Władza bez skazy

Władza bez skazy

Minister magister Ziobro ma – jak zwykle – rację. Trzeba pilnie dokończyć „reformę” wymiaru sprawiedliwości.

Owszem, niektórym, zwłaszcza opozycji, wydaje się, że mamy w tej chwili ważniejsze problemy. Ale czymże jest awantura wokół Turowa, rozbiórka niedoszłej elektrowni w Ostrołęce, szalejąca inflacja, spadek PKB, czy nawet dzisiejszy komunikat o liczbie ofiar pandemii wobec bliskiego poważnego kryzysu rządowego albo wręcz zmiany u szczytów władzy i oddania politycznych sterów Polski w ręce opozycji?

Jedyne, co może uratować formację rządząca przed tym tragicznym scenariuszem, to takie urządzenie wymiaru sprawiedliwości, żeby prokuratorowi czy sędziemu nawet przez chwilę nie przyszło do głowy postąpić inaczej, niż w myśl sugestii pana ministra od prawa i sprawiedliwości. Zwłaszcza jeśli magister Ziobro przedstawi swój pogląd co do wyroku lub umorzenia postępowania publicznie, jak uczynił to – na przykład – w stosunku do raportu NIK w sprawie „wyborów kopertowych”.

Póki co, wciąż zdarzają się jednak tacy przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, którzy za nic sobie mają ministerialne opinie i nie traktują swojego szefa dostatecznie poważnie. No bo jak to wygląda, żeby minister – za pośrednictwem swoich ludzi – występował o zdjęcie immunitetu temu czy innemu niewygodnemu sędziemu a sąd … orzekał, jak uważa? Jakby niektórzy wciąż nie rozumieli tego, co swego czasu pojmowały nawet kandydatki na Miss Polonia. Że – mianowicie – ministrowi się nie odmawia! A to już druga taka sytuacja w ciągu zaledwie jednego tygodnia.

Tymczasem pilnie, w zasadzie to od zaraz, cały wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza zaś prokuratorzy i właśnie sędziowie, będzie odgrywał decydującą rolę w zapewnieniu ciągłości władzy i przyszłości Rzeczypospolitej, zwłaszcza zaś jej przyszłości w wersji świetlanej, według pomysłu formacji aktualnie rządzącej. Jako państwa suwerennego, wolnego od lewactwa oraz ideologii jego, odpornego na symptomy moralnej degeneracji demonstrowane przez Unię Europejską i silnego wiarą, umacnianą u podstaw przez niezłomnego ministra edukacji.

Bo oto, po postawieniu prezesowi przez Mariana Banasia zarzutu o zniesławienie przez umieszczenie tego pierwszego w „kręgu podejrzeń” i zamieszanie w „przestępstwa o podłożu majątkowym” cała ta, jako się rzekło – „świetlana” przyszłość stanęła właśnie pod znakiem zapytania. Wielkim znakiem.
Bowiem zdaniem szefa PiS-u – którego wypowiedź przytacza w swoim oskarżeniu szef NIK – żadna władza, a już zwłaszcza państwowa, nie może być sprawowana przez ludzi pokroju… Mariana Banasia, który w oczach pana prezesa jest człowiekiem niegodnym zaufania, tym bardziej, że (ponoć) ciążą na nim poważne zarzuty o czyny przestępcze oraz istnieje mocno uzasadnione podejrzenie, że jego działania mają podłoże czysto materialne.

Taki człowiek – powtórzmy tu za panem prezesem – żadnej władzy sprawować nie może. Nie ma do tego kwalifikacji – by się tak wyrazić – moralnych. Tak po prostu.

No i tu zaczynają się problemy.

Bo co po takim oświadczeniu powinien zrobić rząd Mateusza Morawieckiego, z nim samym na czele? Rząd, którego liczni członkowie, nie licząc samego szefa, zostali właśnie oskarżeni o łamanie prawa w związku z organizacją tak zwanych „wyborów kopertowych”, że o innych powszechnie znanych powodach do postawienia równie lub bardziej poważnych zarzutów nie wspomnę? Wszak od dawna wielu z nich pozostaje w „kręgu podejrzeń”? I to głównie o „przekręty” o podłożu majątkowym?

Podać się do dymisji?

Nie, no bez żartów proszę. Po prostu należy unieważnić, zlikwidować, zamieść pod dywan lub jakoś inaczej pozbyć się z akt, dokumentów i pamięci elektoratu wszystkiego, co mogłoby położyć się najmniejszym choćby cieniem na reputacji gabinetu. Uczynić, co należy, żeby posłowie Sasin czy Dworczyk cieszyli się, przynajmniej w opinii wymiaru sprawiedliwości, nieposzlakowaną wręcz opinią. Żeby – mówiąc wprost – byli równie „kryształowo uczciwi” jak sam szef NIK, zanim poszedł na wojnę z panem prezesem.

Partia już robi co może, awansując „podejrzanych” polityków na coraz wyższe stanowiska, by pokazać niedowiarkom, że niech sobie różni mówią co chcą, ale decydenci wciąż nie utracili do nich ani krzty zaufania, a raczej przeciwnie. Swoją postawą, dyskusyjną z punktu widzenia prawa lub po prostu przyzwoitości i zasad, te osoby udowodniły bowiem lojalność wobec partii i jej prezesa.

No ale to wszystko może nie wystarczyć. Bo a nuż zdarzy się jakiś niesforny prokurator albo uparty sędzia, co zechce udowodnić swoją „polityczną neutralność”? Niezawiłość nawet? Niech – dajmy na to – kogoś skaże lub choćby nakaże przyzwoite śledztwo. I co wtedy z rządem? Co z jego szefem? Co – wreszcie – z samym panem prezesem?

No ale już magister Ziobro z pomocnikami dopilnują, żeby aktualnie rządzący byli –przynajmniej w opinii odpowiednich, wysuniętych „z ramienia partii na czoło” śledczych, prokuratorów i sędziów – osobami bez skazy, i do tego absolutnie wolnymi od pokus materialnych. Jak – na przykład – pan prezes Orlenu. Lub pan premier Morawiecki.

Tylko „reformę” sądownictwa należy pilnie dokończyć, nie oglądając się na kasę i złowrogie pomruki Unii Europejskiej.

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments