Wszystkie imiona Prezesa

Wszystkie imiona Prezesa

Kto to widział, żeby do Pana Prezesa mówić „panie Jarku”. Czy do Aleksandra Wielkiego zwracali się „panie Olku”?!

Bardzo się obruszył prezes PiS, gdy w czasie rozprawy w procesie między nim a Lechem Wałęsą ktoś z publiczności nazwał go „panem Jarkiem”. „Panem Jarkiem byłem 40 lat temu!” – replikował dotknięty do żywego. Ta reakcja wiele mówi nie tylko o samym Kaczyńskim, ale i o sytuacji, w jakiej znalazła się Polska.

Pan Donek, pan Jarek i inne zniewagi

To znamienne, że szefa partii rządzącej najbardziej oburza lekko protekcjonalna formuła „pan Jarek”. Jakoś nie słychać, by w podobnie drażliwy sposób reagował np. na skandowanie „Precz z Kaczorem dyktatorem” czy porównywanie go do Gomułki. Tamte epitety i oskarżenia znosi z godnością, wyniośle milcząc, natomiast „pana Jarka” nie zdzierżył.

Sam zresztą podobnej formuły używa, gdy chce komuś szczególnie dopiec – w czasie sromotnie przerżniętej debaty telewizyjnej z Donaldem Tuskiem w 2007 r. zwracał się do niego per „panie Donku”. Tusk nie pozostał mu dłużny i z uśmiechem na ustach odpowiadał mu „panie Jarku” i „Jareczku”. W tej konkurencji szef PO okazał się lepszy, bo „pan Donek” najwyraźniej spłynął po nim jak po – przepraszam – kaczce, a Kaczyński został wyprowadzony z równowagi. To było widać gołym okiem. Już do końca debaty pozostawał zdenerwowany, spięty, zły – i w efekcie przegrał zarówno pojedynek w telewizji, jak i starcie przy urnach wyborczych.

Jaka jest różnica między „Kaczorem dyktatorem” a „panem Jarkiem”? Dlaczego ten pierwszy epitet nie prowokuje Kaczyńskiego do kłótni, a drugi rozpala go do czerwoności? To oczywiste – słowo „dyktator” zawiera w sobie element siły. Potęgi. Dyktator to człowiek, który żelazną ręką trzyma społeczeństwo i przed którym drżą poddani. Owszem, nienawidzą go, ale zarazem czują przed nim respekt. Szanują. Do pewnego stopnia wręcz go podziwiają, bo przecież potęga, nawet wroga i opresyjna, wzbudza podziw.

A „Pan Jarek” nie jest groźnym i surowym władcą, ale wąsatym jegomościem mieszkającym po sąsiedzku w tym samym bloku. Codziennie rano widzimy go, jak w rozczłapanych butach idzie do kiosku, żeby kupić „Super Express” i zagrać w Lotto. Pan Jarek żadnego podziwu nie wzbudza. W ogóle nie wzbudza niczego poza ironicznym uśmieszkiem – ani strachu, ani szacunku. A przecież właśnie tego pan prezes łaknie i potrzebuje. Bez podziwu, strachu, szacunku, bez uniżonych gestów poddanych i bez czołobitności wyznawców usycha i więdnie.

W rozmowie z Teresą Torańską powiedział kiedyś, kim chciałby zostać w przyszłości: „emerytowanym zbawcą narodu”. To oczywiście miał być żart, ale w jego podtekście kryła się głęboka wiara i przekonanie o własnej wielkości. Bo przecież normalny człowiek tak nie żartuje. Do głowy mu nie przychodzi, że mógłby być idolem tłumów, które padają przed nim na kolana. Taka wizja i taka rola społeczna mieści się poza horyzontem wyobrażeń normalnego człowieka.

Gdy cię nie kochają, niech się przynajmniej ciebie boją

„Zbawca narodu” i „Kaczor dyktator” to w istocie lustrzane odbicia tej samej potęgi. Z przeciwnymi znakami. Plus i minus. Yin i yang. Skoro nie możesz sprawić, by cię wielbili, to niech przynajmniej cię nienawidzą i niech się ciebie boją. Bo to też oznacza, że cię szanują i podziwiają.

Nie tylko w kraju. Skoro nie możesz być dla społeczności międzynarodowej autorytetem ani liderem, skoro nie możesz w Unii Europejskiej odegrać roli przywódczej, to możesz przynajmniej zostać jej szwarccharakterem. Wiecznym kontestatorem, który blokuje wszelkie inicjatywy i uniemożliwia innym wspólne działanie.

Pamiętacie podpisywanie traktatu lizbońskiego o Unii Europejskiej w 2007 roku? Zanim ówczesny prezydent Lech Kaczyński go zaakceptował, długo droczył się z partnerami, mówił, że nie podpisze, bo to czy tamto. Właściwie nie bardzo było wiadomo, o co chodzi i jakie są rzeczywiste powody tego spektaklu. Tak jak nie było też wiadomo, dlaczego prezydent nagle odpuścił i podpisał dokument.

Dopiero z opóźnieniem dowiedzieliśmy się, że przez cały czas konsultował się telefonicznie z bratem, który mówił mu, co robić. Być może po wielogodzinnym utrzymywaniu całej Europy w stanie nerwowego napięcia i niepewności patologicznie rozdęte ego Jarosława Kaczyńskiego poczuło się chwilowo zaspokojone?

Ale tylko chwilowo, bo przecież zaraz po podpisaniu traktatu zaczął się kolejny spektakl, w którym chodziło o ratyfikację dokumentu w Polsce i ostateczne podpisanie go przez prezydenta. Droczenie się zakończono dopiero w 2009 r.

Kto nadmuchał ego małego Jarka?

Nie wiemy, kiedy ta mania wielkości została zaszczepiona w psychice pana prezesa. Być może nosi ją w genach, z nią przyszedł na świat. A może to efekt negatywnych doświadczeń w procesie socjalizacji? Może koledzy na podwórku go lali i wyśmiewali się z niego? Już ja wam pokażę – powiedział zapłakany mały Jarek. Zobaczycie, że kiedyś zostanę zbawcą narodu, Aleksandrem Wielkim, Napoleonem albo przynajmniej Stalinem.

I metodycznie realizował tę zapowiedź, z maniakalną konsekwencją przygotowując się do tej roli. Wiele lat później dowiedzieliśmy się, że uważnie studiował m.in. „Krótki kurs historii WKP(b)”. Po co? Przecież normalny człowiek tego nie czyta. To lektura dla historyków. No i dla szaleńców, którzy mogą tu znaleźć inspirację i wzorce.

Długo trwało, zanim Jarkowi udało się spełnić obietnice złożone niedobrym kolegom. Ciągle odbijał się od ściany. W wywiadzie udzielonym w 1994 r. politologowi Tomaszowi Grabowskiemu mówił, że w okresie „Solidarności” był na marginesie, poza głównym nurtem wydarzeń. A potem przyszedł stan wojenny: „W 1982 r. próbowaliśmy przebić się do kierownictwa ‘Solidarności’ z Dornem, bo mieliśmy taką optymistyczną wizję, że może teraz my staniemy się głównymi mózgami. To zakończyło się kompletną plajtą, zresztą tak jak i inne próby przebijania się do decydujących grup” – wspomina.

A może wcale nie chodziło o to, by coś pokazać kolegom z podwórka. Może błędy wychowawcze popełniła mama, wmawiając małemu Jarkowi, że jest wybitny i wspaniały. Że historia przeznaczyła go do wielkich zadań. Teraz ta mama ma rondo swego imienia w Starachowicach, a Jarosław osobiście wziął udział w uroczystości odsłonięcia tablicy.

Bo oczywiście wielkość zbawcy narodu promieniuje na jego bliskich. Na mamę i przede wszystkim na brata, który zasługuje na spoczynek w krypcie królów na Wawelu oraz na ulice swego imienia i pomniki w całym kraju. Jeżeli władze samorządowe takiego pomnika na placu w centrum miasta postawić nie chcą – wtedy trzeba zmilitaryzować plac, odbierając go samorządowi, który najwyraźniej nie rozumie, jaka jest funkcja i sens istnienia Polski. Trzeba mu uświadomić, że Polska istnieje po to, by kult zbawcy narodu i jego rodziny miał gdzie rozkwitać.

Niech stanie tysiąc pomników. A potem co?

Pytanie tylko, co dalej. Co będzie robić pan Jarek, gdy osiągnie cel swojego życia? Gdy oficjalnie zostanie już okrzyknięty Jarosławem Mądrym (wcześniej trzeba będzie pozbawić tego przydomka ukraińskiego władcę, ale to pryszcz, Putin pomoże to załatwić), a we wszystkich polskich miejscowościach będą już ulice Lecha Kaczyńskiego i na wszystkich centralnych placach staną pomniki Prezydenta Tysiąclecia. Co wówczas?

Niedobrze by było, gdyby skończyło się tak, jak w opowiadaniu, w którym tybetańscy mnisi odkryli, że celem istnienia świata jest sporządzenie listy wszystkich imion Boga we wszystkich językach świata. W tym celu zakupili supernowoczesny amerykański komputer, zainstalowali w nim wszystkie języki i uruchomili program spisujący imiona Boga.

A gdy program zakończył działanie, gwiazdy na niebie zaczęły gasnąć.

