Zadyszka Mocka, czyli Marek Krajewski w słabszej formie

Zadyszka Mocka, czyli Marek Krajewski w słabszej formie

Na każdą nową książkę Marka Krajewskiego czekam z wypiekami na twarzy. Autor, który powołał do życia komisarzy Eberharda Mocka i Edwarda Popielskiego – kultowe już dziś postacie literackiej popkultury oraz stworzył, wylansował i przyczynił się do ogromnej popularności w Polsce gatunku zwanego retro kryminałem nigdy bowiem nie schodził poniżej ustalonego przez siebie (zwykle bardzo wysokiego) poziomu. Tym razem jednak, w przypadku powieści „Mock. Ludzkie Zoo”, mocno niestety zawiódł i rozczarował.

Akcja książki, która po kilku latach kontynuuje powrót autora do wczesnych losów policjanta z Breslau, zapowiada atrakcję, zagadkę, suspens i duże emocje. Oto Wrocław 1914 roku. Maria bliska sercu i… fizjologii Mocka kobieta słyszy każdej nocy w swoim mieszkaniu potępieńcze jęki i płacz dzieci. Eberhard najpierw podejrzewa ją o utratę zdrowego rozumu, ale z czasem odkrywa szokującą tajemnicę, którą kryją piwnice nieczynnego dworca. Chcąc ją rozwikłać, glina trafia w sam środek piekła – świata degeneratów tworzących „ludzkie hybrydy”, handlarzy żywym towarem, pedofilów i zwyrodniałych usług seksualnych. Dojście do sprawiedliwości i ukarania bezlitosnych zbrodniarzy, narazi Mocka na śmierć w męczarniach, prowadząc tym samym na granicę człowieczeństwa i tereny bezlitosnej afrykańskiej dżungli.

Czy mając taki pomysł, można zepsuć książkę? Niestety tak, co Krajewski udowadnia. Fascynująca intryga, charakter głównego bohatera z jego atutami i słabostkami oraz świat i półświatek przedwojennego Wrocławia, które znamy doskonale z poprzednich książek Krajewskiego, napędzają jego najnowszą powieść zaledwie do połowy. Budując plan akcji i tzw. świat przedstawiony, autor wie bowiem doskonale, że magia, która związała Czytelnika z Mockiem zadziała także i teraz. Im dalej jednak w liczbę stron, tym więcej absurdów i rozczarowań, tym mniej tempa, emocji i wrażeń. A już afrykańskie zawiązanie akcji to wręcz nuda pomieszana ze zdziwieniem i wątpliwością czy to rzeczywiście ten Krajewski, którego pokochaliśmy.

W posłowiu autor przyznaje, że najnowszą książkę napisał w niecałe trzy miesiące. Niech pisanie kolejnej zajmie mu zdecydowanie dłużej! Łatwiej będzie mi bowiem zaakceptować rozstanie i oczekiwanie na nowego Mocka niż kruszenie jego spiżowego wizerunku.

Tomasz Moskal

Marek Krajewski: Mock. Ludzkie Zoo, wyd. Znak

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz