Wiosna idzie, PiS truchleje

Wiosna idzie, PiS truchleje

Rewolucyjna dynamika „dobrej zmiany” została złamana. Walec zatrzymał się i dalej już nie pojedzie.

Na Święta zajączek przyniósł prezydenckie weto do ustawy degradacyjnej – Andrzej Duda nie zgodził się, by minister mógł samowolnie degradować (także pośmiertnie) oficerów wojska, którzy jego zdaniem sprzeniewierzyli się państwu polskiemu. Ustawa, pozbawiona trybu odwoławczego, budziła sprzeciwy natury zarówno prawnej, jak i moralnej. Czy – ściślej mówiąc – estetycznej, bo przecież obrzydzenie wobec grzebania w grobach i zrywania naramienników trupom jest przede wszystkim kwestią smaku.

Nie jest do końca jasne, co prezydenta skłoniło do tego kroku. Między bajki można bowiem włożyć oficjalne uzasadnienie weta, zgodnie z którym ustawa była wadliwa z powodów prawnych i etycznych. To jasne, że była, ale równie jasne jest, że prezydent w przeszłości ochoczo podpisywał wiele równie wadliwych aktów prawnych i ręka mu przy tym nie zadrżała.

Podstawowe pytanie brzmi zatem: czy weto było uzgodnione z kierownictwem PiS, czyli Jarosławem Kaczyńskim, czy też było samodzielną inicjatywą Andrzeja Dudy. Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, kojarzonego z obozem prezydenckim, mówił w TVN24, że „trudno mu sobie wyobrazić”, by prezydent podjął taką decyzję bez zgody prezesa PiS.

Partia zwalcza macierewiczowskie odchylenie

Na to, że cała operacja była zawczasu uzgodniona i zaplanowana, wskazuje też rachityczność protestów w obozie władzy. Owszem, Marek Suski, partyjny oficer polityczny w rządzie, oddelegowany przez prezesa do obserwowania poczynań Mateusza Morawieckiego i kablowania na niego, powiedział, że po wecie nie będzie już głosować na Andrzeja Dudę. Jednak ta wypowiedź więcej mówi o zasobach intelektualnych Suskiego niż o stanowisku kierownictwa PiS. Osoby z kręgów decyzyjnych partii milczą, zaś komentatorzy i publicyści z obozu władzy wypowiadają się bardzo oględnie i łagodnie. Nawet w komentarzu harcownika i fanatycznego propagandysty Michała Karnowskiego więcej jest przygnębienia i rezygnacji niż buntu przeciw decyzji prezydenta: – „Kiszczak i Jaruzelski muszą chyba być sowieckimi „generałami” w polskich mundurach. W takim stanie rzeczy się urodziliśmy, w takim umrzemy. Nikogo nie winię, ale szkoda”.

Ostre protesty słychać głównie z ośrodka skupionego wokół Antoniego Macierewicza, który był autorem i promotorem zawetowanej ustawy. Decyzję prezydenta krytykuje zarówno sam były minister obrony, jak i publicyści „Gazety Polskiej”, która cieszy się zasłużoną opinią organu sekty smoleńskiej.

Wygląda więc na to, że zawetowanie ustawy degradacyjnej najprawdopodobniej było elementem wiosennych porządków po zdymisjonowaniu Antoniego Macierewicza. Partia walczy z „macierewiczowskim odchyleniem”, usuwając jego ludzi ze stanowisk i ukręcając łeb jego politycznym inicjatywom.

„Dobra zmiana” ugrzęzła

Tyle tylko, że wszystko to jest kompletnie bez znaczenia. Wewnętrzne przepychanki frakcyjne w obozie „dobrej zmiany” są może interesujące dla hobbystów obserwujących niuanse pałacowego życia na Nowogrodzkiej (dla nazwania ich przydałby się jakiś termin w rodzaju „kremlinologów” z czasów ZSRR), lecz dla ogółu opinii publicznej są drugo- albo i trzeciorzędne.

Dla przeciętnego wyborcy – i to zarówno tego, który głosuje na PiS, jak i przeciw niemu – liczy się tylko jedno: partia władzy, która dotąd parła do przodu niepowstrzymanie niczym walec miażdżący wszystko na swej drodze, utknęła i zaczęła się chaotycznie miotać. Cofnęła się w sprawie degradacji, cofnęła się w sprawie IPN, anulowała gigantyczną karę finansową nałożoną na TVN za nadanie programu, który się nie spodobał PiS-owi, kombinuje, jak udobruchać Brukselę oburzoną zamachem na niezależność polskiego sądownictwa, wykonuje nerwowe i nieskoordynowane ruchy w sprawie nagród dla ministrów rządu Beaty Szydło: najpierw mówi, że premie te były błędem i zapowiada, że odtąd już nie będzie ich przyznawać, a potem „pokazuje pazurki” i krzyczy, że pieniądze się należały…

Wyborca obserwujący te konwulsje rozumie jedno: rewolucyjna dynamika „dobrej zmiany” została złamana. Walec zatrzymał się i dalej już nie pojedzie. Jednoznacznie potwierdzają to sondaże. Na pół roku przed jesiennymi wyborami samorządowymi do Polski dotarły ciepłe wiatry z zachodu, mróz cofa się na wschód.