Wojciech Maziarski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

15
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
5 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
15 Comment authors
Kimikurski z rozwodem kođcielnymMariaIkainder Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Andrzej
Andrzej

Muszę przyznać się bez bicia, że jak usiądę i pomyślę to zawsze dochodzę do tego samego wniosku: no, po prostu żal mi człowieka. Głupie, nie ?!

Paragraf22
Paragraf22

No tak. Masz rację. Głupie.
Mnie za to żal Polski i straconych lat.

HenZing
HenZing

Tak

Laurenty
Laurenty

tylko gdzie tu czlowiek…

Maciek123454321
Maciek123454321

Od trzech lat prześladuje mnie myśl natrętna – do kogo podobny jest Prezes. Do niedawna podobny był do śp. Janusza Kłosińskiego (niezapomnianego sierżanta Czernousowa w „Czterech Pancernych”). Od jakiegoś czasu profil prezesa jednakowoż zmienia się i obecnie przypomina jako żywo pitekantropa, albo – co gorsza – jego przodków. Dlaczego On jest taki brzydki?…..

Bart
Bart

Politycznie JK jest talibem, więc imię jego to Jarollach Kaczybullach.
Mentalnie jest to zakompleksiony gnom, który nic nie umie poza wrzeszczeniem na wiecach, leczący swoje kompleksy przez niszczenie – ludzi, kraju, prawa.
Jedynym jego talentem jest hurtowe przyciąganie i promowanie kanalii. Bez niego takie indywidua, jakie obecnie zasiadają z list pis w sejmie, zajmowałyby się być może czymś pożytecznym. Krystyna Pawłowicz byłaby kadrową w jakiejś szwalni, Dominik Tarczyński siedziałby na recepcji hotelu gdzieś w Suwałkach, a Ryszard Terlecki… no nie wiem, on to chyba nic sensownego by nie robił.

Maria
Maria

wydaje mi się że pierwowzorem jest tow. Wiesław – też był brzydki, mały i też wrzeszczał i urągał

adama
adama

Panie Jreczku, głupio Pan wygląda i coraz głupiej. Może to kwestia wieku.

Andrzej
Andrzej

Ja mam swoją prywatną teorię, opartą o parę (a więc w kwestii naukowo-poznawczej bardzo niewiele) przykładów, znanych mi osobiście, które doskonale pasują do Jarusia i Mamuni. Mamunia, zapatrzona w swoje „dwie krople wody”, wmawiała im to od dzieciństwa. To ona ich zgłosiła do zdjęć próbnych do filmu. Ja swoim dzieciom nie zrobiłbym tego nigdy w życiu, może dlatego, że zbyt dobrze znam film „od kuchni”. Zagrali w jednym, ale jakoś wielkiej kariery nie zrobili. Jednak „zaszczepiona” w nich wtedy „wielkość” kiełkowała w nich powoli, ale skutecznie. Efekty poznaliśmy dopiero po trzydziestu paru latach i odczuwamy do dzisiaj….EuRax

Rafał P.
Rafał P.

Jarusiu Księżycowy – Módl się za nami Jarosławie-Polskę -Zbaw – Módl się za nami Jarku, co z „Bolęsy” zrobiłeś prezydenta – Módl się za nami Jarku, co skłoniłeś brata Lecha do lądowania – Módl się za nami Jarku, co pochowałeś brata na Wawelu – Módl się za nami Jarku od zdradzieckich mord – Módl się za nami Jarku od miesięcznic smoleńskich – Módl się za nami Jarku wymieniaczu premierów – Módl się za nami Jarku zwykły pośle – Módl się za nami Jarku hodowco kotów – Módl się za nami Jarku Bolące Kolanko – Módl się za nami Jarku z… Czytaj więcej »

jarkacz21
jarkacz21

Jarosław „wielki” zawsze ukryty za garniturami ochroniarzy knuje jak zbawić lud. a tu w sądzie ochroniarzy brak i cóż zmartwienie bo Pan Jarek, Jarunio czy nawet Prezes nie zastąpi temu człowiekowi radości usłyszenia od wnuka słowa „dziadku Jarku” – stąd frustracje małego człowieka. Obawiam się już teraz co się stanie jak Pan Jarosław przegra z Panem Prezydentem

inder
inder

SPOSÓB NA TYRANA
Tyran upadnie i się zasmarka,
gdy z Jarosława zrobimy Jarka 🙂

Ika
Ika

Bez ochroniarzy w postaci pisowskich kobiet (pamiętacie miesięcznice?) czuje się nasz pan Jarek zagubiony jak dziecko i nie rozumie, że policja, inaczej niż pisowskie partyjne sługusy, nie jest na zawołanie.

kurski z rozwodem kođcielnym
kurski z rozwodem kođcielnym

pisi – prawo i sprawiedliwość inczej – pisi-owo
sprawani inaczej

Kimi
Kimi

Pan Jarek intelektualnie jest nikim. Nawet swój reżim musiał zwalać od Orbana.