Znaczenie mentalnych bandytów

Znaczenie mentalnych bandytów

Przybysze z planety, na której nie chciałbym mieszkać.

Po śmierci Beaty Kolis hejterzy, na których wiosną uskarżała się na Facebooku, nie zamilkli. Niewątpliwie przekroczeniem wszystkich granic był wpis na Twitterze: „Cóż za wspaniała wiadomość, jednak Bóg istnieje i czuwa nad normalnymi ludźmi. Kto następny? Oby Kijowski”. Ponieważ wydaje mi się, że żeby się naprawdę oburzyć, musimy czuć się zaskoczeni, nie do końca rozumiem oburzenie tym i podobnymi komentarzami. Ktoś powie: „Taki jest internet”. Tymczasem wcale nie w internecie, ale w „realu”, przed kościołem, w którym odbywała się msza żałobna za Bronisława Geremka, grupka ludzi stała z transparentem: „Dzięki Ci, Panie, że go od nas zabrałeś”. Było to osiem lat temu.

Wyobrażam sobie, że ktoś inny, broniąc obozu rządzącego, odezwie się teraz: „Ale wy nie jesteście lepsi, bo to nie nasz człowiek sikał na znicze na Krakowskim Przedmieściu”. Prawdę mówiąc, zacząłem ostatnio podejrzewać, że to sikanie na znicze jest legendą miejską, być może mającą źródło w doniesieniu z marca 2011 roku o zatrzymanym (!) przez patrol policyjny pijanym mężczyźnie, który oddawał mocz na placu Piłsudskiego (czyli nieopodal, ale jednak gdzie indziej), w miejscu upamiętniającym mszę papieską. O zajściu na Krakowskim informował opinię publiczną Wojciech Cejrowski, powołując się na zapis miejskiego monitoringu (czyżby go oglądał?), opisał je w powieści „Ukryty” Bronisław Wildstein, natomiast nigdzie w sieci nie mogę znaleźć choćby jednej fotografii samego wydarzenia – a przecież, jak słusznie zwrócił uwagę jeden z internautów, w dzisiejszych czasach trudno uwierzyć, że na jednej z głównych ulic Warszawy nie znalazł się w danym momencie ani jeden posiadacz komórki z aparatem fotograficznym. Wspomniany alkoholik z placu Piłsudskiego owszem – ma swoje zdjęcie.

Ale to dygresja, przy której nie upieram się, bo może się mylę. Zresztą nawet, jeśli oddawanie moczu przed Pałacem Prezydenckim prawdą nie jest, to już prawdą jest przebieg manifestacji przeciwko krzyżowi na Krakowskim Przedmieściu, podczas której dochodziło do zachowań żenujących. Chyba nigdy nie czułem takiego wyobcowania, jak wtedy, kiedy oglądałem telewizyjną relację z tego wydarzenia. Obie grupy (skupiające obrońców krzyża i jego przeciwników) wydawały mi się pełne przybyszów z planety, na której nie chciałbym mieszkać.

Istotna manipulacja polega na czym innym, co kryje się w wyobrażonej przeze mnie frazie: „To nie nasz człowiek”. Ano, jeśli nie nasz, to widocznie wasz. Taka jest logika podziału, forsowanego od dawna przez PiS. Po jednej stronie są zwolennicy „Inki” i „Zagończyka”, po drugiej – Bieruta i Jaruzelskiego. Po jednej samo dobro, po drugiej samo zło. Trzeciej jakoby nie ma.

Tę trzecią próbują powołać do życia ludzie, szerzący – jak to ładnie określa mój znajomy ksiądz – „teologię symetrii”. Wart Pac pałaca, mówią. Empiria nie robi na nich wrażenia, a wygląda ona tak oto, że podczas dwóch z trzech marszów KOD-u, w których uczestniczyłem, mijaliśmy niewielkie grupki kontrmanifestantów z flagami NOP i ONR – było nas setki razy więcej, doprawdy, właściwie można byłoby pogonić im kota, ale nikomu z nas nie przyszło to nawet do głowy. Tymczasem o tym, co przydarzyło się Mateuszowi Kijowskiemu przed kościołem mariackim w Gdańsku, powszechnie wiadomo.

Może – brnąłby mój wyobrażony polemista – ONR ma się tak do obozu władzy, jak młodzież, szydząca kilka lat temu z krzyża przed Pałacem, do KOD-u. Czwarta i piąta strona sporu, luźno związane z pierwszą i drugą. Jeśli nie chcecie (powiedziałby), żeby obciążać was chuligańskimi praktykami na Krakowskim Przedmieściu, albo nieparlamentarnymi wpisami pod adresem prezydenta Dudy czy prezesa Kaczyńskiego na Facebooku, to i wy nie mylcie rodzimych faszystów z obozem władzy.