Przystawki żądają dla siebie większych półmisków

To oczywiście ośmiela przeciwników PiS, dodaje im otuchy i nadziei. Natomiast morale obozu władzy załamuje się, zarysowują się w nim pęknięcia, które w przyszłości – być może niedalekiej – doprowadzą do jego dezintegracji.

Ośrodek macierewiczowski właściwie już został wykluczony z PiS, choć formalny rozwód jeszcze się nie dokonał. Pojawiają się jednak sygnały, że także inne środowiska zaczynają się nieśmiało emancypować i w obliczu osłabienia spójności obozu władzy i zachwiania pozycji centrum decyzyjnego domagają się dla siebie więcej wpływów i większej autonomii. Przed wyborami samorządowymi Zbigniew Ziobro, który stoi na czele partii Solidarna Polska, ale wszedł do Sejmu z listy PiS, domaga się, by na kartach wyborczych obok nazwisk jego ludzi pojawiła się też nazwa ugrupowania.

Polityczną odrębność delikatnie i subtelnie zaczyna także akcentować Jarosław Gowin, lider partii tak znanej, że pisząc ten tekst, jej nazwę musiałem sprawdzić w Wikipedii: „Porozumienie Jarosława Gowina”; słyszeliście kiedyś o takim ugrupowaniu?

Teraz jego lider zaczyna poczynać sobie coraz śmielej. Gdy nieomylny i wszechwiedzący Prezes Tysiąclecia, którego słów nikt dotąd nie odważył się kwestionować, oświadczył, że w sprawie IPN czy sądów wzorem Viktora Orbána trzeba będzie pójść z Zachodem na kompromis, którego cena jest gorzka, Gowin odpowiedział publicznie: – „Cena kompromisu z Brukselą w sprawie reformy sądownictwa nie jest dla mnie gorzka, tak jak dla prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego”. A prezes, zamiast zuchwalca ukarać, próbuje go ugłaskać i pozyskać, deklarując, że zrobi wszystko, by przygotowana przez Gowina ustawa o szkolnictwie wyższym weszła w życie.

Koniec imperium PiS

Tak konają imperia i potęgi polityczne: metropolia traci wpływy, pojawiają się ruchy odśrodkowe, peryferia się usamodzielniają i przestają słuchać poleceń z centrali, która musi się z tym pogodzić, robiąc dobrą minę do złej gry. A z zewnątrz już nadciągają wojska wroga, który widząc słabość za murami, szykuje się do szturmu.

Pytanie, jak zachowa się lud. Będzie wspierać władzę i jej żołnierzy broniących się przed oblężeniem? Czy może raczej sam otworzy bramy przed nadciągającą armią i zaprosi ją do środka?

Idzie wiosna. Wesołych Świąt!

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Wiosna idzie, PiS truchleje"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Maciek123454321

Bardzo pocieszający tekst. Oby Autor miał rację. W każdym razie (lub bądź co bądź) dostaliśmy do rąk tak mocne argumenty merytoryczne, aby każdego zwolennika „dojnej zmiany” momentalnie zapędzić w kozi róg. Pozostanie takiemu wyłącznie wstydliwe milczenie albo ……. wyzwiska. W tym drugim przypadku robimy „w tył zwrot” i pokazujemy mu odwrotną część ciała okazując pogardę dla chamskiego fanatyka.
Koleżeństwu życzę z okazji Świąt – optymizmu oraz wysokiej wygranej opozycji w listopadowych wyborach.

Andrzej

Lud podda się propagandzie- kupi wszystko.

Zgredzinka

Obyś się mylił !!!
A może nasz pragmatyczny kościół zwietrzy w porę zmianę nastrojów społecznych i dla własnego dobra przestanie podcinać gałąź na której siedzi?
Z ich wielowiekowego doświadczenia na pewno wynika, że im bardziej się sprężynę nagina, tym mocniej odbija ona w drugą stronę.
XXI wiek to nie dzikie średniowiecze, gdzie można było trzymać ciemny lud w bojaźni bożej. Skończyły się czasy obowiązywania porzekadła … jak trwoga, to do Boga … dzisiaj o pomoc, szczególnie tą niematerialną, zwracamy się gdzie indziej, a o wsparcie psychiczne do odpowiedniej poradni.

Waldemar

Jest też produkt uboczny tego pisowskiego kolapsu: kompletna anarchizacja prawa, której symbolami jest publikacja nieobowiązujących orzeczeń TK i uchwalenie ustawy IPN, która nie działa… Po drodze było rozwalenie TK i ustawy sądownicze, które sami ustawodawcy uznali za niekonstytucyjne, Dura lex… raczej prawna makulatura, której nikt nie traktuje poważnie