Wojenka hybrydowa

Wojenka hybrydowa

Dzieci wróciły do szkoły. Ośmioklasowej. Jak dawniej. Na dobry początek dostały od ministra Czarnka nowe listy lektur. Też jak dawniej. Tylko tyle, że zamiast klasyków marksizmu-leninizmu będą analizować kanon chrześcijańsko patriotyczny, od J ( jak Jan Paweł Drugi) do Z ( jak Zofia Kossak – Szczucka). Będzie też coś na C- „Pinokio”, Carla Collodiego. Jako lektura obowiązkowa. I proszę. Kto by posądzał ministra Czarnka o tak subtelne poczucie humoru?

W nowych planach zajęć jest też więcej zajęć sportowych. Bo coś mało mamy ostatnio powołań w szeregi WOT-u. Tymczasem ojczyzna wzywa.

Za chwilę – ach ten dawnych wspomnień czar – rząd zarządzi przecież, a pan prezydent ogłosi, drugi od czasów okupacji stan wojenny. Znaczy – wyjątkowy, ale że chodzi o wojnę hybrydową, i do tego wydaną przez obce państwo, to tak po prawdzie powinien być wojenny właśnie . Owszem, tylko w pasie granicznym na wschodzie. I tak, tylko na miesiąc. Ale zawsze.

Lecz przecież wcale nie jest powiedziane, że owego stanu nie można będzie rozszerzyć o – dajmy na to – terytorium TVN –u. I przedłużyć do czasu zaprzestania działań dywersyjnych stacji wobec partii pana prezesa. Bo kto wicepremierowi do spraw bezpieczeństwa zabroni?

Wracając zaś do „wojny hybrydowej” jaką, oficjalnie, wydała nam Białoruś, choć powszechnie wiadomo, że jej (wojny, nie Białorusi) sztab mieści się na Kremlu, to sieroty po PRL-u mogą teraz doświadczać czegoś na kształt deja vu. Bo, podobnie jak w przypadku pierwszego stanu wojennego, raz, że znowu jest wojna, tyle że koksowniki zastą…piły namioty, a dwa – dwa zwalczające się od zawsze obozy znów obrzucają się nawzajem zarzutem o zdradę narodową i wyzywają od rosyjskiej agentury.

Opozycjonistów wzywających do poszanowania Konwencji Genewskiej i polskiej Konstytucji w ten właśnie sposób potraktował ostatnio Adam Bielan.

Posłom, duchownym, działaczom organizacji pozarządowych i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy wzywają do humanitarnej pomocy uchodźcom uwięzionym w pasie granicznym nieopodal Krynek zarzucił działanie sprzeczne z polską racją stanu. A niektórym wprost wysługiwanie się Rosji i sprzyjanie polityce Putina.

Bo tu jest wojna (hybrydowa). Tu trzeba być twardym, a nie „miętkim”. Zagraża nam fala islamskiego barbarzyństwa, więc opowieści o karmieniu głodnych i leczeniu chorych trzeba między bajki włożyć. Teraz nie pora na wydumane „prawa człowieka”, jak to w prostych słowach wyraził, wprawdzie przy innej okazji, minister edukacji, skądinąd powszechnie znany wielbiciel myśli Jana Pawła II. Miłosierdzie dobre jest dla pensjonarek – wtórował mu inny obrońca chrześcijaństwa z kręgów władzy. No a pan prezes, niedawnymi czasy wzywający do obrony kościołów, kazał odgrodzić nieszczęśników na granicy drutem kolczastym. Bo bez jego zgody nikt by nie stawiał tych zasieków przecież.

No ale na wojnie, jak to na wojnie. Liczą się twarde fakty. A fakty są takie, że – przynajmniej w oficjalnej rządowej wersji wydarzeń – nieszczęśnicy na granicy to nie są prawdziwi uchodźcy, choć też – zapewne – roznoszą pasożyty, islamizm i pierwotniaki. To broń w wojnie hybrydowej, wymierzona w kierunku Polski, a też Unii Europejskiej. I jeśli nawet jest to „wydumana wspólnota”, to akurat w niechęci do tłumu Afgańczyków podzielamy unijne „wartości”. A skoro jest to broń, to w takim razie „to ideologia, a nie ludzie”. Więc nie ma się nimi powodu jakoś szczególnie przejmować.

Kto zaś, mimo wszystko, się przejmuje, jest – według aktualnie rządzących – agentem Kremla lub – w ostateczności – „pożytecznym idiotą”. Pożytecznym dla Putina, ma się rozumieć.

Taka jest teraz nowa, PiSowska wykładnia terminu „wartości chrześcijańskie”.

To pożyteczny idiotyzm.

No, chyba że akurat chodzi o absolutny zakaz aborcji. Wtedy to, co innego, oczywiście.

Natomiast co do agenturalności, to lokalna uchodźcza wojenka hybrydowa to jedno, a wyciąganie Polski z Unii przez ignorowanie wyroków najwyższego unijnego trybunału i łamanie europejskiego traktatu, jakby coś innego. Skala nie ta. I szkodliwość czynu też nieporównywalna w rozmiarach i skutkach. Część klasy politycznej zapewne czyni to, lub czynić pozwala nieświadomie i w dobrej wierze. Reszta, i to wcale niemała, to już po prostu ruska agentura.

I akurat Adam Bielan świetnie wie, że żaden z tych polityków nie jest przedstawicielem opozycji. Ale twierdzi co innego. Ot, taka nasza mała, wewnętrzna, wojenka hybrydowa…

Ratujmy Koduj24.pl - Zrzutka.pl

Bożena Chlabicz-Polak

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments