Zdrajcy, kapusie i patrioci

Zdrajcy, kapusie i patrioci

Trzeba nieustannie patrzeć na ręce tym, którzy zbijają kapitał polityczny i prywatny, wykorzystując milczenie obywateli zmęczonych podziałami.

Poseł Piotr Kaleta zapunktował u Jarosława Kaczyńskiego, odkurzając i rozwijając twórczo sejmową zapowiedź prezesa, która brzmiała: „wszyscy pójdziecie siedzieć”. Wiadomość ta skierowana była do posłów opozycji, którzy ośmielili się cytować opinie Lecha Kaczyńskiego na temat praworządności, demokracji i Konstytucji – opinie przypadkiem całkowicie sprzeczne z poglądami Jarosława. Naczelnik IV Rzeczpospolitej zapowiedział tym samym powtórkę Berezy Kartuskiej, gdzie za akceptacją Naczelnika II Rzeczpospolitej osadzono niepokornych posłów. Obaj przywódcy mieli identyczny pogląd, że ich opozycyjni adwersarze to kanalie oraz zdradzieckie mordy. I tę właśnie ocenę rozbudował poseł PiS Piotr Kaleta, który z mównicy sejmowej wyraził przekonanie, że partię opozycyjną (jedną czy wszystkie – nie był pewien) należy koniecznie zdelegalizować, ponieważ ich reprezentanci w europarlamencie okazali się zdrajcami.

Aktualnych próśb do Unii o wsparcie dla polskiej demokracji, zawłaszczanej przez pierwszego w historii UE dyktatora, nie ma najmniejszego sensu porównywać z dawniejszymi kłamliwymi oskarżeniami PiS o sfałszowaniu wyborów, o sekowaniu rydzykowych mediów czy o zmowę rządu Tuska, który miał ukrywać prawdę o smoleńskim „zamachu”. Widzę natomiast sens w publicznym odpytaniu prezesa Kaczyńskiego, posła Kaletę i innych oskarżycieli, co by zrobili, gdyby ktoś silniejszy odebrał im zabawki i pod groźbą infamii zabronił poskarżyć się na to bezprawie. Napisałem o tym kiedyś opowiastkę i pozwolę sobie przytoczyć jej fragmenty:

***

W środku nocy do mojego mieszkania wszedł sąsiad i zabrał mi telewizor. Dziwne, ale wcale się z tym nie krył. Przeciwnie. Od razu obwieścił w całym bloku, że zrobił to w imię wyższych racji, bo on mianowicie nie miał dotąd telewizora, a ja już się napatrzyłem, więc to, co zrobił jest dobrą zmianą, bo najwyższy czas wprowadzić w naszym blokowisku zasady sprawiedliwości społecznej.

Nigdy faceta nie lubiłem, ale sąsiad to sąsiad, więc wypadało załatwić sprawę bez awantur. Zwróciłem się do mieszkańców, licząc na ich wsparcie, ale okazało się, że spora część lokatorów stanęła po stronie agresora. Powód był zrozumiały: jako przewodniczący komitetu blokowego ogłosił, że będzie przydzielał wybranym lokatorom miejsca na parkingu. Trąbił przy tym na lewo i prawo, że obejmując funkcję zastał sprawy mieszkańców w ruinie, a poprzednia lewacka ekipa doprowadziła do totalnego bezhołowia, bo każdy parkował tam, gdzie chciał i najwyższy czas z tym skończyć.

Dotarłem jednak do sąsiadów, którzy nie dali się przekupić i całkiem sporą grupą stanęliśmy przed drzwiami zaborcy telewizora. Sąsiad owszem, uchylił drzwi, ale tylko po to, by władczym tonem poinformować, że jako demokratyczny mandatariusz większości mieszkańców wykonuje wolę suwerena i ma prawo rządzić, jak chce. A kiedy podniosły się głosy, że został wybrany głosami tylko tych nielicznych, którym chciało się pójść na zebranie i że nikt nie dał mu mandatu do łamania prawa, obrzucił nas obelżywymi epitetami i z hukiem zatrzasnął drzwi.

Pozostała mi już tylko droga prawna. Zapożyczyłem się w SKOK-u i wynająłem renomowaną kancelarię adwokacką, która po analizie sytuacji wysłała do sąsiada urzędowe pismo, domagając się zwrotu bezprawnie zaanektowanego telewizora, pod rygorem wystąpienia do sądu o odszkodowanie. Niedługo potem nadeszła odpowiedź autorstwa docenta wydziału prawa Uniwersytetu Podhalańskiego im. gen. Kiszczaka, w którym ów uczony na wstępie zakwestionował legalność nabycia mojego telewizora, a następnie wywiódł wyższość interesu społecznego nad prawem własności, załączając deklarację sąsiada, że zamierza on udostępniać mój telewizor innym mieszkańcom, otwierając okna w czasie nadawania dziennika TV w programie 1.

