Wolność (słowa) kocham, ale i rozumiem

Wolność (słowa) kocham, ale i rozumiem

Kiedy już uda się odsunąć PiS od władzy, trzeba będzie zacząć wszystko od początku – zrobić bezprecedensowy reset.

Na profilu jednego z moich facebookowych znajomych znalazłem niedawno gwałtowną wymianę zdań, której jeden z uczestników powołał się na fakt, że mamy wolność słowa. Na co spotkała go riposta: wolność słowa nie oznacza prawa do insynuacji.

Zwróciłem na to uwagę, ponieważ według mnie z pojęciem „wolności słowa” mamy we współczesnej Polsce kłopot od samego początku, od roku 1989. Być może wiele spraw potoczyłoby się u nas inaczej, gdybyśmy dwie dekady temu popracowali wspólnie nad świadomością, co się za tym pojęciem kryje. Ale to są żale nad rozlanym mlekiem, co jest jasne zwłaszcza, kiedy się pamięta klimat tamtych lat. Przypominam sobie (jak przez mgłę), że jeszcze na studiach, w stanie wojennym, napisałem wiersz, Bogu dzięki nikomu nie pokazany, który bodaj kończył się gromką frazą: „by powiedzieć wszystko to, co chce gniew”. Uff. No, tośmy po odzyskaniu suwerenności mówili i mówimy aż do dziś. Nie zwracając uwagi na to, że gniew bywa złym doradcą.

Niedługo po 89 roku w telewizji urządzono program, noszący tytuł, jeśli dobrze pamiętam, „Studio Otwarte”. Zdaje mi się, że jego zasada polegała na tym, że mógł tam przyjść każdy i zabrać głos – nareszcie bez cenzury, ale i, mówiąc prawdę, bez redakcji. Mówiło się, że to taki Hyde Park. Przeoczyliśmy jednak ten drobiazg, że w realnym Hyde Parku można rzeczywiście powiedzieć wszystko, wszelako pod warunkiem, że się nie obrazi Królowej (czyli nawet tam istnieje jakieś ograniczenie). Przeoczyliśmy również złowróżbny, choć przypadkowy fakt, że Hyde to także nazwisko demonicznego bohatera opowiadania Roberta Louisa Stevensona pt. „Dziwny przypadek doktora Jekylla i pana Hyde’a”. No i – mam wrażenie – pan Hyde zdominował nie tylko „Studio Otwarte”, ale i ostatecznie całość naszego publicznego życia.

Niemniej, jak wspomniałem wyżej, psycho-społeczne powody, dla których debata publiczna w Polsce przyjęła z początku taki, a nie inny kształt, są zrozumiałe. Gorzej, że potem nie znaleźliśmy okazji, by co do pewnych zasad się umówić.

Dziś, kiedy o wolność słowa w Polsce mamy prawo się obawiać, pisanie na ten temat może się wydawać niebezpieczne. Zwolennicy „jedności moralno-politycznej Narodu”, którzy krytykę rządu utożsamiają z krytykowaniem ojczyzny (za judaszowe srebrniki, naturalnie), tylko czekają, by podsunąć im argumenty, które usprawiedliwią represje wobec mówiących publicznie nie to, co trzeba. A jednak sądzę, że nie będzie już lepszego momentu na ustalenie paru nieprzekraczalnych reguł. Obserwując bieżące wypadki, coraz jaśniej widzę, że kiedy już uda nam się odsunąć PiS od władzy, trzeba będzie zacząć wszystko od początku. Zrobić bezprecedensowy reset i zainaugurować V Rzeczpospolitą (bo chyba numer IV zostawimy na wszelki wypadek w spokoju?). Rzeczpospolitą pozbawioną niegodziwości dzisiejszych, ale i zabezpieczoną przed wadami dotychczasowego systemu. Ów nie był przecież taki znowu świetny, skoro aż tylu obywateli opowiedziało się w demokratycznym głosowaniu przeciwko niemu.

