprawa jest prosta naród ma jeszcze rok czasu oby się opamiętać i przejrzeć na oczy, bo jak nie to za rok zacznie się pomału nasze wychodzenie z UE, albo ściślej mówiąc zaczną nas z niej pomału wyrzucać, bo na pewno UE nie będzie przez następne 4 lata tolerowała pisopolszewickich rządów i podejrzewam że właśnie się skończy na wywaleniu nas z UE, obecny naród polski jest nie reformowalny tak samo jak i kościół a jak wiadomo wszyscy zwolennicy PIS są ślepymi zwolennikami kościoła i to co powie kler w kościele jest dla nich święte. Tak że za rok będzie baj baj… Czytaj więcej »

Marek
Marek

„Co się stało z Polakami”? Bardzo zasadne pytanie. Chociaż właściwie należało by zadać pytań więcej:: Czy boli nas myślenie? Albo :Gdzie zgubiliśmy zdolność logicznego myślenia? I dlaczego nie potrafimy odróżnić propagandy od faktów? Tej starszej części społeczeństwa należało by zadać pytanie czy straciło ……pamięć? I skąd ta nostalgia za komuną i państwem opiekuńczym? Mieszkańcy wsi też mają wyraźne kłopoty z ….matematyką, bo wybrali partię antyeuropejską i tak naprawdę wyraźnie antychłopską? Co się stało z grupą naukowców, profesorów czy sędziów że postanowili poprzeć „dobrą zmianę” chociaż jest to partia która ludźmi myślącymi gardzi? Co się dzieje w głowach znacznej części Polaków… Czytaj więcej »

Irek
Irek

A ja, Ślązak z dziada pradziada chciałbym przeprosić wszystkich za to, iż prezydentem Katowic został protegowany PiS pan Krupa, a w sejmiku PiS ma większość! 🙁 Nie rozumiem, jak można było głosować na członków partii, której prezes będąc na śląsku z trybyny nazwał Ślązaków „ukrytą opcją niemiecką”!!! Albo ludzie za prędko zapominają, albo prawdziwych Ślązaków na Śląsku już nie ma! 🙁