Nie widząc innego wyjścia, poszedłem na policję i zgłosiłem kradzież. No i się zaczęło. Oburzony sąsiad wywiesił na tablicy ogłoszeń pismo wzywające mieszkańców do protestów przeciwko kalaniu przeze mnie wspólnego gniazda i nawołujące do czynnego przeciwstawienia się publicznemu oczernianiu dobrego imienia naszej blokowej społeczności. Zaprzaństwem i zdradą nazwał wywlekanie na zewnątrz rodzinnych brudów, które ponoć z łatwością można wyprać we własnym gronie, przy odrobinie dobrej woli – mojej, rzecz jasna.

Na konkretną ofertę wyprania rodzinnych brudów nie czekałem długo. Już następnego dnia otrzymałem kopię pisma, które sąsiad wysłał do komisariatu policji. Napisał w nim, że telewizora wcale nie ukradł, tylko przejął go w czasowe użytkowanie, w interesie reprezentowanych przez niego mieszkańców, od których otrzymał mandat w demokratycznych wyborach. Zadeklarował również niezłomną wolę załatwienia sprawy kompromisowo, w drodze negocjacji i porozumienia. Do przesłanego mi pisma dołączona była propozycja kompromisu. Składała się z dwóch punktów: 1. Telewizor ma pozostać w mieszkaniu sąsiada. 2. W ustalonych (przez sąsiada) godzinach będę mógł do niego wpaść i obejrzeć wybrane (przez sąsiada) programy, pod warunkiem, że przyniosę ze sobą kapcie, krzesło i flaszkę.

Na dole dokumentu był jeszcze dopisek drobnym drukiem, że jeśli się nie zgodzę na ten rozsądny kompromis oraz nadal będę marudził i donosił, to sąsiad będzie miał prawo zabrać mi dodatkowo radio, nagrywarkę CD, komputer i młynek do kawy, a ponadto każdy mieszkaniec, który poczuje się obrażony moimi kłamliwymi oskarżeniami będzie mógł bezkarnie nakłaść mi po ryju.

No i teraz nie wiem. Mam się zgodzić? Bo jak nie, to przecież na wieki zostanę kapusiem i zdrajcą…

***

Namawiam Polaków do roztropnego namysłu nad nakazem fałszywej lojalności zbiorowej, osadzonym głęboko w naszej tradycji – tej, która obrosła sentencjami o złym ptaku, który własne gniazdo kala, „nie mów matole, co się dzieje w szkole” itp. wytworami kultury zbiorowej. Namawiam do refleksji nad podziałem: My – Obcy, dokonywanym przy akompaniamencie złowrogich okrzyków o wieszaniu targowiczan. Trzeba nieustannie patrzeć na łapy tym, którzy zbijają kapitał polityczny, a w konsekwencji także prywatny, wykorzystując milczenie obywateli zmęczonych podziałami. Wiemy, kto korzysta z bezradności ludzi znużonych nieustannym chamskim awanturnictwem. Rozgrywają nas ci, którzy życzą sobie łamać prawo w ciszy i spokoju, bez niczyich uwag i wtrącania się. Wykrzykując epitety o zdrajcach i donosicielach, którym odebrać trzeba mandaty parlamentarne, prawa obywatelskie, a może i wolność osobistą, chcą pozbawić Polaków ostatniego koła ratunkowego. Ostatniego, bo przecież jest oczywistą oczywistością, że z totalitarną władzą nie można niczego załatwić we własnym gnieździe, ponieważ to gniazdo stało się już ich własnością, a ich racje zawsze będą najichniejsze i najracniejsze.

Za komuny nieformalny zakaz kapowania chronił naród przed wrogą władzą. Dziś ma chronić władzę przed wrogim narodem.

Andrzej Karmiński

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Zdrajcy, kapusie i patrioci"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Rodeo

Panie Andrzeju, jak zwykle wyśmienity tekst! Szkoda, że przyklaskujących władzy (no, może poza trollami, którym się płaci za wieszanie psów na autorach) nie stać na wysiłek zapoznania się i zrozumienia Pana felietonów.
Pozdrawiam!

Bogusław

Ładna opowiastka, ale może zbyt grzeczna. W prawdziwszej bajce okradziony sąsiad złodziejowi już dawno drzwi by podpalił.

Marek

Gratuluję felietonu! Historyjka opowiedziana z humorem. I można by się śmiać gdyby to nie było strasznie prawdziwe.

Waldemar
Slogan o zdrajcach narodził się po Smoleńsku , bo wtedy na pochodach klubów „Gazety Polskiej” zobaczyłem po raz pierwszy pod zdjęciami Bronisława Komorowskiego i Donalda Tuska napis: „Zdrajcy – Traitors”. Później zdrajcami zaczynali być już nie tylko wspólnicy Putina, ale i europosłowie „donoszący” na Polskę (oczywiście z wyłączeniem europosłów PiS, bo oni tylko zgłaszali na ogół problem). Bruksela stała się, zgodnie zresztą z poglądami ONR, drugą Moskwą, a wszyscy nie wspierający PiS w zaciemnianiu sytuacji w Polsce – Targowicą. To kolejny przykład – po szczerych patriotach”, o których wcześniej pisał red. Sosnowski – aktualnie panoszącej się nowomowy i odwracania znaczeń.… Czytaj więcej »