Przyjrzyjmy się zatem wolności słowa, pamiętając, że stanowi ona „źrenicę wolności”, że głos wolny ubezpiecza wszystkie inne wolności („Głos wolny wolność ubezpieczający” to proroczy tytuł anonimowego traktatu z połowy XVIII wieku). A zatem „wolność słowa” to zasada, która pozwala publicznie sformułować wszelkie poglądy i opinie, by demokratyczne społeczeństwo mogło się do nich ustosunkować. W tym prostym, zdawałoby się, zdaniu, kryje się kilka założeń, które należy wydobyć.

Po pierwsze, skoro mówimy o „wolności słowa”, to niekoniecznie mamy na myśli „wolność obrazu”. Słowo odnosi się do sfery racjonalnej w człowieku, obraz, z natury inwazyjny, uruchamia nasze emocje. Trzeba by się naradzić – ja w felietonie nie chcę wypowiadać się autorytatywnie, zgłaszam tylko swoją wątpliwość – czy z taką samą energią bronimy prawa do wypowiedzi ustnej i pisemnej, jak do obraźliwego rysunku, ośmieszającego fotomontażu lub opublikowania szokującej fotografii. (Ponieważ zdaje się, że to za udział w fotograficznej akcji facebookowej „Kogo nie słychać” wyleciał właśnie z pracy kolejny dziennikarz Trójki, zaznaczam na wszelki wypadek, że według mnie uznanie zdjęcia człowieka z przesłoniętymi ustami za powód do jego zwolnienia jest aberracją – ale nie o tym tutaj mowa.)

Po drugie, i na to właśnie zwrócono uwagę we wspomnianej przeze mnie na początku dyskusji na Facebooku, w wolności słowa chodzi o opinie i poglądy, nie zaś o inwektywy czy insynuacje. Mam prawo napisać, że z tych a tych powodów uważam pana X czy panią Y za osobę, której działalność jest szkodliwa. Nie mam prawa napisać, że pan X to debil, a pani Y – k…a (a potem tłumaczyć, że taka jest właśnie moja opinia na ich temat…). Nie mam również prawa napisać, że pan X to defraudant, a pani Y pracuje dla obcego wywiadu, chyba że dysponuję dowodami na defraudację czy szpiegostwo osoby, o której się wypowiadam; dowodami, nie zaś subiektywnym przekonaniem.

Wreszcie, po trzecie, wypada przyjrzeć się pozornie neutralnemu zakończeniu definicji „wolności słowa”: że idzie o to, by demokratyczne społeczeństwo mogło się do rozmaitych poglądów i opinii ustosunkować. Tu kryje się najdelikatniejsza część całej sprawy.

Otóż wolność słowa stanowi element systemu demokratycznego. Z jednej strony: demokratyczna władza musi respektować wolność słowa, inaczej nie jest władzą demokratyczną. Z drugiej: bez demokracji wolność słowa jest nie do pomyślenia, bo żadna niedemokratyczna władza nie pozwoli obywatelom na nieskrępowane rozpowszechnianie ich opinii. Jeśli czuje się bardzo silna, to może najwyżej tę wolność słowa pozorować, dopuszczając bezładną gadaninę bez znaczenia. Jak to zgryźliwie pokazywał w wierszu z połowy lat 70. Stanisław Barańczak:
„(…) pragniemy poddać publicznej dyskusji
następującą kwestię, która stanowi drażliwą
bolączkę codziennego życia i domaga
się zdecydowanej odpowiedzi:
Czy Ziemia kręci się wokoło Słońca,
czy Słońce wokół Ziemi, a jeśli tak
lub nie, to dlaczego? (…)
Napiszcie do nas, co o tym sądzicie”.

Ale tu właśnie stajemy przed paskudnym paradoksem. Jeśli mianowicie poza systemem demokratycznym wolność słowa zanika, to czy w obrębie systemu demokratycznego należy ją przyznawać także tym, którzy demokracji respektować nie chcą? Lecz zarazem – jeśli odbierzemy im tę wolność, to czy mamy jeszcze prawo do nazywania się demokratami? Istnieje znane powiedzenie: „Nie ma wolności dla wrogów wolności” – i można by się w tym dopatrywać prostego rozstrzygnięcia tego problemu. Bieda w tym, że autor tych słów, Robespierre, jest dla demokratów patronem cokolwiek niewygodnym.

Niemniej skłonny byłbym sądzić, że rzeczywiście wolność słowa stanowi prawo, które zyskuje się przystąpiwszy do pewnego klubu: klubu ludzi, którzy przy wszystkich dzielących ich różnicach godzą się na pewien pakiet reguł demokratycznych. Dlatego, powiedzmy, faszysta, który domaga się prawa do swobodnego popularyzowania swoich poglądów, przypomina człowieka, który domaga się prawa jazdy, deklarując przy tym, że nie zamierza przestrzegać przepisów ruchu drogowego. Z tego właśnie powodu z aprobatą przyjąłem decyzję Facebooka, by zamknąć profile organizacji nacjonalistycznych.

No tak, ale niestety „diabeł śpi w szczegółach”. Mówimy nieraz „demokracja”, mając na myśli nie tylko procedury, ale i zestaw „wartości demokratycznych”. Wśród nich współcześnie widzimy na przykład nie tylko zakaz dyskryminacji ze względu na rasę czy narodowość, ale i ze względu na orientację seksualną; nie tylko obowiązek równego traktowania kobiet i mężczyzn, ale także prawo do posiadania dzieci (czyli państwowe wspieranie programu in vitro), a według niektórych demokratów prawo do tzw. „aborcji na życzenie”. Dwa z tych trzech rozszerzeń są mi bliskie, niemniej uważam, że należy do nich przekonać opinię publiczną, a nie blokować debatę na ten temat. Tymczasem dzisiaj, rozjątrzeni działaniami, a zwłaszcza poglądami obecnej władzy, odczuwamy chyba skłonność do wyłączania z zasady wolności słowa także ludzi, którzy głoszą wprawdzie poglądy nam obce, czy wręcz nienawistne, ale gotowi są poddać się demokracji jako procedurze podejmowania decyzji.

Bronienie prawa do wygłaszania poglądów ludzi, z którymi się zgadzamy, to banał – wszyscy despoci tak robią. Prawdziwy sprawdzian, czy cenimy wolność słowa, to nasz stosunek do bliźnich, którzy w debacie publicznej wygłaszają sądy, naszym zdaniem, błędne, niedorzeczne, czy szkodliwe. Żeby nie powoływać się na aforyzm, błędnie przypisywany Wolterowi („Nienawidzę tego, co mówisz, ale oddałbym życie, żebyś mógł mówić to, co mówisz” – tego pięknego zdania Wolter nigdy nie napisał), przypomnę scenę z filmu „Skandalista Larry Flynt”. Adwokat, który ma bronić wydawcy mocno niesmacznych pisemek „dla panów”, powiada tam do swojego klienta mniej więcej tak: „Nie bronię cię dlatego, że aprobuję twoje publikacje. Przeciwnie. Ale póki to g… jest w Ameryce dostępne, wiem na pewno, że dostępne będą także czasopisma, które naprawdę warto czytać”. A jeśli mówi coś innego (bo cytuję z pamięci), to w każdym razie powinien mu to właśnie powiedzieć.

Jerzy Sosnowski
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media
Subscribe
Powiadom o
guest
19 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
krakus
krakus
5 listopada 2016 21:04

Właśnie teraz robimy reset po odsunięciu złych rządów PO.

Ted
Ted
5 listopada 2016 22:24
Reply to  krakus

Już niedługo kaczorki zobączą, co to jest reset.

Maciek123454321
Maciek123454321
6 listopada 2016 12:27
Reply to  krakus

I w ten oto prosty sposób zdemaskowałeś się jako PIS-uar. „ROBIMY”, tak napisałeś, prawda? Tylko przeoczyłeś, biedny mały człowieczku, że na ten reset nie ma społecznego przyzwolenia. Dowodem na to są wielotysięczne manifestacje, o których zapomniałeś. No i jeszcze drobiazg. Gdyby nie „złe rządy” nie tylko PO, ale WSZYSTKIE RZĄDY od 1989 roku, nie mógłbyś pisać tych bzdur. Nie adresuję tego do ciebie, bo jesteś niefermowalnym półgłówkiem, ale do innych, którzy otworzę tę stronę i być może zechcą zgodzić się ze mną, a nie z tobą. Najgorsze jest to, że za te bzdety inkasujesz pieniądze, poglądów nie masz żadnych, poza pazernością na pieniądze, które za chwilę w związku z „resetem” nic nie będziesz mógł kupić, inflacja już się rozkręca.

krakus
krakus
6 listopada 2016 14:53

Maciek123454321 to zwolennik kodu. Ignorujemy takich trolli.