Tyle że poza pojedynczymi komentarzami moich znajomych prawicowców, zażenowanych zarówno szarpaniną podczas mszy żałobnej, jak i chamskimi komentarzami po śmierci pani Beaty, obóz rządowy sam zdaje się występować w jednym szeregu z popierającym go chamstwem. Nie myślę tylko o tym, że wysocy urzędnicy państwa usprawiedliwiają ex post przemoc, przerzucając winę na zaatakowanych w Gdańsku. Myślę przede wszystkim o linii propagandowej PiS, realizowanej od lat, co najmniej od słynnej frazy prezesa Kaczyńskiego o tym, że „oni stoją tam, gdzie ZOMO”.

Jeszcze pracując w radiu, zwróciłem na to uwagę (i nie wierzę, że politycy to przeoczyli), iż zaledwie któryś z liderów prawicy zasugerował w swoim wystąpieniu jakąś brzydką cechę oponentów, w mailach i telefonach od słuchaczy miałem zaraz warianty tej insynuacji, ale zamienione już w jednoznaczne twierdzenie, pozbawione cywilizowanej otoczki, agresywne bez żadnych osłonek. Myśl, wyrażona w przemówieniach, skandaliczna, ale jeszcze z trudem dająca się uznać za dopuszczalną, zostaje bowiem podchwycona i odarta z kosmetycznych załagodzeń przez tzw. elektorat. Jeśli jakieś ugrupowanie konsekwentnie określa swoich przeciwników jako potomków KPP i UB, złodziei i łajdaków, jeśli przypisuje im nienawiść do polskości i tak dalej – tym samym prowokuje swoich wyborców do jeszcze drastyczniejszych form wyrazu. Czemu się dziwić, że ostatecznym owocem tego wszystkiego jest nienawiść, nawet po śmierci ścigająca ludzi, myślących odmiennie? Czemu się dziwić, że owocem tego jest przemoc? Wciąż, pomimo gdańskiego incydentu, głównie symboliczna, co jakoś dziwnie mnie nie uspokaja – straszliwa granica wydaje mi się coraz bliżej.

Kulturalni zwolennicy PiS zachowują się obecnie według wzoru ze starego dowcipu, jeszcze z czasów ZSRR: „A u was Murzynów biją”. Przecież w Poznaniu doszło do skandalu, bo na uroczystościach Czerwca’56 wygwizdano prezydenta Dudę (to, że wygwizdywano profesora Bartoszewskiego w rocznicę Powstania, jakoś nie sprowokowało ich do publicznych protestów). Internetowe memy na temat obecnych władz Polski bywają niekulturalne. Żeby nie było niedomówień: rzeczywiście bywają, a na uroczystościach poznańskiego Czerwca, podobnie jak 1 sierpnia na Powązkach, stosowna byłaby zaduma.

A jednak czekam, aż któryś z liderów rządzącej partii powie choćby tylko to, co napisała Agnieszka Romaszewska, parafrazując wypowiedź Piotra Skwiecińskiego: „Czy ktoś się nazywa Kowalski czy Kijowski i jakich by nie był poglądów politycznych i orientacji seksualnej to, o ile nie jest bezpośrednim spadkobiercą i chwalcą sędziego Widaja albo prokuratora Krzyżanowskiego, albo nie przybył w stroju motyla i nie zakłóca pogrzebu – to obowiązkiem policji jest zapewnić mu możliwość uczestnictwa w takim wydarzeniu patriotycznym. I to nawet niezależnie od tego, że jego intencją może być prowokowanie pozostałych uczestników. Póki robi to samą swoją demonstracyjną obecnością – nikt nie powinien go usuwać siłą, bojąc się awantur ONR-u”. Albo, dajmy się jeszcze bardziej ponieść wyobraźni, marzy mi się, że prezydent albo premier powie coś takiego: „Śmierć przeciwnika politycznego jest także śmiercią człowieka. Kogoś, kto miał przyjaciół, rodzinę, znajomych, a oni go opłakują. W naszej, chrześcijańskiej cywilizacji, radość z powodu cudzej śmierci, a jeszcze wyrażana publicznie – podobnie jak publicznie sformułowane życzenie, żeby ktoś umarł – wyklucza z kręgu ludzi i otwiera drogę bestialstwu. Z autorami podobnych wpisów jest nam zdecydowanie nie po drodze”. Ale żadne z nich tak nie powie, bo bez tego, rosnącego zresztą, marginesu mentalnych (jak dotąd) bandytów, nie mogliby utrzymać się przy władzy.

