Zdrowie chore i głodne

Zdrowie chore i głodne

Według Kaczyńskiego, głodowy protest rezydentów „od samego początku nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia”.

W „Gazecie Wyborczej” Witold Gadomski apeluje z troską, by głodujący rezydenci, którzy żądają podniesienia wydatków na służbę zdrowia, wskazali jednocześnie, skąd wziąć na to środki, bo łatwo wołać o kasę, a trudniej powiedzieć: „niech państwo więcej zabierze z naszych kieszeni”… Podpowiadam młodym lekarzom: wystarczy zażądać, by budżet Instytutu Pamięci Narodowej był tylko 3 raz większy od budżetu Polskiej Akademii Nauk, a nie PIĘCIOKROTNIE, jak zaplanował rząd PiS na rok 2018. Różnica zapewniłaby rezydentom godziwe zarobki w wysokości postulowanej przez ministra Radziwiłła w czasach, kiedy nie był jeszcze ministrem.

Obawiam się, że protestujący nie skorzystają z mojej rady, bo jest ona obciążona konotacją polityczną, a oni kategorycznie i przy każdej okazji odżegnują się od wszelkich asocjacji partyjnych, deklarując absolutną apolityczność. Nie jest to jednak apolityczność modelowa. Podczas sobotniej pikiety w Warszawie zazgrzytało kilkakrotnie. Mówcy informowali licznych demonstrantów, że mają serca po prawej stronie, a jeden z nich wprost zawiadomił zebranych przed KPRM oraz przed telewizorami, że głosował na PiS i zapewne w najbliższych wyborach nie zmieni swoich preferencji. Wspierający protest szef związku zawodowego lekarzy Krzysztof Bukiel nakreślił rys historyczny nierealizowanych obietnic kolejnych rządów w sprawie zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia, ale jakoś szczególnie podkreślił zaprzaństwo ekipy Donalda Tuska, słowem nie wspominając, że z racji światowego kryzysu miała ona najmniejsze szanse wysupłania z budżetu dodatkowych pieniędzy dla wsparcia służby zdrowia.

Również inni mówcy rozpościerali nad PiS niewidoczny parasol ochronny, starając się nie narazić rządzącym. Doceniając dotychczasowe prospołeczne dokonania rządu, apelowali o jeszcze jeden taki projekt, pod nazwą ZDROWIE PLUS. Dziękowali Jarosławowi Kaczyńskiemu za przychylność dla idei 6-procentowego udziału zdrowia w budżecie i tytułowali go kilkakrotnie „panem premierem”. Trafił się nawet starszy lekarz, który pracował w przychodni na Nowogrodzkiej i z racji dawnego sąsiedztwa „drzwi w drzwi” upraszał z estrady pana Jarka o wsparcie i życzliwość dla polskiej służby zdrowia. Odpowiedź otrzymał prawie natychmiast – i z pewnością dała mu ona do myślenia: w wypowiedzi dla TVPiS Kaczyński podzielił się przypuszczeniem, że ten głodowy protest „od samego początku nie ma nic wspólnego ze służbą zdrowia”. Czyli prawdopodobnie protestujący to puczyści opłacani przez Sorosa, a głodujący to nie lekarze, tylko pacjenci poradni dietetycznej dla osób z nadwagą, sprytnie przebrani w kitle…

Wiecowy tumult i oratorskie ornamenty zagłuszają ważne pytania o przyszłość naszej służby zdrowia i o rozmiar niezbędnych reform. Na przykład wyobraźmy sobie, że postulaty głodujących zostaną spełnione, bo Kaczyński nakaże zadłużyć Polskę jeszcze bardziej i zapewnić ponad 6-procentowy udział ochrony zdrowia w budżecie. Ale jaką mamy gwarancję, że dodatkowa kasa nie zniknie w chaosie organizacyjnym, że niekompetentni Misiewicze nie wydadzą jej na nietrafione zakupy i podwyżki uposażeń dla najwierniejszych? A nawet jeśli jakimś cudem wydatki będą trafione, to przecież same pieniądze, wbrew obiegowym opiniom, wcale nie mają uzdrawiających właściwości.

