Złodzieje czy gamonie?

Złodzieje czy gamonie?

Dać tym gamoniom dwie kule bilardowe, to jedną zepsują, a drugą zgubią.

Winston Churchill mawiał, że dobremu kryzysowi nie można pozwolić, żeby się zmarnował. Nasi rządzący, biegli w polityce historycznej, w lot podchwycili tę myśl. Różnica jest jednak taka, że brytyjski wielki mąż stanu postulował, by ze społecznych załamań i perturbacji wyciągać właściwe wnioski i elastycznie zmieniać modus operandi, natomiast polskiemu kieszonkowemu mężowi stanu podgorączkowego chodzi zapewne o to, by dramatyczny stan epidemii pomnożył zasoby partii sprawującej władzę, konta jej kierownictwa i portfele wiernych towarzyszy.

Bezużyteczne maseczki kosztowały nas 60 mln i wiadomo, kto zarobił na wielokrotnej przebitce. Wiadomo, kto skorzystał na przepłaconej transakcji zakupu respiratorów za 200 mln, w większości nieistniejących, a jeśli jakieś się znalazły, to bez gwarancji producenta. Wybory, które nie miały prawa się odbyć 10 maja, kosztowały 70 mln, rozdzielonych między rozmaite firmy i osoby, które postanowiły wziąć udział w niekonstytucyjnej hucpie. Dodatkowo parę osób zarobi na przechowaniu bezużytecznej makulatury, na jej transporcie (70 tirami!) i na przemiale.  Zarobią też ludzie z firmy Maskpol, która sprzedała Poczcie Polskiej 44 tys. worków do przewozu kart wyborczych po 117 zł sztuka, podczas gdy najbardziej wypasione worki, przeznaczone w policji do przewożenia poczty specjalnej, kosztują 60 zł.

 

Zdaniem rządzących wszystkie te transakcje były korzystne, legalne i zgodne z regułami wolnego rynku. Ale szczegółowe wyjaśnienia dosłownie zbijają z nóg. Oto całkiem niespodziewanie, ni stąd ni z owąd, wybuchła w Polsce epidemia. Przypadkowo ciut wcześniej, gdy koronawirus stał jeszcze pod naszymi granicami, wyczyszczono magazyny ze sprzętu ochronnego, w tym profesjonalnych masek, bo przecież „już za rok kończyła się ich gwarancja” (za grosze poszły świetne maski, które handlarze sprzedawali potem szpitalom z wielokrotnym zyskiem). Nic więc dziwnego, że podczas pandemii w Ministerstwie Zdrowia z otwartymi ramionami witano każdego, kto zaoferował jakiś potrzebny produkt. Nie było potrzeby pytać, czy oferent jest dystrybutorem sprzętu, czy może producentem papryki. Nie było sensu sprawdzać, czy oferent jest uczciwy i czy nie orżnął kogoś w przeszłości, zresztą ktoś ze służb pewnie już go zlustrował. Nie było czasu, by podzwonić po producentach z pytaniem, czy mogliby dostarczyć respiratory równie szybko jak pośrednik i w cenie dwukrotnie niższej (żaden szanowany producent nie podniósł ceny podczas epidemii!). Uff…

Szukając wyjaśnienia polskich aberracji, dostrzegam jedynie dwie możliwości. Pierwsza jest taka, że Polska to kraj rządzony przez złodziejską mafię, kraj przekrętów na przemysłową skalę i machlojek sankcjonowanych przez władzę, jeśli przynoszą korzyść rządzącym, ich poplecznikom i rodzinom. Druga możliwość: Polska PiS to zdemolowany, tekturowy kraj rządzony przez nieudaczników, którzy uroczyście i z fanfarami burzą wszystko, co zbudowali poprzednicy, którzy z łatwością spieprzą swój własny projekt, nawet jeśli jest niegłupi, którzy spaprają każdą sensowną inicjatywę społeczną – słowem: dać tym gamoniom dwie kule bilardowe, to jedną zepsują, a drugą zgubią.

