Wielkie nagrody w MSZ. To dopiero trzeba mieć tupet!

Wielkie nagrody w MSZ. To dopiero trzeba mieć tupet!

Niesamowite!

Kiedy my zaciskamy pasa, bo pandemia i związany z tym lockdown oraz niepewność zatrudnienia i bankructwa, bo inflacja, Ministerstwo Spraw Zagranicznych przyznało sobie, w czasie tej kadencji Sejmu, nagrody w wysokości prawie 12 milionów złotych.

Za rządów Jacka Czaputowicza, od połowy listopada 2019 r. do końca roku, była to kwota ponad 6 mln. zł. Zbigniew Rau, minister spraw zagranicznych od 26 sierpnia 2020 r. przeznaczył na nagrody już blisko 5 mln. zł.


Na pytanie, za co pracownicy dostali te nagrody, resort odpowiedział krótko. Za „rzetelne i terminowe wykonywanie zadań w trudnych warunkach lub pod presją czasu”.

Może podeszłabym z większym rozumieniem do takiego szastania naszymi pieniędzmi, ale nie mogę.

Przecież pan minister jest jak człowiek widmo, bo jakoś ani go widać ani słychać. To nie on zabiera głos w sprawach międzynarodowych. To nie on prowadzi rozmowy dyplomatyczne, czy też spotkania. To również za jego panowania w MSZ poziom naszej polityki zagranicznej woła o pomstę do nieba.

Za co więc ta kasa dla niego i jego pracowników? Za całkowite zniszczenie pozycji Polski na arenie międzynarodowej? Tej, jaką mieliśmy przed rządami PiS?

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

/do/

Źródło: se.pl

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Mariusz
Mariusz
15 września 2021 15:25

Przypomina mi się taka zagadka (zresztą w kontekście WSZYSTKICH POCZYNAŃ PiSiorów):
– Jaki jest szczyt bezczelności?
– Nasrać komuś na wycieraczce, zadzwonić do drzwi i poprosić o papier…

Chermes
Chermes
15 września 2021 17:58

Dlaczego pytacie – za co te nagrody? Przecież pan minister jasno to wyjaśnił:
za rzetelne i terminowe wykonywanie zadań w trudnych warunkach lub pod presją czasu”.
To nie takie proste, w tak krótkim czasie popsuć relacje właściwie ze wszystkimi naszymi dotychczasowymi sojusznikami. No bo został nam z przyjaciół, jedynie San Escobar. No i w pewnym stopniu Węgry, choć w tym przypadku, nie byłbym tego w stu procentach pewien, bo jednak Orban wyżej od Polski stawia Rosję.