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 14:58

(….)No i jeszcze drobiazg. Gdyby nie „złe rządy” nie tylko PO, ale WSZYSTKIE RZĄDY od 1989 roku, nie mógłbyś pisać tych bzdur(…)
Teraz są takie technologie, że można pisać i z Chin, Rosji, Iranu, a nawet ISIS (akurat arabska wiosna przyczyniła się trochę do ich rozreklamowania).

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 14:53
Reply to  krakus

Sowieci po „wyzwoleniu” Polski też zrobili reset,

Aram
Aram
6 listopada 2016 00:57

Pan Jerzy celuje chyba w książkę, jak już reżim kaczystowski upadnie, a premierem zostanie Mati Kijowski. Na temat wolności słowa można napisać chyba nieco krócej, ale do książki się pewnie przyda, tak więc ok!

A pisząc już poważniej, to wolność słowa jest przez „lewakolibertynów” traktowana skrajnie wybiórczo, a na takie stawianie sprawy NIGDY w Polsce nie będzie przyzwolenia i zgody. Już i tak mamy przechył w jedną stronę, a niektórym marzy się jeszcze mocniejsze „przykręcenie śruby”. Już i tak Polacy mają wiele cierpliwości do swoich artystów, którym płacą z własnych podatków (i to przynajmniej dwukrotnie), tak więc całkowita wolność słowa dla wszystkich, albo wolność słowa z ograniczenia w ramach prawa i zdrowego rozsądku – innego wyjścia nie ma!

Zwykły Kowalski
Zwykły Kowalski
6 listopada 2016 12:20
Reply to  Aram

Aram pisze: A pisząc już poważniej, to wolność słowa jest przez „lewakolibertynów” traktowana skrajnie wybiórczo, a na takie stawianie sprawy NIGDY w Polsce nie będzie przyzwolenia i zgody. warto przypomnieć w tym momencie iż wolność słowa nie oznacza prawa do insynuacji. Zatem spytam tak nieśmiało: można podać jakieś przykłady owej skrajności wybiórczej „tworu zmyślonego”? I kto niby miałby ewentualnie w przypadku – domniemanego jak na razie tylko – stwierdzenia o wybiórczym traktowaniu wydać opinię i przyzwolenie (lub nie), na owe skrajności, – Aram, czy „kleryko-kaczynofobiści”? Ich już nie będzie w niedalekiej przyszłości ,więc nie będą mieli wpływu na te i inne decyzje. A jeśli chodzi o faktyczne skrajności to warto zerknąć do TVP-isuarii. Tam dopiero jest wolność słowa nieograniczenie jednostronna. No i mała uwaga: Jako Aram nie mam prawa wypowiadać się w imieniu reszty Polaków raczej , prawda ?

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 15:00
Reply to  Aram

A w zeszłym, roku nawet najbardziej obrażani byli Charlie…

szulki
szulki
6 listopada 2016 09:59

A teraz zdefiniujmy rozumienie wolności słowa według typowego pisdeusza, fanatycznego zwolennika niejakiego polskęzbawa: wolność słowa jest wtedy, gdy prawak mówi o osobie, która mu nie pasuje, co mu ślina na język przyniesie – obraża go i kłamie na jego temat.
Gdy natomiast normalny człowiek mówi, co myśli o pis, to jest to przemysł pogardy o nienawiści.

jaromir
jaromir
6 listopada 2016 11:24

święte słowa Ojcze Redaktorze! A już samo „Nie ma wolności dla wrogów wolności” jest kwintesencją. I pewne jest, że samo poczucie obawy o wolność słowa jest już faktycznym brakiem wolności słowa. To tak jak z założeniem gaci na lewą stronę – wychodzi na to, że chodzimy bez gaci.