Do czego nas to doprowadzi – nie wiem.

Jerzy Sosnowski

 

  •  
  •  
  •  
Wesprzyj wolne media

6
Dodaj komentarz

avatar
4 Comment threads
2 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Stary_NiedźwiedźMłody duchMisiomartaArt63 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mędrkowski
mędrkowski

Na Pana Boga powołują się ci co czynią i sieją dobro, ale jak widać też ci co czynią i sieją zło. Jeżeli nie wiesz, po której jesteś stronie to wypowiadaj życzenia, które ślesz innym tak, aby wracały do Ciebie. Wtedy będziesz miał satysfakcję swojej misji. Podobno, te życzenia i tak bez tego wracają.

Art63
Art63

Linia obecnie rzadzących jest podpisywanie się pod wydażeniami o dużym emocjonalnym ładunku (PW, Solidarność, ZW itp, żarliwa wiara.) i walenie swoją rzekomą wyższością moralną przeciwników niczym pałką po głowie. ONR wyraża tylko tę postawę w agresywnej formie. Do porozumienia nie dojdzie, bowiem oparty na „wyższości moralnej” konflikt jest jedynym narzędziem politycznym rządzących. W tej sytuacji należy spokojnie podawać do wiadomości publicznej życiorysy prawych i sprawiedliwych – okazuje się, że nie ma wśród nich zbyt wielu powstańców, przywódców Solidarności ani żołnierzy wyklętych, jest za to dużo komuszków, którzy zamienili czerwone książeczki na różańce i swoje stare metody jadowitej insynuacji i nagonki… Czytaj więcej »

marta
marta

Granica jest bardzo cienka. Niewiele trzeba, żeby została przekroczona. Już niewiele.
Kiedyś istniała „instytucja” wstydu. Wstydem były burdy na pogrzebach, burdy podczas uroczystości, burdy podczas wykładów na uniwersytetach. W cenie była przyzwoitość. Teraz nic z tego nie zostało. Ginące przyczółki. Rządzący bezmyślnie mizdrzą się do faszystów, igrają z ogniem. Wartości chrześcijańskie mają tylko na ustach i sztandarach, nie w czynach. Przeraża mnie to. Autentycznie się boję. Każdy dzień przynosi coraz gorsze informacje. Coraz bardziej powiększa się pole nienawiści. Coraz bliżej do eskalacji najczystszej fizycznej przemocy. Boję się.

Misio
Misio

Droga Pani, musze tutaj ugasic Pani zapedy… Nie wiem w jak rewolucyjnych i zaODowanych warunkach Pani zyje, ale rzeczywistosc jest duzo spokojniejsza. Prosze wyjsc ze swojego podziemia, porozmawiac z ludzmi, rozejrzec sie… Natomiast szczesliwie rownie Pani zaKODowanych jest coraz mniej, sami sie wykruszacie, to i szans na popisy nienawisci coraz mniej. Bo ci bardziej myslacy na trzezwo oceniaja rzeczywistosc i nie chca dalej brnac w Wasza absurdalna retoryke. Instytucja wstydu, Pani powiada… czyzby istniala wtedy, kiedy po katastrofie smolenskiej Pan wiceprzewodniczacy PO Janusz Palikot zalozyl okulary zerowki, po czym jeszcze bardziej zajadle walczyl z pamiecia o Lechu Kaczynskim? A moze… Czytaj więcej »

Stary_Niedźwiedź
Stary_Niedźwiedź

Jest jednak głęboka asymetria pomiędzy tym co ogólnie sygnalizuje pani Marta w swoim komentarzu, jako źródło obawy czy szerzej zjawiskami przytoczonymi w tekście, a przykładami przytoczonymi tutaj przez Ciebie misio. Przykład z piwem Lech jest nieuprawniony, to nie było celowe i intencjonalne działanie, pana Palikota zweryfikowali wyborcy, a legenda o nie zgadzaniu się na udostępnianie sal Kaczyńskiemu podczas rządów PO to czysta insynuacja, jeśli nawet do tego dochodziło (proszę przedstawić przykłady) to z pewnością dlatego, że intencją spotkania była czysta agitka polityczna. O przykłady proszę dlatego, że ,,prawa” strona sceny politycznej i związane z nią media mają w zwyczaju rozpuszczanie… Czytaj więcej »

Młody duch
Młody duch

Od dawna piszę ,że nie wolno obrażać , lepiej ich wyśmiać ..Śmiech jest niegrożny , ale czasem zabójczy …Ktoś kiedyś powiedział ,że władza nie boi się protestów , płaczu , rozpaczy , ale boi się śmiechu …