Największą bolączką protestujących lekarzy jest szaleńcza pogoń za środkami utrzymania. Pogoń, która demoluje im życie osobiste i rodzinne, zmniejsza możliwości podnoszenia kwalifikacji, obniża poziom obsługi ich pacjentów, rujnuje organizm i psychikę. Powiedzmy, że młodzi lekarze dostaną godziwe wynagrodzenie i będą się mogli skupić na specjalizacji, pracując na jednym dobrze płatnym etacie. Pięknie. Tylko kto ich zastąpi w przychodniach, pogotowiach i szpitalach, gdzie dorabiali dotąd? Jak bardzo wydłużą się kolejki pacjentów? Dla ilu będą to kolejki do lekarza ostatniego kontaktu? Bo według raportu Komisji Europejskiej i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), Polska jest nie tylko wśród krajów UE o najniższych wydatkach na ochronę zdrowia, ale też z najniższą liczbą lekarzy przypadającą na tysiąc mieszkańców. Chorej służby zdrowia nie uzdrowią więc same tylko, największe nawet, pieniądze. Potrzebni są jeszcze nowi lekarze, którym stworzone zostaną takie warunki, by nie myśleli o opuszczeniu kraju. A do tego niezbędni są także mądrzy, uczciwi organizatorzy, którzy nazwę swojej SŁUŻBY czytają ze zrozumieniem.

Nie muszą się nad tym zastanawiać młodzi lekarze i wspierający ich pracownicy chorej służby zdrowia. Nie są ekonomistami ani politykami. To ludzie zdesperowani, zmęczeni pracą na granicy ludzkich możliwości. Ich głosy o konflikcie sumienia, powołania i misji z pracą ponad siły brzmią prawdziwie i poruszająco. W odróżnieniu od chamskich kpin prawicowych trolli, od kłamstw propagandystów udających dziennikarzy i w odróżnieniu od podłych pomówień tych polityków, dla których tropienie spisków, zakłamanie i pazerność są oczywistym sposobem na życie.

Andrzej Karmiński
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
6 Comment threads
0 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Maciek123454321HANNAmędrkowskismętekjurek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
jacek
jacek

(…)niech państwo więcej zabierze z naszych kieszeni(…)
Ponoć wystarczy nie kraść…

jurek
jurek

Nadal ulegamy, my wolni obywatele, narracji (tfu!) Partii i jej akolitów. Jeden epitet, „polityczny” wpędza komentatorów, dziennikarzy w stupor.
Dlaczego, SOLIDARNIE nie popieramy postulatów głodujących 15. dzień rezydentów. Gdzie jest KOD, gdzie Akcja Demokracja, gdzie Czarny protest? Kładziemy uszy po sobie, bo jeden aparatczyk, z drugim, wybełkocze słowo „polityczny”, a to wstyd (sic!?), gdy nie ma działać w interesie Partii okupującej nasz kraj.
Na co czekamy? Polityka to działanie mające za cel dobro wspólne, nie interesiki władzy lub części (partii).

Na marginesie, dlaczego nazywamy zawłaszczenie sądów upolitycznieniem, zamiast UPARTYJNIENIEM?

Przepraszam, powtarzam swój wpis ze Studia Opinii, nie muszę, na tę chwilę, napisać tego inaczej.

smętek
smętek

Ta wystawa broszek w kampanii wyborczej zapowiadała, że wystarczy nie kraść i wystarczy na wszystko. Znaczy kradną! Apel pana Gadomskiego żeby to lekarze wskazali skąd brać pieniądze jest głupi. Oni nie zwracają się o radę do rządzących jaki rodzaj znieczulenia zastosować w trakcie operacji, jakie leki zaordynować choremu.

mędrkowski
mędrkowski

Państwo, które chce mieć monopol na zarządzanie, zatrudnianie i powrót do centralizacji musi pogodzić się z rozwiązywaniem problemów płacowych osób przez nie zatrudnionych. Czyżby tego nie przewidzieli, przecież w PRL-u omnipotentne państwo musiało radzić sobie samo ze strajkami?

HANNA
HANNA

SKĄD WZIĄĆ KASĘ , MNIEJ DLA PANA RYDZYKA , NA POMNIKI I NA MARNĄ KOMISJĘ SMOLEŃSKĄ , KTÓRA JEST FIKCJĄ.

Maciek123454321
Maciek123454321

Ja dołączę taką małą refleksję na temat strajku lekarzy. Otóż PiS „przegapił” moment, kiedy można było próbować zohydzić społeczeństwu „kastę” lekarzy, tak, jak się to częściowo udało z sędziami. Zarzuty niemal te same – kolesiostwo, łapówki, nieuczciwość, pazerność itd. Jednakże korzyści, jakie PiS by wyniósł z obszczekiwania i oczerniania lekarzy, byłyby w konsekwencji żadne. Sądy są potrzebne Karaluchowi, żeby niepodzielnie rządzić, a lekarze? Swoich nie wstawią, bo ich nie mają. Zohydzenie ma tu na celu zmuszenie młodych lekarzy do ugięcia karku przed PISuarem. No, ale jak napisałem na wstępie – spóźnili się, Protest się rozszerza na cały kraj, KURwizjowy hejt… Czytaj więcej »