Andrzej
Andrzej
6 listopada 2016 12:16

Demokracja to władza ludu sprawowana poprzez swoich „trybunów”. Niestety większość „trybunów” w jednym zaprzęgu chodzi i zdecydowanie oderwała się od swoich mas.

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 15:03
Reply to  Andrzej

To nie demokracja tylko partiokracja,. Prawdziwa demokracja jest tylko w Szwajcarii.

Maciek123454321
Maciek123454321
6 listopada 2016 12:37

Ja myślę, że paradoksalnie rządy bandy pisowskiej spowodują kompletne przewartościowanie w całym społeczeństwie. Nieraz narzekaliśmy na zaściankową mentalność Polaków, hipokryzję, nietolerancję, dwulicowość, konformizm. Zaczyna się to szybko zmieniać. W awangardzie są oczywiście nasze kochane kobiety. „Reset” powinien więc przede wszystkim dotyczyć naszego poczucia moralności, wyzbycia się nieszczerości, należy powszechnie panoszącemu się chamstwu dać zdecydowany odpór, bigoterię i dewocję uznać, że jest w złym smaku, a wszelkiej maści fanatyków po prostu ignorować, tak, jak ignoruje się świadków Jehowy. Gdyby np. społecznie zignorować ojca Rydzyka, to biedak jutro musiałby zwijać interes. Boję się tylko, że wielkie sprzątanie po PiS-ie nie tylko, że będzie trwało wiele, wiele lat, ale zmusi nas do porzucenia nawet tej namiastki dobrobytu, którą się teraz (jeszcze) cieszymy.

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba
6 listopada 2016 22:08

Ten tekst jest kolejnym dowodem fałszywości intencji autora odnośnie „chęci dyskusji.

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 15:05

A z czego to wynosisz?

gniewko_syn_ryba
gniewko_syn_ryba
8 listopada 2016 21:59
Reply to  Jacek

Nic nie wynoszę… 😉

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 15:10

Niech każdy czyta to co uzna za stosowne… nawet podręczników dla terrorystów i pozostałe materiały przez nich produkowane… Ustalmy, że służby byłby efektywniejsze gdyby ingwilowały grupy zagrażające ładowi społecznemu niż uganiały się za serwerami wszystkich nieprawilnych serwisów internetowych.

Jacek
Jacek
8 listopada 2016 15:57

A ja mam parę uwag:
(…)Po pierwsze, skoro mówimy o „wolności słowa”, to niekoniecznie mamy na myśli „wolność obrazu”. (…)
Kazuistyka…. Jeśli masz problem to sobie przetłumacz wolność słowa na wolność komunikacji (Wiecie co? .W dobie Internetu to określenie jest trafniejsze).

(…)Nie mam również prawa napisać, że pan X to defraudant, a pani Y pracuje dla obcego wywiadu, chyba że dysponuję dowodami na defraudację czy szpiegostwo osoby, o której się wypowiadam; dowodami, nie zaś subiektywnym przekonaniem.(….)
Tu jest problem z massmeidiami… trzeba przestać skończyć z dowodami i wymusić stosowanie słownictwa odpowiedniego do danego etapu procedowania winy tzn. podejrzany, oskarżony, skazany nieprawomocnie ew. w której instancji i dopiero po uprawomocnieniu defraudant..

(…)Dlatego, powiedzmy, faszysta, który domaga się prawa do swobodnego popularyzowania swoich poglądów, przypomina człowieka, który domaga się prawa jazdy, deklarując przy tym, że nie zamierza przestrzegać przepisów ruchu drogowego.(…)
Nie wszystkich tylko tych niezgodne z porządkiem Konstytucyjnym, co wcale nie podważa prawa do wnoszenia o jego weryfikację do odpowiednich instytucji, głównie sądowych.
Po za tym ustalmy znaczenie określeń Faszysta czy nacjonalista… bez argumentum ad hitlerum.