„Żeby nie było zgorszenia…”

„Żeby nie było zgorszenia…”

– „Rodzice zamiast wzywać pogotowie, wzywali księdza. (…) Był jeden taki ksiądz, szczególnie agresywny. Wykręcał mi ręce, podduszał mnie. Na egzorcyzmy przychodzili duchowni, jacyś ich koledzy. To był show. Oni ohydnie komentowali to, jak wyglądam. Mówili, że mam fajne cycki, zgrabną dupę. Wcierali mi w miejsca intymne jakieś święte wody, olej egzorcyzmowany, olej do namaszczania chorych…”. Egzorcyści są wśród nas! W Polsce mamy około dwustu „dyplomowanych” egzorcystów, którzy „udzielają specjalistycznej pomocy oraz rad” osobom opętanym przez szatana. Przy każdej z czterdziestu jeden diecezji pracuje po kilku egzorcystów. Może i więcej. Rynek się bowiem rozrasta wprost proporcjonalnie do przyrostu zabobonów, ludzkiej ignorancji i bezkarności księży.

W Polsce mamy księży pedofilów, którzy dziś bez trudu kryją się w cieniu fundamentalistycznego reżimu. Jesteśmy jedynym bodaj krajem na świecie, który tego problemu nawet nie starał się rozwiązać. Ksiądz jest tu święty, a dla dziecka – jest Bogiem, którego się boją, do którego czują respekt, od którego zależą. Dziecko napastowane przez „osobę cywilną” jest poddawane terapii, sprawca jest karany.

Gdy pedofilem jest ksiądz, sprawa rzadko kiedy staje się jawna i prawie nigdy nie dochodzi do ukarania winnego. 07.02. w „Gazecie Wyborczej” mogliśmy przeczytać o uczniach z małej szkoły w Lutni spod Kalisza, którzy oskarżyli księdza o molestowanie. Parafianie murem za nim stanęli. – „Lutnia to święte miejsce, jest tu maryjne sanktuarium. Dzieci kłamią, ksiądz niewinny…” – mówią.

Koledzy i przełożeni najczęściej księdza chronią. Murem. Jedyną „karą” jest przeniesienie do innej parafii i zatuszowanie „sprawy”. To klasyczna sytuacja. Co się dzieje z ofiarami? Właśnie wyszła książka „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”, napisana przez adwokata Artura Nowaka i psycholożkę Małgorzatę–Nowak, ukazująca pedofilskie zachowania księży z punktu widzenia ofiar.

To książka o piętnie i traumie, które zostają na całe życie. Mamy tam historię egzorcyzmowanej i molestowanej Ireny, historię Szymona molestowanego przez księdza, Piotra, Jacka, Marka… Iluż ich jest w całej Polsce?! W książce wypowiedzieli się ci, którzy mają odwagę i którzy jakimś cudem uzyskali pomoc. To nie są historie „niezwykłe”, wszędzie w Polsce ksiądz jest panem, a każda próba oskarżenia go jest atakiem na Kościół. Skrzywdzone dzieci mają milczeć lub czuć się winne, „bo lgnęły”, jak powiedział niegdyś arcybiskup Michalik: – „To dzieci lgną do dorosłych i wciągają ich w grzech”. Mówił chyba poważnie, nieświadom nawet absurdalności tego zarzutu i okrucieństwa wobec ofiar.

„Żeby nie było zgorszenia…” może być początkiem walki z pedofilią w Kościele. Ofiary przestały milczeć, mają głos – wysłuchajmy go.

Magdalena Środa

Polecamy również

  •  
  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

Dodaj komentarz

3 komentarzy do "„Żeby nie było zgorszenia…”"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zgredzinka

Zamiast z pedofilią w kościele, należy zacząć walkę z kościołem, który w dziejach ludzkości wyrządził więcej zła, niż wszystkie wojny razem wzięte.
To zło w najczystszej postaci.

antyuzurpator

Zgadza się.
Ale nie wiem, ile dziesiątków (setek?) trzeba będzie, aby przyszło na ludzi otrzeźwienie. Jak na razie, z pokolenia na pokolenie moherowe babcie wtłaczają wnusiom „jedynie słuszne prawdy”, przy wsparciu sukienkowych i ostatnio państwa (mimo, że w Konstytucji jest wpisana swoboda religijna obywateli i bezstronność religijna władz). A jak głębiej pogrzebać w motywacjach, to wychodzi że najważniejsze jest „co rodzina i sąsiedzi powiedzą” – znam to z autopsji.

antyuzurpator

Autoerrata: …. dziesiątków (setek?) lat trzeba ….
(Przydałaby się możliwość poprawiania własnych postów.)