Uporczywie i bezskutecznie szukam trzeciego wyjaśnienia.  Jednak niemal w każdym działaniu władzy przejawia się jedna, wciąż ta sama alternatywa. Niejednoznaczne są nawet motywy przeforsowanego przez posłów PiS przepisu o bezkarności za przepłacone, nietrafione lub całkiem lewe transakcje związane z epidemią. Bo i tu widać dwie możliwości: albo szykowali się do skoku na kasę, albo byli świadomi, że są nieudacznikami, że z góry wiedzieli, że prowadzone przez nich interesy nie mają prawa się udać i że nie potrafią upilnować państwowej kasy przed hienami, żerującymi na pandemii.

Czy rządzący to złodzieje, czy gamonie? A może jedni i drudzy? Grubo ponad miliard złotych utopiono w Ostrołęce, gdzie sam prezes i premier po kolei otwierali budowę nieopłacalnej i szybko porzuconej elektrowni węglowej. Dwa miliardy wpuszczono w kanał przecinający Mierzeję Wiślaną – inwestycję bezsensowną z ekonomicznego punktu widzenia, potrzebną głównie po to, żeby zagrać Putinowi na nosie. Jeszcze dwa lata temu Centralny Port Komunikacyjny miał kosztować 34,8 mld zł, a dzisiaj zweryfikowany kosztorys opiewa już na 100 miliardów. Teren ścierniska, gdzie powstać ma takie megalotnisko jak w San Francisco, zarastają chaszcze, ale spółka celowa powołana do realizacji tej inwestycji dostała już 300 milionów, wyjęte cichcem z funduszu… reprywatyzacji.

Nie wiadomo, ile kosztowały prace projektowe i przygotowania do produkcji miliona superaut elektrycznych i polskich dronów, obiecanych przez premiera i wychwalanych przez prezydenta, ale wiadomo, że ostatecznie projekty trzeba kupić w krajach, gdzie oprócz ambicji mają też kwalifikacje i wprawę w budowie skomplikowanych maszyn, i wiadomo też, że masowa produkcja w Polsce rozpocznie w terminie niewiadomym.  Trzy lata temu wicepremier Mateusz Morawiecki kładł stępkę pod polskie promy, a potem rozpoczęto prace projektowe, które zapewne pochłonęły niemałe pieniądze. Dosłownie pochłonęły, bo przed rokiem minister Marek Gróbarczyk ogłosił, że wobec opóźnienia prac zmuszony jest kupić gotowy projekt. Od tej chwili wokół rdzewiejącej stępki polskiego flagowego promu zapadła cisza. Ale niedługo znów będzie o niej głośno, bo zbliża się termin realizacji umowy, w ramach której Polska zobowiązała się zbudować i wprowadzić do eksploatacji na trasie Świnoujście Ystad nowe promy, większe od dotychczasowych.

Za pilnowanie łąki w Baranowie, gdzie na budowie nawet nie wbito jeszcze łopaty, zarząd spółki CPK uchwalił sobie pensje w wysokości średnio po 30 tys. zł na rękę. Za przekształcenie publicznej telewizji w fabrykę hejtu pensje zarządu TVP wzrosły w ubiegłym roku trzykrotnie, do 2,2 mln zł. Za wzorową realizację poleceń z Nowogrodzkiej budżet Kancelarii Prezydenta urósł podczas kadencji ze 160 do 200 mln zł rocznie, a całkowity koszt utrzymania Andrzeja Dudy i jego świty zbliżył się do miliarda…

W światowych rankingach demokracji, a także nepotyzmu i korupcji Polska z roku na rok plasuje się na coraz gorszych miejscach. Przyczyn tego stanu władza upatruje w uprzedzeniach i złośliwości autorów klasyfikacji, a na użytek wewnętrzny mnoży żałosne wyjaśnienia i kompromitujące tłumaczenia. Sankcjonowane są zarówno przekręty, jak i przejawy bizantyjskiego przepychu. To się dzieje w kraju, gdzie brakuje pieniędzy na rozpoczęte projekty medyczne i gdzie przybywa bezrobotnych, gdzie coraz więcej obywateli żyje poniżej progu biedy. Brak potępienia rządzących dla choćby tylko najbardziej oczywistych malwersacji i najboleśniejszych biznesowych wpadek. Bezradną propagandę PiS stać jedynie na powtarzanie refrenu „a Platforma…”. No pewnie. Tu miliony płynące do firm ministra Szumowskiego, a tam zatajony w oświadczeniu majątkowym zegarek Sławomira Nowaka za 11 tys. zł. Tu peany na cześć zbawcy narodu, który uchronił tysiące Polaków przed niechybną śmiercią, tam sprawa sądowa, wyrok, usunięcie ze stanowiska, z partii i z polityki.

