Wierność Ziemi

Wierność Ziemi

W Ewangelii najpierw jest bezradność, a potem cuda

Jak by to było bez świąt Bożego Narodzenia? Trudno sobie wyobrazić, a przecież dla miliardów ludzi na Ziemi święta te nic nie znaczą, nie są ich świętami. Dzięki wierze uważam je za naprawdę wyjątkowe. Dziecko narodzone w żydowskiej rodzinie ponad 2000 lat temu zmieniło pojmowanie relacji pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Wcielenie Boga jest najpełniejszą afirmacją człowieczeństwa. Chrześcijaństwo bez humanizmu przestaje być sobą.

Istnieje dzisiaj dość silny trend poszukiwania religii prywatnej, wyłamującej się z  historii zbawienia, którą opowiada Biblia. Z religii pozostaje właściwie tylko tęsknota za czymś, co przekracza próg codzienności i doczesności. Wydaje się, że postkonfesyjna i postchrześcijańska duchowość zmierza w kierunku odwrotnym w stosunku do tego, który wraz z proklamacją śmierci Boga wyznaczał Nietzsche. Zaratustra rzecze bowiem: „pozostańcie wierni ziemi”. Wszelką pozaziemską nadzieję uważa on za szkodliwą truciznę.

Nietzschego można odczytywać po chrześcijańsku. Taka lektura może być niezgodna z jego własnymi przekonaniami, ale może również pogłębiać sens jego intuicji. Nietzsche zauważył coś fascynującego. Człowiek jest istotą ziemską i tu na ziemi powinien spełnić się jego los. Odwrócenie się zaś od ziemi jest ucieczką od ludzkiej kondycji.

Wierność ziemi wyraża sam Bóg stając się jednym z nas. Właśnie o tym opowiada  ewangeliczna historia o Bożym Narodzeniu. O tym są kolędy, o tym jest szopka. To nie tylko folklor, ale przede wszystkim humanistyczne przesłanie wpisane w kulturę popularną. U źródeł tych treści pozostaje zdumienie to samo, które znajduje się w kolędzie: „Zbawicielu drogi, takżeś to ubogi/ Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi”.

Jedni chlubią się bogatą polską obrzędowością związaną z Bożym Narodzeniem, inni uważają, że jest ona sentymentalna i płytka, a rytuały są oderwane od autentycznego życia. Przesłanie Bożego Narodzenia domaga się rozbudowanej obrzędowości. Warto przy okazji  przypomnieć, że żywe do dzisiaj obrzędy Bożego Narodzenia odzwierciedlają różnorodność kulturowych wpływów. Żłóbek i szopka przyszły do nas z Włoch, choinka z Niemiec, a łamanie się opłatkiem wyrosło na glebie słowiańskiej kultury,  zasilonej inspiracjami biblijnymi. Przeżywane dziś Boże Narodzenie jest jak muzeum, w którym odnajdujemy ważną część polskiej historii, wpisanej w dzieje Europy. Ale jak to w muzeum, potrzebny jest klucz interpretacyjny, aby nie pogubić się wśród rekwizytów.

Zastanawiające, dlaczego Boże Narodzenie pomimo tak różnorodnych przemian kulturowych ostatnich dekad wciąż angażuje emocjonalnie Polaków. Dociera wiele relacji o masowych przyjazdach na święta do domów rodzinnych ludzi, którzy poszukując  pracy osiedli za granicą. Adekwatnego opisu kulturowej świadomości „nowej emigracji” powinni dostarczyć socjologowie. Ale także zwykłemu obserwatorowi  fenomen tych świątecznych podróży wiele mówi. Kryje się w nim optymistyczny potencjał wartości chrześcijańskich, które, być może, nie są wcale na eksport, lecz najpierw powinny być docenione przez nas samych.

Wartości chrześcijańskie to nie tylko wartości religijne. Gdyby były one wyłącznie wartościami religijnymi, skierowanymi ku rzeczywistości pozaziemskiej, Nietzsche miałby rację, kiedy formułował swoje oskarżenia wobec chrześcijaństwa. Ewangelia jednak nie rozdziela, ale łączy porządek spraw ziemskich, doczesnych i porządek nadprzyrodzony, wieczny. Mówi ona, że człowiek spełnia się poprzez wierność małym ludzkim sprawom, w których odkrywa blask wielkości. W ziemskiej biografii Jezusa z Nazaretu odczytujemy pochwałę życia rodzinnego, fascynację dzieciństwem, wartość pracy. Jest to ewangelia spraw ludzkich, ewangelia egzystencjalnego konkretu.

Przekaz o narodzinach w Betlejem nie przestaje poruszać, przystaje do naszego doświadczenia. Można sobie wyobrazić, że Bóg staje się od razu  człowiekiem dorosłym, spełniającym natychmiast swoją misję. A jednak więcej sensu ma poczęcie się i narodziny. Więcej sensu ma bezdomność nowonarodzonego syna Maryi niż apokryficzne opowieści o dziecku działającym niesłychane cuda. W Ewangelii najpierw jest bezradność, a potem cuda.

Sielankowość Bożego Narodzenia jest tylko jedną z jego warstw. Można ją nawet odrzucić bez szkody dla sensu tych świąt. W rzeczy samej Boże Narodzenie jest dramatem.

Trzeba otrzeć się o koszmar rozpadu więzi międzyludzkich, aby odkryć niezwykłość gestów czułości i troski. Scena, jaką Czesław Miłosz przywołuje w „Zniewolonym umyśle” zawsze  kojarzyła mi się z opowieścią wigilijną. To, co zobaczył na dworcu na terenach okupowanych przez Sowietów w czasie, gdy próbował przedostać się stamtąd do Warszawy, było żywym echem wydarzenia z Betlejem. „Patrzyłem na nich długo i nagle poczułem, że łzy płyną mi po policzkach. I to, że właśnie na nich zwróciłem uwagę w tłumie i moje gwałtowne wzruszenie były spowodowane ich zupełną innością. Była to ludzka rodzina, jak wyspa w tłumie, któremu czegoś brakowało do zwyczajnego, małego człowieczeństwa. Gest ręki nalewającej herbatę, uważne podanie kubka dziecku, troskliwe słowa, które raczej odgadywałem z ruchu ust, ich odosobnienie, ich prywatność w tłumie”.

Ks. Alfred Marek Wierzbicki
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Rafał P.smętek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
smętek
smętek

Bardzo serdecznie dziękuję za te mądre słowa.

Rafał P.
Rafał P.

„Jedni chlubią się bogatą polską obrzędowością związaną z Bożym Narodzeniem, inni uważają, że jest ona sentymentalna i płytka.”

Niech każdy sobie świętuje ten okres, jak mu najwygodniej.
Kiedyś to byly starosłowiańskie Szczodre Gody świetowane nawet przez dwa tygodnie. Dzisiaj jest handryczenie się o wolną wigilię. I o co to wszystko? Nawet najbardziej wyrafinowana kreatywna księgowość nie wykreuje zysków z ewidentnuch strat.
A odnośnie jakiejś rzekomej głębi świąt to to można ją mieć głeboko w …