Wyjście awaryjne

Wyjście awaryjne

Czytałem kilka dni temu w Gazecie Wyborczej artykuł pt. „Autostrada towarzysza Gierka”, i gdzieś między akapitami był link do innego tekstu, „Tajny cadillac Gierka znaleziony po trzydziestu latach”. Oczywiście kliknąłem w to, i nie żałuję. Tekst jest sprzed trzech lat, ale czytając go mamy wrażenie, że niedługo może się okazać całkiem aktualny. Prawdę mówiąc, jest to tekst ponadczasowy i pasuje dobrze do wielu sytuacji, które w historii ludzkości zdarzały się, zdarzają się i zdarzać się będą.

Otóż, jak pisze autorka, Anna Czuba, do muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach trafiła amerykańska limuzyna cadillac fleetwood. Limuzyna jest po przejściach, mocno sfatygowana, ale zostanie poddana renowacji i będzie ozdobą muzeum, nie tyle ze względu na swój wygląd, co na niezwykłą historię.

Po protestach robotników w 1976 roku komunistyczni władcy zapewniali wprawdzie naród, że „socjalizm” będzie trwał wiecznie, ale jednocześnie najwyraźniej zaczęli się bać. Opracowali więc plan ewakuacji. Oczywiście kluczowym punktem planu było uratowanie tego, co najcenniejsze, czyli pierwszego sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, towarzysza Edwarda Gierka. W tym celu za pieniądze suwerena (który wtedy jeszcze nie nazywał się „suweren”, tylko „lud pracujący miast i wsi”) władcy kupili, płacąc lekką rączką sto tysięcy dolarów (miesięczna pensja w ówczesnej Polsce wynosiła równowartość około trzydziestu dolarów) – pancerną limuzynę, właśnie tego cadillaca fleetwood.

Jak czytamy w reportażu, „samochód był całkowicie opancerzony płytami kevlarowymi i posiadał specjalny schowek w bagażniku, w którym w razie ucieczki miał się ukryć pierwszy sekretarz. Cadillac miał fałszywe amerykańskie tablice, flagi po bokach. Kierowca był stylizowany na podoficera piechoty morskiej. W razie niebezpieczeństwa miał wywieźć Gierka za granicę. Samochód o amerykańskich numerach rejestracyjnych budził w tamtych czasach dobre skojarzenia. Nikt nawet nie domyśliłby się, że w bagażniku jest człowiek…”.

Swoją drogą ciekaw jestem, kto wymyślił ten plan ewakuacji? Musiał to być osobnik z fantazją. Plan jest niesamowity. Wprawdzie nie doszło do jego realizacji, ale gdy to czytałem, wyobraźnia podsunęła mi od razu dramatyczne sceny, które się mogły rozegrać: rozjuszony tłum, tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi doprowadzonych do ostateczności. Wezwane na pomoc wojsko odmawia strzelania, przechodzi na stronę protestujących. Nagle przez tłum, niczym statek, sunie olbrzymi, surrealistyczny, czarny cadillac z amerykańską flagą. Kto miał siedzieć za kierownicą i udawać szofera ambasady „stylizowanego na oficera piechoty morskiej”? Kto miał udawać ambasadora? Jakiś poważnie wyglądający pan w średnim wieku, ubrany w elegancki, ciemny garnitur? Obaj panowie musieli jako tako władać angielskim, na wypadek gdyby suweren ich zatrzymał i wypytywał, a może nawet doprowadzono inscenizację do takiej perfekcji, że znaleziono do tej roli osoby z nienagannym, amerykańskim akcentem? Całe szczęście, że cadillac ma wielki bagażnik, bo towarzysz pierwszy sekretarz był słusznego wzrostu, potężnej postury i nawet zwinięty w kłębek zająłby dużo miejsca. Co czuje pierwszy sekretarz, skulony w pancernym schowku w bagażniku? Czy słyszy odgłosy z zewnątrz, krzyki, skandowanie, pomruk wściekłości?

I teraz dwa scenariusze, pierwszy: cadillac jedzie, przez nikogo nie zatrzymywany, tłum się rozstępuje, nawet jakieś brawa, wiwaty, „niech żyje Ameryka!”
– Powoli, powoli, jeszcze trochę i wyjdziemy z tego – mówi cicho fałszywy szofer do fałszywego ambasadora.
A może mają połączenie, przez wewnętrzny telefon, ze skulonym w schowku pierwszym sekretarzem?
– Już niedługo, towarzyszu sekretarzu, tylko wyjechać z Warszawy i szosą na wschód, pod zbawcze skrzydła towarzyszy radzieckich. Tam towarzysz przejdzie na zasłużoną emeryturę.

Ale możliwy jest też drugi wariant. Tłum coś zwęszył. Tłum ma instynkt. Czy kierowca mimo to próbuje przejechać, na siłę, po trupach? Czy też poddaje się? A może tłum improwizuje prowizoryczną barykadę, blokuje samochód płytami chodnikowymi, słupami, siatkami wyrwanymi z ogrodzeń?

Jak wygląda scena przetrząsania samochodu? Jaki widok ujrzy suweren, gdy otworzy schowek w bagażniku? Jak wygląda towarzysz skulony w schowku? Czy ma tak samo godną i wyniosłą minę jak wtedy, gdy przemawiał do suwerena z wysokości mównicy?

Nasuwa się oczywiście pytanie, jak wyglądałaby taka ewakuacja w czasach dzisiejszych. Myślę, że czarny cadillac odpada. Zbyt teatralne, dziwaczne, podejrzane. Stawiałbym na coś zwykłego, na banał, na codzienność. Dostawa pizzy na przykład. Niepozorny samochodzik, jakieś cinquecento, tico czy matiz, wymalowany w kolory sieciowe, za kierownicą młody chłopak, „Ludzie, ja muszę jechać, następną dostawę mam za dziesięć minut, towar mi stygnie!” I ludzie podchwytują, „Puśćcie chłopaka, jak nie dowiezie to go wywalą z roboty”, tłum się rozstępuje, samochodzik sunie naprzód, nikt nie podejrzewa, że w bagażniku jest schowek, pod podłogą, w miejscu przeznaczonym na koło zapasowe.
Już tłum coraz rzadszy, chłopak za kierownicą oddycha z ulgą, „teraz tylko dostać się na wylotówkę S8 i jesteśmy w domu”.

Tomasz Matkowski

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Wyjście awaryjne"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek123454321

Kaczy zajmuje o wiele mniej miejsca niż tow. Gierek. Do wywiezienia go wystarczyłby mały smart albo mini-cooper. Ale ale… Towarzysza Gierka można byłoby przetransportować do Moskwy, granica z ZSRR była 150 km od Warszawy. Ale dokąd wywieźć prezesa ściganego listami gończymi? Węgry dość daleko, po drodze jeszcze nieprzychylna mu Słowacja albo Czechy i Austria. Oj, problem. Chyba, że do Łukaszenki, ale on chyba Kaczego też nie lubi. Putin, oj ryzykowna rzecz. Czyli – wywieźć Kaczego nie taka prosta rzecz.

mędrkowski

Caracal odpada, musi Black-Hawk. Specjalnie przygotowany. Może być trochę mniejszy. Suweren chyba nie będzie dysponował rakietami ziemia powietrze. A jak będzie to bez odpowiedniego oprogramowania.

wiesław

karakan
czmychnie chyłkiem
zastosowując zaufaną
kobyłkę

Rebeliancik

To jest proroctwo.