 

Wobec niknącej przewagi kandydata PiS funkcjonariusze rodzimej partii prezydenta starają się narzucić kampanii coraz to nowe tematy w nadziei, że narobią hałasu, który zagłuszy medialne bombardowanie kompromitującymi faktami. Problem w tym, że kolejne śmierdzące balony propagandowe, wypuszczane w lud przez agitatorów króla cyników Adama Bielana, skutkują rosnącym oburzeniem myślących Polaków i ostracyzmem świata. Ale PiS idzie w zaparte. Za każdym razem, gdy przyzwoite media i samodzielnie myślący rodacy zaorają kolejny głupi lub podły bonmot, okazuje się, że a/ autor wypowiedzi został źle zrozumiany i co innego miał na myśli, b/ jego wypowiedź zmanipulowano, c/ cytat wyjęto z kontekstu, d/ niesprawiedliwa krytyka wypowiedzi jest przejawem nagonki, e/ wszystko na raz. Oczywiście powyższe wyjaśnienia kompromitują PiS jeszcze bardziej, bo świadczą o tym, że funkcjonariusze PiS nie radzą sobie z komunikacją między swoim mózgiem a aparatem mowy, że ich wypowiedzi są niezrozumiałe i bełkotliwe, słowem – kwiat partii rządzącej to ludzie prymitywni, którzy nie potrafią wyrazić jasno swoich myśli, nierzadko w jedynym znanym sobie języku. Propagandyści PiS nie mają świadomości, że z ich propagandy wyłania się obraz kraju rządzonego właśnie przez gamoni, którzy „ani be ani me ani kukuryku” – jak obrazowo określał takich ludzi Wałęsa. A czy rządzonego przez złodziei? – Tego prokuratura Ziobry na pewno nie potwierdzi. Może po następnych wyborach…

Andrzej Karmiński

PS. Z zaskoczeniem przyjąłem życzliwe słowa i wręcz pochwały dla Andrzeja Dudy, za to, że zaniechał atakowania ludzi LGBT. To tak, jakby działacza PiS Rafała Piaseckiego okrzyknąć dżentelmenem roku, ponieważ właśnie przestał katować swoją żonę.

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
AleksanderZbyszekjurekMarekPiotr Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Piotr
Piotr

Z bardzo lokalnego podwórka – znana mi osoba, od zawsze zwolennik pis, poza tym nikt znaczący, pijaczek często robiący awantury żonie i dzieciom. Właśnie został obdarowany stanowiskiem, bodaj w oddziale Agencji Rynku Rolnego czy gdzieś. Już nowy samochód, już przeprowadza się do większego mieszkania.

Marek
Marek

Do „gamoni” i „złodziei” dodał bym jeszcze kłamców. To że czasem w polityce pojawiają się gamonie i złodzieje to nic nowego. Ale po to są wybory aby wyborcy zweryfikowali władzę. I tu mamy problem, bo znacznej liczbie wyborców wcale a wcale nie przeszkadza że rządzą nami gamonie, złodzieje i kłamcy. Wystarczyło 5 stów na dziecko jakieś ochłapy w postaci 13 emerytury….. trochę obietnic, czasem idiotycznych i można rządzić. Wyborcy nawet nie zauważyli że 500+ i 13 emerytura została zjedzona przez inflację, że płacą coraz to wyższe podatki, że deficyt finansów publicznych osiągnął niebotyczne rozmiary, a rządowa propaganda robi im zwyczajna… Czytaj więcej »

jurek
jurek

Mój brat, idiota – cytat sprzed lat z Roberta Glińskiego wyczerpuje istotę d. zmiany. Reszta to didaskalia.

Zbyszek
Zbyszek

A skąd wiadomo, że przestał?

Aleksander
Aleksander

Krajem rzadzą ludzi którzy nie posiadają podstawowych kwalifikacj do zarządzania Pcimiem Najdolniejszym.